
Było tak niewiele rzeczy, które potrafiły zainteresować Sala na dłużej, niż zaledwie kilka minut. Albo podchodził do nich z obowiązku, nie poświęcając im zbyt wielkiej uwagi, jedynie na tyle, by je skończyć, a jeśli trafiło się coś, co potrafiło zaciekawić młodego Fishera na dłużej, to zazwyczaj pochłaniało całą jego uwagę, przeważnie nie dając spokoju, dopóki nie dowie się więcej. Kolejna sprzeczność, choć Sally’emu zdawała się dość naturalna, albo nie interesowało go nic, albo drążył temat, uparcie nie poddając się nawet wtedy, gdy sprawa wydawała się z góry przegrana, a i odpuszczenie nigdy nie przychodziło mu łatwo. Kreskówki i gry zawsze były tym, przed czym potrafił spędzić długie godziny, nie czując znużenia. Nie zliczyłby, ile razy zdarzyło mu się spóźnić do szkoły, kiedy pochłonięty oglądaniem, kompletnie zapomniał o upływającym czasie. Nie zliczyłby też, ile razy jego ojciec narzekał na spędzanie czasu przy „tych dziwnych grach”, jak to starszy z Fisherów miał w zwyczaju je określać, jednocześnie sugerując nastolatkowi, że jest wiele więcej innych, ciekawych rzeczy, którymi Sal mógłby się zająć. Ale w końcu i on kapitulował, widząc, że jego syn bez żadnego entuzjazmu podchodzi do nowych rzeczy, interesując się nimi zaledwie przez chwilę, jakby tylko dla świętego spokoju, by zaraz znów wrócić do gier. Sal więc nie dziwił się, że zepsuta konsola – póki co – nie miała szans na naprawę, a już tym bardziej na zastąpienie jej nową. Liczył jednak na to, że ojciec da się przekonać na podobny prezent z okazji urodzin, choć Sally boleśnie zdawał sobie sprawę, że do tego dnia pozostało jeszcze dość dużo czasu. A teraz, mając okazję zagłębić się w tak ukochany przez siebie świat pokonywania kolejnych przeciwników, nie mógł się skoncentrować. Nie mógł, bo, ku własnemu zaskoczeniu, coś okazało się dużo bardziej interesujące, a na dobrą sprawę, Sal nigdy nie spodziewał się, że mogłoby do tego dojść.
Odwrócił się w stronę Larry’ego, ściskając w dłoni przyniesioną przez chłopaka szklankę wody. Przez chwilę bawił się słomką, mieszając nią picie, a po chwili pokręcił przecząco głową na pytanie o poduszkę. Właściwie było mu całkiem wygodnie na podłodze, zresztą, podejrzewał, że za chwilę i tak wstanie, jeśli będzie mógł przyjrzeć się obrazom, które nijak się nie sprawdziły.
— Dzięki za słomkę. Następnym razem postaram się przynieść własną, żebyś nie musiał już kupować soku. To naprawdę miłe, że kupiłeś go właśnie dlatego. Nie spodziewałem się, że będę mógł u kogoś dłużej posiedzieć — powiedział, lekko się uśmiechając i miał nadzieję, że było to słychać w jego głosie. Larry w końcu nie musiał nic takiego robić, więc Salowi zrobiło się naprawdę bardzo miło z tego powodu, a jednocześnie było mu trochę głupio za swoją prośbę, jednak najwyraźniej starszy chłopak zdawał się doskonale rozumieć ją, jak i zapewne jej powód, a przynajmniej w jakiejś części mógł się go domyślać. Sal wolną dłonią zaczął szarpać odstające nitki, w znajdującej się na kolanie czerwonych spodni dziurze.
