JustPaste.it

destruction.png

⠀⠀⠀Przesiąknięte szkarłatem tęczówki wpatrywały się w oblicze samozwańczej siostry. Odgłosy bitwy zdawały się wyparować i pozostawiły mutantki pośród szczerej ciszy. Wanda wyczuwała aurę bijącą od Lorny, a ostateczne potwierdzenie malowało się w postaci słonych łez. Maximoff pokręciła głową, gdy siostra przytuliła ją do siebie. Nawet nie drgnęła pod jej dotykiem, pozostawione w przestrzeni słowa były wszystkim, czego Wanda pragnęła od najmłodszych lat. Wyszukanie odpowiednich słów było niemal zadaniem niemożliwym do wykonania.
— Zaczekaj! — krzyknęła za plecami Polaris i wyciągnęła rozwartą dłoń. Czas zwolnił w miejscu, nie zdążyła uchwycić siostry. Nie zdołała zatrzymać przeszłości.
— Lorna! — wrzasnęła, jednocześnie wzbiła się w powietrzny nurt. Szkarłat zatańczył wokół talii Wiedźmy. Mogła jedynie zaobserwować, jak słup jaskrawego światła pochłania mutantkę, później samoistnie rozpływając się w powietrzu.
⠀⠀⠀Wanda rozejrzała się dookoła. Żaden szczegół otoczenia nie współgrał z wcześniej wspomnianymi opisami Lorny. Genosha w niczym nie przypominała azylu dla mutantów. Pyły bitewne unosiły się pośród ruin i ograniczały pole widzenia walczącym. Korony liściastych drzew poruszały się niespokojnie, wchłaniały gorycz okrzyków i różnokolorowej krwi. Szkarłatna Wiedźma wzniosła się ponad lasy.
⠀⠀⠀Nie mogła tak po prostu zniknąć.
⠀⠀⠀Nie w sposób, w jaki zrobili to Magneto oraz Polaris.
⠀⠀⠀Czy uratował tylko Lornę? Czy wiedział, że ma drugą córkę? Czy był świadom śmierci swego syna? Czy Polaris wykorzystała Wandę tylko po to, by odnaleźć ojca? Pytania mnożyły się niczym Sentinele pośród wichrów Genoshy i pochłaniały świadomość Szkarłatnej Wiedźmy. Dopiero rozbłysk morderczego lasera otrzeźwił Wandę, a okrzyki śmierci nieprzyjemną ścieżką dotarły do uszu.
— Czym ty jesteś? — Wanda ściągnęła brwi, gdy w porę szkarłatne macki unicestwiły jednego z robotów. Pochłonięte żółcią zapadnięte ślepia wpatrywały się w mutantkę, jakoby chciały przeanalizować tkwiący w niej gen X. Chwilę później robot wchłonął magię chaosu, zupełnie tak jakby wykonał szybki kurs ze zdolności czarownicy.
— Nie ze mną takie numery — wymamrotała i uniosła żelazne stworzenie ponad obłoki. Wprawiła w ruch palce, które teraz mieniły się barwą charakterystycznej czerwieni. Maximoff rozczłonkowała robota, później powróciwszy na ziemię zrzuciła pozostałości na zbiorową mogiłę Sentineli.
— Hej, Ty! — zwróciła się do jednego z mutantów. Był wyjątkowo szybki. — Zabierz ze sobą kogoś i zwab je do centrum wyspy. Tylko nie pozwól się złapać. — Po tych słowach ponownie wzbiła się w powietrze. Wandę napędzało poczucie przydatności. Wiedziała, że pozostawieni na łaskę losu mutanci potrzebowali wsparcia. Dwoje kolejnych robotów zbliżało się do Szkarłatnej Czarownicy, miotacze energii zderzyły się z magiczną tarczą. Wanda odparła atak. Metal zawirował pośród ruin i stopił się w ognistym płomieniu, wywołanym przez Władczynię Chaosu. Stopienie wnętrzności Sentineli było jedynym, racjonalnym wyjściem z zagłady.

⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀*

⠀⠀Kilka godzin później, Genosha.

