⠀⠀⠀Polaris oraz Magneto znajdowali się na trzecim piętrze, Szkarłatna Wiedźma już z parteru słyszała ich rozmowę. Uśmiechnęła się nieznacznie, wszystko szło wedle ustalonego wcześniej planu. Jednak równie prędko przybrała kamienny wyraz twarzy, obawa ujrzenia własnego ojca wybrzmiewała nieprzyjemnym uściskiem w żołądku.
— Lorna? — Wanda zatrzymała się w półkroku. Spojrzeniem przesunęła po dwójce ludzi, którzy błędnie wykonywali powierzone im role w jej życiu. Chwilę, przez którą nawiązała kontakt wzrokowy z Erikiem, zdawał się trwać lata świetlne. Po raz pierwszy w swoim życiu ujrzała mężczyznę, który podarował jej życie. Gdy dolna warga zadrżała, odwróciła się na pięcie i zniknęła w labiryncie korytarzy. Wiedziała, że Polaris niebawem uda się na poszukiwania siostry.
⠀
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀*
⠀
⠀⠀⠀Wanda siedziała na skraju balkonu, twarz miała zwróconą w stronę niespiesznie zachodzącego słońca. Promienie ogrzewały oliwkową cerę ostatnimi, złocistymi pocałunkami. Na chwilę zerknęła w stronę dwóch butelek piwa, po czym ponownie zwróciła się w przeciwną stronę.
⠀⠀⠀Z pozbawionym emocji wyrazem twarzy wsłuchiwała się w głos Lorny.
— Prawie zginęłaś na Genoshy? — Wanda przeniosła spojrzenie na siostrę i zaśmiała się pod nosem. Była poirytowana. — Z tego, co zdążyłam, zauważyć to zniknęłaś równie prędko, jak się tam pojawiłaś. Wystarczył jeden naiwny gest, byś zjednoczyła się z ojczulkiem. Po to targałaś mnie tyle kilometrów? — rzuciła w stronę rozmówczyni i ponownie zwróciła spojrzenie ku słońcu. Nie miała ochoty na dłuższe tłumaczenia, dlatego bez ostrzeżenia ujęła nadgarstek siostry, by przed oczyma Mistrzyni Magnetyzmu pojawiły się obrazy z dnia, w którym to Wanda powstała z bitewnych popiołów.
— Pomogłam im... nam rozprawić się z Sentinelami i mogę pomóc Wam w przywróceniu poległych do życia. Wiem, w jaki sposób zginęło każde z nich, Lorno. Czuję się zobowiązana do pomocy — powiedziała i założyła kosmyk kręconych włosów za ucho. Potrzebowała dłuższej chwili, by kontynuować.
— Nie przepraszaj za coś, czego nie żałujesz, siostro. — Po tych słowach Wanda podniosła się z miejsca i zniknęła za drzwiami balkonu.
⠀
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀*
⠀
ᱬ⠀⠀Kilka godzin później,⠀X-Factor Investigations.
⠀⠀⠀Mistrz Magnetyzmu wpatrywał się w wymalowane na niebie gwiazdy, założone dłonie do tyłu świadczyły o pogrążeniu w myślach. Głębokich na tyle, że nie usłyszał nawet głosu własnej córki.
— Rozmawiałaś z nią? — spytał i dopiero gdy poprawił sygnet na palcu, odwrócił się w stronę Polaris. Miał nadzieję, że wyjawi mu szczegóły konwersacji. — Chyba nie muszę tłumaczyć, jak wielkim zagrożeniem jest pojawienie się tutaj Mścicielki. — Erik pozwolił na chwilę martwej ciszy, którą przeciął dźwięk rozrywanego metalu. — Przez Twój nieszczęsny dysk odnalazła naszą lokalizację. Musisz to naprawić, zrozumiano? — Jednym ruchem dłoni zrzucił zalegające na biurku przybory. Wściekłość ognistą aurą biła z oczu Magneto. Nienawidził, gdy odgórnie zaplanowane wydarzenia przestawały brnąć wyznaczoną przez niego ścieżką.
— Wybacz mi — powiedział, gdy usiadł na obitym czarną skórą fotelu. Ramiona wyprostował po bokach, a dłonie zacisnął na obrzeżach podłokietników. — Nadal pracujemy nad zlokalizowaniem pochodzenia Sentineli. Minęło kilka miesięcy i wciąż stoimy w miejscu. — Erik pokręcił głową, liczył, że córka uwierzy w jego słowa. To w niej pokładał największe nadzieje.
— Jako jedyna zdobyłaś najwięcej informacji. Tylko Ty potrafisz zaangażować się w losy naszego gatunku, Lorno. Dlaczego więc zwlekasz nad przejęciem panowania nad X-Factor?
⠀
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀*
⠀
⠀⠀⠀Wanda przystanęła na krawędzi klifu. Porywiste fale uderzały o piaskowe skały, jednocześnie zapraszały do tańca krańce czerwonego płaszcza. Maximoff ogarnęły wątpliwości. Obawiała się, że gdy cały plan legnie w gruzach, wraz z nim umrą ostatnie nadzieje na odzyskanie rodziny.
— Pietro?