— Czyli nigdy nie znikają w taki sposób, że o tym nie wiesz? Zawsze to widzisz? I dzięki temu też wiesz dokładnie, które obrazy znikają? Pamiętasz je może? — zapytał, nieświadomie przechylając przy tym głowę w bok w wyraźnym zastanowieniu. — I mówisz, że czujesz podczas malowania, że to właśnie jeden z takich obrazów? To nie jest tak, że po prostu malujesz, myśląc konkretnie o tym, co właśnie chcesz namalować, tylko to tak jakby… opętuje cię? — Wzruszył lekko ramionami, dając wyraźnie znać, że to nie do końca najlepsze określenie, ale nie potrafił znaleźć innego, które pasowałoby bardziej. Miał nadzieję, że Larry choć mniej więcej zrozumie o co mu chodziło, ale wyglądało na to, że najwyraźniej jakimś sposobem złapali wspólny język niemal od razu. Sal przede wszystkim cieszył się, że chłopak nie zraził się do niego już na samym początku, po zobaczeniu maski. Nie drążył też tematu, nawet jeśli go to interesowało, a właściwie zachowywał się, jakby kompletnie mu to nie przeszkadzało. Być może właśnie dzięki temu Sally poczuł się trochę pewniej, a przynajmniej na tyle, by bez przeszkód zasypać go pytaniami. Zresztą, Larry wydawał się zadowolony tym, że ktoś zainteresował się jego problem. No i Sal nie mógł nie zauważyć tego, że najwyraźniej chłopak cieszył się, że mógł posłuchać z kimś ukochanego zespołu. Piętnastolatkowi zresztą bardzo spodobała się taka muzyka i również miał nadzieję, że nie był to pierwszy i ostatni raz, gdy wspólnie mogli jej posłuchać. Co prawda, trudno na ten moment było mówić o lubieniu, ale jednego Sal był pewien – Larry wzbudził jego sympatię.
Odwrócił głowę w kierunku telewizora, momentalnie odnajdując wzrokiem nabity przez Larry’ego rekord punktów i gdyby tylko potrafił, to właśnie w tym momencie zagwizdałby z aprobatą. Był pod wrażeniem i musiał przyznać, że nawet gdyby wciągnął się teraz w grę, to nie udałoby mu się go przebić. Być może po kilku kolejnych próbach, ale wiedział, że jeśli będzie miał do tego okazję, to na pewno spróbuje. A póki co skupił się na opowieści Larry’ego. Ponownie odwrócił głowę w jego stronę.
— Nie, jeszcze go nie spotkałem. Przeszedłem tylko przez swoje piętro, a na trzecim spotkałem twoją mamę, która przyprowadziła mnie do ciebie, więc reszty jeszcze nie zdążyłem zwiedzić — wyjaśnił, nawet jeśli w zasadzie nie musiał tego robić. Spuścił wzrok na wciąż trzymaną w dłoni szklankę wody i ponownie chwycił słomkę, mieszając nią kilka razy, jakby nie mógł się zdecydować, co zrobić. — Ale to naprawdę ciekawe. Tak jakbyś… nie był świadomy do końca tego, co namalujesz. Może właśnie o to chodzi? Może… coś, albo ktoś, próbuje ci przekazać co masz namalować, tak jakby przejmował nad tobą kontrolę, jednocześnie zasłaniając się jakimiś twoimi wspomnieniami. Może dlatego obraz twojego znajomego nie zniknął? Bo wiedział, co ma narysować, chociaż bardziej wydaje mi się, że chodzi tutaj o ciebie. Z jakiegoś powodu, to właśnie ty masz malować te rzeczy, jakby to tobie to coś chciało przekazać jakieś informacje.
Delikatnie przechylił głowę w bok i westchnął cicho do siebie, w końcu puszczając słomkę. Skierował dłoń na tył swojej głowy, chwilę manewrując przy dolnym zapięciu maski. To zawsze był trochę stresujący moment dla Sala, szczególnie w nowym otoczeniu i szczególnie przy kimś, kogo za dobrze nie znał, ale miał nadzieję, że Larry nie zwróci na to większej uwagi.
Usłyszał charakterystyczne kliknięcie i zaraz poczuł, jak paski bujają się chwilę po bokach jego głowy; proteza na szczęście posiadała dwa zapięcia, dzięki czemu wciąż utrzymywała się na swoim miejscu, a Sally mógł teraz bez większych przeszkód wsunąć pod nią słomkę i wziąć kilka łyków przyjemnie chłodnej wody. Przede wszystkim właśnie po to była mu słomka, bo umożliwiała napicie się bez większego manewrowania przy protezie, ale właściwie nie był to jedyny powód, choć zdecydowanie priorytetowy.
— Palą się? — powtórzył, raz jeszcze przechylając głowę na bok i przez chwilę dodatkowo gryzł słomkę, której jeszcze nie zdążył wysunąć spod maski. Zaraz wziął jeszcze kilka łyków, dopijając wodę do końca i odstawił pustą szklankę obok siebie na podłodze. — To jeszcze bardziej zastanawiające, czemu wszystkie nie znikają w identyczny sposób. Wydaje mi się, że to też może mieć jakieś znaczenie. Może chodzi o czas, jaki pozostał do spełnienia się danego obrazu, albo o to, jeśli już jakiś się spełnił? Nie wiem, Larry, to wydaje się naprawdę jeszcze dziwniejsze. — Złapał w obie dłonie paski od protezy i zaraz zapiął ją z powrotem, momentalnie czując się znacznie lepiej. — Próbowałeś kiedyś zapisywać podobne rzeczy? Myślę, że mógłbyś zacząć, jeśli ci to nie przeszkadza, a może właśnie to na coś nas naprowadzi. Żebyś zapisał jaki to obraz, co przedstawia, co widziałeś, kiedy go malowałeś, czy się spełnił i kiedy i o jakiej godzinie go namalowałeś. A później zestawić to z danym wydarzeniem, o ile się oczywiście spełni. To byłoby naprawdę bardzo pomocne.
