═════════════════════════════════════════════════════════════════════════
⠀
⠀
⠀
⠀
⠀
⠀
⠀
═════════════════════════════════════════════════════════════════════════
⠀
Praktycznie całą noc nie zmrużyłem oka. Miałem pełną świadomość tego, że łatwo znalazłbym kogoś innego. Jednak praca z kimś zupełnie obcym, a kimś, kogo już znasz to zupełnie dwie różne rzeczy.
Dochodziła 6 rano, słońce zaczęło już wschodzić za oknem, a ja nadal leżałem w swoim łóżku, niemo wpatrując się w sufit. Od kilku godzin odpychałem od siebie wszystkie myśli, związane z tą sytuacją. Postanowiłem, że najlepszą rzeczą jaką zrobię, będzie nie nastawianie się na nic. Ani złego, ani tym bardziej dobrego.
⠀
Wstałem powoli i poszedłem do łazienki, by choć mniej więcej ogarnąć się do życia. Po niespełna pół godzinie byłem już w kuchni, siedząc przy stole i popijając sok pomarańczowy. Przede mną na talerzu leżała jajecznica i tosty, jednak nie miałem najmniejszej ochoty na jedzenie. Odsunąłem naczynie z lekkim nerwem, co chwila wpatrując się w wyświetlacz telefonu.
⠀
⠀
⠀
Nic.
⠀
⠀
⠀
Odkąd wróciłem do siebie, nie otrzymałem żadnej wiadomości czy połączenia. Usiadłem w salonie na kanapie, czekając w ciszy. Mimo świadomości, że informacja nie musi pojawić się natychmiast, a dopiero po jakimś czasie, nadal mnie to denerwowało.
I oto, po jeszcze 2 minutach, moja komórka zawibrowała na szklanym stoliku, na co natychmiast wziąłem ją do ręki i wszedłem w wiadomości.
⠀
⠀
⠀
Odezwał się.
⠀
⠀
⠀
Mimo wszystko, to nic nie znaczyło. O jego wyborze, dowiem się dopiero wieczorem.
Zastanowiłem się chwilę, co powinienem robić do tego czasu. Postanowiłem, że wyczyszczę i naoliwię swój motocykl. Przy okazji posprawdzam, czy wszystko z nim w porządku...
⠀
⠀
═════════════════════════════════════════════════════════════════════════
⠀
⠀
Było kilka minut po 17, kiedy wróciłem z garażu do środka. Byłem cały w smarze, wiec wypadałoby się wykąpać i ogólnie zacząć powoli przygotowywać na spotkanie.
Natychmiast poszedłem do łazienki by wziąć prysznic. Kiedy już skończyłem i wysuszyłem włosy, nadszedł czas na ubranie się. Z białym, puchowym ręcznikiem wyszedłem z pomieszczenia, wchodząc do sypialni i podchodząc do szafy. Tym razem nie zastanawiałem się, ani nie szukałem żadnych specjalnych ciuchów. Wziąłem po prostu te, które jako pierwsze wyhaczyłem i jako tako w miarę do siebie pasowały.
Już ubrany i wyperfumowany zszedłem do kuchni, by wziąć piwo z lodówki. Wypiłem je, oglądając do 19, jakieś głupie programy w telewizji. Z całych sił, starałem się opanować swoje emocje, choć tak naprawdę, nerwy lekko jadły mnie od środka.
Kiedy nareszcie zauważyłem wyczekiwaną godzinę, wyłączyłem telewizor i ruszyłem do drzwi, gasząc po drodze wszystkie światła. Wziąłem klucze i portfel z komody przy drzwiach, by następnie zamknąć je z zewnętrznej strony.
W garażu, podszedłem do maszyny i usiadłem na niej. Założyłem kask, po czym ruszyłem w drogę.
Jadąc w wyznaczone miejsce nie wiedziałem, czego mam się spodziewać. Może to miało być ostatnie spotkanie. Choć szczerze wolałbym, by tak jednak nie było.
⠀
⠀
Kiedy dojechałem, było równo za pięć ósma. Natychmiast zauważyłem twój pojazd i sylwetkę. Stanąłem na parkingu, po chwili gasząc silnik. Zapaliłem papierosa i zszedłem z motocykla. Ciężko było zauważyć coś więcej w tym mroku. Środek lasu sprawiał, że mimo wczesnej pory w lecie, miejsce to, było już całkowicie odcięte, od jakichkolwiek promieni światła. Gasząc papierosa czubkiem buta, wziąłem głęboki oddech mając nadzieję, że to pomoże opanować mi zbyt szybkie uderzenia serca.