— Udało się? — Duch Quicksilvera pojawił się obok siostry, robił to za każdym razem, gdy wypowiadała jego imię. Chłodny wiatr poruszył koronami samotnych drzew. Wanda objęła się ramionami i spojrzała w stronę migoczących gwiazd.
— Rozmawiałam tylko z Lorną. Magneto... Erik, on nawet nie zareagował, wiesz? — Wanda pokręciła głową, gdy łzy zebrały się w kącikach jej oczu. Nie tak wyobrażała sobie pierwsze spotkanie z własnym ojcem. Mężczyzną, którego od zawsze pragnęła odnaleźć.
— Chyba nie będziesz się teraz mazać? Czy Ty naprawdę musisz wszystko brać aż tak do siebie? — Pietro wywrócił oczyma. — Skup się na celu, siostro. Tylko Ty możesz sprawić, że nasz plan się ziści.
⠀⠀⠀Czarownica nie odpowiedziała.
— Wiem, że możesz podsłuchać ich rozmowę.
— Co? Nie.
— Zrób to.
— NIE, Pietro. Nie chcę! Czego nie rozumiesz?! — wrzasnęła w jego stronę, zaraz potem uniosła się w powietrzu i pomknęła w kierunku oceanu. Po raz pierwszy od miesięcy dokonała własnej decyzji w relacji z bratem. Zatrzymała się nad spokojną taflą, obcasy czarnych butów niemal dotykały niezburzonej powierzchni.
— Każde zaklęcie ma swój koszt, Pietro — powiedziała w jego kierunku, duch bezszelestnie wymalował się pośród morskiej bryzy. — To, że Ty widzisz mnie w ten sposób, nie znaczy, że ja widzę to samo. — Wanda utkwiła wzrok we własnym odbiciu. Nie znała lekarstwa. Nie znała złotego środka, który pozwoliłby na zatrzymanie procesu. Procesu, którego obawiała się każda z żyjących istot.
— Wiesz, że z Twoją mocą możesz zrobić wszystko, o czym tylko zamarzysz. Jednak chyba nie do końca zrozumiałaś, że cel naszej podróży na Krakoę wymaga poświęceń. Nikt nie powiedział, że wyrzeczenia są łatwe, Wando.
⠀
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀*
⠀
⠀⠀⠀Szkarłatna Wiedźma przekroczyła próg laboratoryjnej sali, służącej niekiedy do grupowych narad. Nikt z zebranych nie spodziewał się jej wtargnięcia. Zniechęconym spojrzeniem przesunęła po mężczyźnie, którego powinna nazywać ojcem.
— Wiem, że mnie tutaj nie chcesz. Twoja aura aż bije purpurą, ojcze. — Wanda zatrzymała się naprzeciw Lehnsherra. Twarze obojga nie wyrażały żadnych emocji.
— Pozwól, że wyjaśnię Wam, dlaczego mnie potrzebujecie. Otóż... — przerwała, by znaleźć się na drugim końcu prostokątnego stołu. Rozwarte dłonie umieściła na drewnianej powierzchni, by zaraz przemienić blat w wodną esencję.
— Potrafię odtworzyć śmierć każdego z mutantów, wystarczy, że podacie mi imię i nazwisko. — Maximoff spojrzała po zebranych. — Imię i nazwisko — powtórzyła ostrzejszym tonem.
— Hank McCoy — powiedział jeden z członków rady X-Factor. Na jego słowa rażąca biel wchłonęła zielone tęczówki Władczyni Chaosu i rozlała się rzewnie po policzkach czarownicy, by magiczną esencją spłynąć na powierzchnię stołu. Obraz w zapętleniu przedstawiał scenę śmierci Bestii, dopiero po upływie kilku minut powrócił do pierwotnego stanu. Zebrani ze zdumieniem obserwowali, jak drewno wchłania iluzję wodnej tafli.
— Możecie spędzić kolejne miesiące, może nawet lata na dotarciu do sedna, lecz nie jestem pewna, czy macie tak wiele czasu. To, że Sentinele opuściły Genoshę, nie znaczy, że nie dotrą tutaj, na Krakoę. — Wanda skupiła wzrok na siostrze. — Decyzja należy do Was.
— Wielu z Was kojarzy mnie z drużyną Mścicieli. Z aroganckim Iron Manem i honorowym Kapitanem Ameryką. Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze podejmowaliśmy decyzje roztropne oraz przysługujące się wszystkim żyjącym gatunkom. Jednak to wszystko jest już przeszłością. Przeszłością, na którą ani ja, ani Wy nie mamy wpływu. Teraz. Teraz gdy dowiedziałam się o własnym pochodzeniu, o zagrożeniu, jakie czyha na nasz gatunek, zrozumiałam, że nie mogę stać bezczynnie. — Wanda przesunęła dłonią po poręczy jednego z krzeseł. Spojrzenia grupy X-Factor zwrócone były w stronę Wiedźmy.
— Nieraz spojrzałam w oczy śmierci. Dopiero ślepia Sentineli wywołały we mnie prawdziwy strach Bitwa na ziemiach Genoshy. Bitwa, w której niespodziewanie przejęłam dowodzenie, pokazała mi w cieniu, jakiego zagrożenia się znajdujemy. Nie proszę o Wasze zaufanie. Proszę Was tylko o szansę.
