***
Patrzyłam na niego trochę ze strachem, gdyż obawiałam się, że może na mnie krzyknąć, abym sobie poszła. W jego głosie, gdy zapytał czy wszystko w porządku, usłyszałam jakąś nutkę troski. A może sobie to wymyśliłam? Zanim mu odpowiedziałam, on już zmniejszył odległość między nami, a potem ujął moją twarz w swoje dłonie, co mnie bardzo zdziwiło, ale jeszcze bardziej to, że mnie przeprosił, a potem pocałował. Znowu poczułam to samo co wtedy w studio, ale tym razem nie oplotłam jego szyi swoimi dłońmi, gdyż on bardzo szybko oderwał się ode mnie, a potem nie spojrzał już na mnie. Powinnam była go teraz spoliczkować, że mnie pocałował mimo, że kazał mi zapomnieć o uczuciu do niego. Nie mogłam jednak go uderzyć. Uratował mnie przed Tonym no i w końcu przecież zakochałam się w nim. Gdy podniósł wzrok nasze spojrzenia się spotkały a moje serce zaczęło szybciej bić. Jego słowa wprawiły mnie w zaskoczenie. - Dlaczego, Eden? - zapytałam, a potem opuszkami palców pogładziłam jego policzek. Po chwili oderwałam dłoń, a następnie usiadłam na materacu, który leżał koło naszych nóg. Nie miałam już siły stać zwłaszcza, że nadal na samą myśl o tym co próbował zrobić Tony, trzęsłam się i robiło mi się słabo. Oparłam się plecami o chłodną ścianę nie przestając patrzeć na Edena. - Dlaczego mnie okłamałeś? Chciałeś, żebym próbowała Cię poderwać? Żebym robiła z siebie idiotkę? A może chciałeś, żebym w akcie desperacji obiecała Ci, że Ci się oddam? - wypowiadając ostatnie słowo aż się wzdrygnęłam, a potem pozwoliłam, aby po mojej twarzy zaczęły spływać łzy. A może on uratował mnie przed Tonym, abym teraz w ramach przeprosin dała mu się tu przelecieć? Poderwałam się, aby wstać, ale on mnie delikatnie powstrzymał. Chyba wyczytał z mojej twarzy to pytanie, które przeszło mi przez głowę.