Podszedłem bliżej i pierwszą rzeczą, jaka rzuciła mi się w oczy, była twoja broń. Mimo ciemności, miałem na tyle dobry wzrok, by ją zauważyć. Trochę zabolało.
Mijały kolejne minuty, a ja nie wiedziałem, co mam powiedzieć.
⠀
— Nie wierzę, że przyjechałeś się ze mną spotkać uzbrojony... — szepnąłem, wbijając oczy w te twoje. Nic już nie mówiłem, czekając aż ty się wypowiesz. Nie sądziłem, że to spotkanie będzie tak ciężkie. Choć z mojej twarzy nie pozwoliłem nic odczytać.
⠀
⠀
Miałem w pełni neutralną minę, aż w końcu usłyszałem twój głos.
⠀
⠀
Pierwsza część wypowiedzi. Cios w serce. Kamienna twarz.
⠀
⠀
Pozwoliłem mówić ci dalej i w tym samym czasie starałem się w pełni na tym skupić. Nie odezwałem się, aż do twojego ostatniego słowa. Wziąwszy głęboki wdech, spojrzałem ci głęboko w oczy, zbliżając się delikatnie, o jakieś dwa kroki w twoją stronę.
⠀
— Zanim przejdę do sprawy, z którą się do ciebie zgłosiłem, pozwól, że powiem najpierw coś jeszcze. I proszę również, żebyś mi nie przerywał. — zatrzymałem się na chwilę, przecierając twarz dłońmi.
— Twoje słowa były przykre. Oczywiście nie wszystkie. Po pierwsze, Joel... Zabrałeś broń. Nie wiem... Sądziłeś, że zrobili mi jakieś zasrane pranie mózgu i mogę cię skrzywdzić? Ja mam jedynie przy sobie papierosy, zapalniczkę, telefon i kluczyki. Nóż i pistolet zostawiłem w domu. Możesz sprawdzić, bo to, że ty jednak masz broń to oznaka, że już mi nie ufasz. — znów musiałem się zatrzymać by sprawdzić, czy aby na pewno, całkowicie panuję nad swoim głosem — Możesz mnie też zastrzelić, jeśli wtedy ci ulży. Zjebałem, wiem. Mimo to nie jestem w stanie pojąć, dlaczego sądzisz, że miałbym cię zabić. Jestem w innym gangu, ale nadal się znamy. Nadal ci ufam. Więc nic ci nie zrobię. Nie mógłbym zrobić. I nie zrobiłbym, nawet jeśli ktoś by mi kazał. Wracając do sprawy. Wybieram drugą opcję. A co do ostatniego pytania; chcę umieć jak najwięcej. Samo siedzenie za biurkiem i jak to nazwałeś "liczenie kasy" nie wystarczy, by być zastępcą. Poza tym... Mogę być zmuszony, nawet gdybym nie chciał, wysłany w teren, a wtedy potrzebowałbym więcej niż pieniądze i nóż. Jesteś najlepszy, w swojej robocie i wiem, że nikt inny nie nauczyłby mnie lepiej. No i miałbym pretekst by... — móc znowu się z tobą widywać - dokończyłem w myślach i westchnąłem cicho pod nosem. — To już chyba wszystko. Przepraszam, że zająłem ci czas. I że w ogóle, znowu namieszałem ci w życiu, swoim nieoczekiwanym zmartwychwstaniem. To była zła decyzja.
⠀
Ostatni raz zerknąłem na ciebie, by następnie się odwrócić i skierować z powrotem do swojej maszyny. Zakładając kask, odezwałem się jeszcze. Tym razem, po raz ostatni.
⠀
Jednak, rozumiem cię. Zniknąłem z twojego życia, i miałeś mnie już nigdy nie zobaczyć. Wybacz, że to zepsułem. Ale wiesz... Tą broń, naprawdę mogłeś sobie darować. Trzymaj się. Do... — zawiesiłem się na kilka sekund, kompletnie nie wiedząc, co powiedzieć — kiedyś. Albo do nigdy.
⠀
⠀
Wsiadłem na motocykl i odpaliłem silnik, by następnie odjechać.
⠀
⠀
⠀
═════════════════════════════════════════════════════════════════════════