⠀⠀⠀Sterta pyłu pokrywała afrykańskie ziemie. Powojenna cisza obejmowała Genoshę najczulszym z uścisków. Pierwsze promienie słoneczne narodziły się zza horyzontu i złocistym blaskiem skąpały krajobraz zagłady. Odgłos kaszlu wyrwał martwe milczenie z objęć. Wanda wydostała się z popielatych gruzów, wygrała walkę o oddech. Drżące dłonie zanurzyły się w brunatnym piachu. Zmysł dotyku przyniósł Maximoff obietnicę nadziei. Nadziei na zmierzenie się twarzą w twarz z przeszłością.
⠀⠀⠀Wanda objęła spojrzeniem pozostałości budynków, próbowała dopatrzyć się żywej duszy, lecz jedynym towarzystwem był śpiew ptaków oraz martwe ciała zalegające na polu zwęglonych łąk. Parsknęła ironicznie pod nosem i uniosła się z popiołów. Kuśtykała na jedną z nóg, lecz boleść pulsowała w całym ciele czarownicy. Nie miała pojęcia, dokąd uciekli pozostali Mutanci. Większość z nich przeniosła za pomocą teleportacji. Najwidoczniej miała niebywałe szczęście, gdy padła nieprzytomna pośród gruzów, które paradoksalnie za czasów dzieciństwa były jej największym koszmarem.
⠀⠀⠀Pozostałości cegieł chrzęściły pod butami wiedźmy, dźwięk ustał, gdy zatrzymała się w miejscu, tym samym pozwalając czarnemu krukowi na solowy występ. Wanda utkwiła spojrzenie w kawałku purpurowego dysku. Nie musiała się nawet zastanawiać, czym był z pozoru zwyczajny odłamek metalu. Pochwyciła go między palce i ukryła w kieszeni płaszcza. Pamiątka stanowiła jedyne połączenie z nieodkrytą dotąd przeszłością. Była ostatnią łodzią na podróż po nieznanych wodach. Szkarłatna Czarownica musiała tylko przygotować się do rejsu.

⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀*

⠀⠀Kilka miesięcy później, lokalizacja nieznana.

⠀⠀⠀Wanda siedziała na podłodze pośród rozrzuconych gazet. Nagłówki nawołujące o poszukiwaniach Mistrza Magnetyzmu wybrzmiewały pogrubioną czcionką na tle pomniejszych artykułów. Niektóre pochodziły z czasów, w których Maximoff była jeszcze małą dziewczynką.
⠀⠀⠀Dzień bitwy na ziemiach Genoshy odcisnął piętno w pamięci młodej Mutantki. Ilekroć analizowała decyzję Lorny, tym częściej dochodziła do wniosku, że siostra najzwyczajniej w świecie ją wykorzystała. Pozostawiła niepotrzebny pachołek w szczerym polu i pobiegła w ramiona ojca, dla którego grała tę samą rolę.
⠀⠀⠀Wanda trzymała w dłoni czarno-białą fotografię. Była wygnieciona i poszarpana, lecz po miesiącach tułaczki z łatwością rozpoznawała widniejące na niej postaci. Z westchnieniem opuściła dłoń i przeniosła spojrzenie na ścianę. Tapeta w abstrakcyjne wzory rozmyła się kilkakrotnie jak obraz w przestarzałym telewizorze. Maximoff ściągnęła brwi. Ostatnimi czasy zaczęła odkrywać coraz to nowe zdolności, nad którymi nigdy dotąd nie miała kontroli. Wystarczyła myśl o nowym wystroju wnętrza, a wizja młodej Mutantki wymalowała się rzeczywistą farbą pośród desek sypialni. Uśmiechnęła się pod nosem i odgarnęła brązowe włosy na jedną stronę, ponownie przyjrzała się zdjęciu. Fotografia spłonęła w goryczy ognistego płomienia.
⠀⠀⠀W tym samym czasie projekcja astralna Władczyni Chaosu zawzięcie studiowała Czarną Księgę, budowała nowe nadzieje na powrót brata z zaświatów oraz odnalezienie rodziny. Rodziny, która tamtego pamiętnego dnia pozostawiła ją pośród bitewnych pyłów.

⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀*

⠀⠀Kilka dni później, Krakoa.

⠀⠀⠀Wanda zacisnęła w dłoni purpurowy dysk, gdy spojrzeniem wiodła po górskim krajobrazie. Bogata roślinność wyspy urzekała na każdym odcinku drogi i pozwalała na chwilowe rozmarzenie. Jednak utrzymywana pomiędzy palcami pamiątka nieprzyjemnie przywracała utrzymywaną w sercu urazę.
 ⠀⠀⠀Dotarcie na Krakoę nie należało do najłatwiejszych. Maximoff wiedziała jednak, że od momentu postawienia na jej ziemiach szkarłatnych stóp, nie będzie musiała zmuszać się do poszukiwania dokładniejszej lokalizacji. Chroniona przez Mutantów wyspa dokona samoobrony, ewentualnie wyśle podwładnych na wieść o nieznanym przybyszu. Zastanawiała się nawet czy Magneto i Polaris zdołają przewidzieć przybycie Władczyni Chaosu.
— Jeden ruch a stracisz głowę, przybłędo. — Nieznajomy głos rozległ się za plecami Wandy. Ta uśmiechnęła się nieznacznie i uniosła dłonie na znak kapitulacji. Kaptur płaszcza rzucał cień na twarz czarownicy, toteż nie sposób było ją rozpoznać.
— Kim jesteś i czego tu szukasz? — odezwał się Havok. Maximoff wyczuwała jego gotowość do walki. Woń determinacji była silniejsza od zapachu deszczowych lasów Krakoy.
— Zdaje się, że mam coś, co pomoże Wam w zabawie z przywracaniem życia — powiedziała nagle i pozwoliła tęczówkom zalśnić czerwoną barwą. Nieczęsto korzystała z umiejętności czytania w myślach, lecz w tej sytuacji była ona złotym biletem w jedną stronę.