Podniósł się z miejsca, przy okazji zahaczając czubkiem buta o stojącą obok szklankę. Naczynie przewróciło się, na szczęście było puste, więc nic się nie rozlało, ale Sally westchnął cicho z rezygnacją. Może nie można było powiedzieć, że był kompletną niezdarą, ale podobne rzeczy często zdarzały mu się akurat wtedy, kiedy bardzo nie chciał, żeby się zdarzyły.
— Przepraszam — mruknął cicho, sięgając po szklankę i leżącą obok słomkę, która przez upadek wylądowała kawałek dalej. — Postawię ją gdzieś indziej, skoro już raz ją przewróciłem, więc… — Zawahał się chwilę, stojąc trochę bezradnie pośrodku pokoju i zastanawiając się, gdzie najlepiej będzie ją odłożyć. Jednocześnie zastanawiał się, czy dokończyć myśl, trochę obawiając się tego, że Larry mógłby go uznać za dziwnego. — To zawsze się dzieje, jeśli już raz coś przewrócę, a to się nie stłucze, to będzie mnie prześladować, dopóki nie zrobię tego znowu. Oczywiście niechcący. Może lepiej ty ją gdzieś odstaw, zanim znowu coś z nią zrobię — dokończył, uznając w końcu, że chłopak również powiedział mu o niezbyt codziennych wydarzeniach, które miały u niego miejsce. Od razu też wręcz wcisnął mu szklankę do ręki.
Sal rozejrzał się po pokoju, aż w końcu utkwił wzrok na zasłoniętym obrazie. Wahał się dłuższą chwilę, jednak wreszcie podszedł do niego i chwycił za zakrywający płótno materiał, by zaraz nieco go unieść, chcąc raz jeszcze zobaczyć malunek. Spodziewał się tego widoku, ale mimo wszystko nie potrafił powstrzymać lekkiego wzdrygnięcia, gdy tylko jego wzrok napotkał czerwone ślepia zwierzęcia.
Sally nie miał pojęcia, na ile Larry domyśla się znaczenia tego obrazu. Prawdopodobnie doskonale wiedział, co oznacza namalowany przez niego pies, czego właściwie naprawdę nie było trudno się domyślić po tym, jak ściskał w zębach jego maskę. W sumie był niemal pewny, że Larry domyślił się, czemu akurat to zwierzę, ale był mu niezwykle wdzięczny, że o to nie zapytał, ani nie poruszył tej kwestii.
Piętnastolatka uderzyła nagle pewna myśl i momentalnie puścił materiał, pozwalając mu ponownie zakryć obraz i gwałtownie odwrócił się w stronę Larry’ego.
— Któryś z sąsiadów ma psa? — zapytał z nieco większym niepokojem w głosie, niż zamierzał. W końcu niektóre z obrazów się przecież sprawdzały, ukazywały nadchodzące wydarzenia i Sal nagle zaczął obawiać się, że i ten pokazuje coś, co dopiero miało nastąpić. Szczególnie, że pies trzymał w zębach maskę, którą zaczął nosić dopiero po nieszczęśliwym incydencie, a która teraz, szczególnie teraz, była nieodłączną częścią nastolatka.
Uniósł dłonie do swoich kitków, zaraz zaciskając na nich palce i delikatnie za nie ciągnąc. Być może był to dość dziwny gest, ukazujący strach, ale niewątpliwie mogło kojarzyć się z zachowaniem dziecka i prawdopodobnie Larry, zważając na jego wrodzoną, jak i też wyuczoną spostrzegawczość, dość szybko nauczy się wyróżniać obie tkwiące w Salu sprzeczności.
— Pokażesz mi resztę obrazów? Tych, które się nie sprawdziły? — zapytał dopiero po dłuższej chwili, wreszcie zostawiając w spokoju swoje włosy, co jednoznacznie wiązało się z nagłym uspokojeniem się. — I te płótna, które się… spaliły, o ile wciąż je masz.
⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
