JustPaste.it

═════════════════════════════════════════════════════════════════════════

MOSHED-2019-7-3-15-23-14.jpg

 

═════════════════════════════════════════════════════════════════════════

Praktycznie całą noc nie zmrużyłem oka. Miałem pełną świadomość tego, że łatwo znalazłbym kogoś innego. Jednak praca z kimś zupełnie obcym, a kimś, kogo już znasz to zupełnie dwie różne rzeczy. 

Dochodziła 6 rano, słońce zaczęło już wschodzić za oknem, a ja nadal leżałem w swoim łóżku, niemo wpatrując się w sufit. Od kilku godzin odpychałem od siebie wszystkie myśli, związane z tą sytuacją. Postanowiłem, że najlepszą rzeczą jaką zrobię, będzie nie nastawianie się na nic. Ani złego, ani tym bardziej dobrego. 

Wstałem powoli i poszedłem do łazienki, by choć mniej więcej ogarnąć się do życia. Po niespełna pół godzinie byłem już w kuchni, siedząc przy stole i popijając sok pomarańczowy. Przede mną na talerzu leżała jajecznica i tosty, jednak nie miałem najmniejszej ochoty na jedzenie. Odsunąłem naczynie z lekkim nerwem, co chwila wpatrując się w wyświetlacz telefonu. 

Nic.

Odkąd wróciłem do siebie, nie otrzymałem żadnej wiadomości czy połączenia. Usiadłem w salonie na kanapie, czekając w ciszy. Mimo świadomości, że informacja nie musi pojawić się natychmiast, a dopiero po jakimś czasie, nadal mnie to denerwowało. 

I oto, po jeszcze 2 minutach, moja komórka zawibrowała na szklanym stoliku, na co natychmiast wziąłem ją do ręki i wszedłem w wiadomości. 

Odezwał się. 

Mimo wszystko, to nic nie znaczyło. O jego wyborze, dowiem się dopiero wieczorem. 

Zastanowiłem się chwilę, co powinienem robić do tego czasu. Postanowiłem, że wyczyszczę i naoliwię swój motocykl. Przy okazji posprawdzam, czy wszystko z nim w porządku...

═════════════════════════════════════════════════════════════════════════

Było kilka minut po 17, kiedy wróciłem z garażu do środka. Byłem cały w smarze, wiec wypadałoby się wykąpać i ogólnie zacząć powoli przygotowywać na spotkanie. 

Natychmiast poszedłem do łazienki by wziąć prysznic. Kiedy już skończyłem i wysuszyłem włosy, nadszedł czas na ubranie się. Z białym, puchowym ręcznikiem wyszedłem z pomieszczenia, wchodząc do sypialni i podchodząc do szafy. Tym razem nie zastanawiałem się, ani nie szukałem żadnych specjalnych ciuchów. Wziąłem po prostu te, które jako pierwsze wyhaczyłem i jako tako w miarę do siebie pasowały. 

Już ubrany i wyperfumowany zszedłem do kuchni, by wziąć piwo z lodówki. Wypiłem je, oglądając do 19, jakieś głupie programy w telewizji. Z całych sił, starałem się opanować swoje emocje, choć tak naprawdę, nerwy lekko jadły mnie od środka. 

Kiedy nareszcie zauważyłem wyczekiwaną godzinę, wyłączyłem telewizor i ruszyłem do drzwi, gasząc po drodze wszystkie światła. Wziąłem klucze i portfel z komody przy drzwiach, by następnie zamknąć je z zewnętrznej strony. 

W garażu, podszedłem do maszyny i usiadłem na niej. Założyłem kask, po czym ruszyłem w drogę. 

Jadąc w wyznaczone miejsce nie wiedziałem, czego mam się spodziewać. Może to miało być ostatnie spotkanie. Choć szczerze wolałbym, by tak jednak nie było. 

Kiedy dojechałem, było równo za pięć ósma. Natychmiast zauważyłem twój pojazd i sylwetkę. Stanąłem na parkingu, po chwili gasząc silnik. Zapaliłem papierosa i zszedłem z motocykla. Ciężko było zauważyć coś więcej w tym mroku. Środek lasu sprawiał, że mimo wczesnej pory w lecie, miejsce to, było już całkowicie odcięte, od jakichkolwiek promieni światła. Gasząc papierosa czubkiem buta, wziąłem głęboki oddech mając nadzieję, że to pomoże opanować mi zbyt szybkie uderzenia serca. 

Podszedłem bliżej i pierwszą rzeczą, jaka rzuciła mi się w oczy, była twoja broń. Mimo ciemności, miałem na tyle dobry wzrok, by ją zauważyć. Trochę zabolało.

Mijały kolejne minuty, a ja nie wiedziałem, co mam powiedzieć. 

— Nie wierzę, że przyjechałeś się ze mną spotkać uzbrojony... — szepnąłem, wbijając oczy w te twoje. Nic już nie mówiłem, czekając aż ty się wypowiesz. Nie sądziłem, że to spotkanie będzie tak ciężkie. Choć z mojej twarzy nie pozwoliłem nic odczytać. 

Miałem w pełni neutralną minę, aż w końcu usłyszałem twój głos.  

Pierwsza część wypowiedzi. Cios w serce. Kamienna twarz. 

Pozwoliłem mówić ci dalej i w tym samym czasie starałem się w pełni na tym skupić. Nie odezwałem się, aż do twojego ostatniego słowa. Wziąwszy głęboki wdech, spojrzałem ci głęboko w oczy, zbliżając się delikatnie, o jakieś dwa kroki w twoją stronę. 

— Zanim przejdę do sprawy, z którą się do ciebie zgłosiłem, pozwól, że powiem najpierw coś jeszcze. I proszę również, żebyś mi nie przerywał.  zatrzymałem się na chwilę, przecierając twarz dłońmi.

— Twoje słowa były przykre. Oczywiście nie wszystkie. Po pierwsze, Joel... Zabrałeś broń. Nie wiem... Sądziłeś, że zrobili mi jakieś zasrane pranie mózgu i mogę cię skrzywdzić? Ja mam jedynie przy sobie papierosy, zapalniczkę, telefon i kluczyki. Nóż i pistolet zostawiłem w domu. Możesz sprawdzić, bo to, że ty jednak masz broń to oznaka, że już mi nie ufasz. znów musiałem się zatrzymać by sprawdzić, czy aby na pewno, całkowicie panuję nad swoim głosem — Możesz mnie też zastrzelić, jeśli wtedy ci ulży. Zjebałem, wiem. Mimo to nie jestem w stanie pojąć, dlaczego sądzisz, że miałbym cię zabić. Jestem w innym gangu, ale nadal się znamy. Nadal ci ufam. Więc nic ci nie zrobię. Nie mógłbym zrobić. I nie zrobiłbym, nawet jeśli ktoś by mi kazał. Wracając do sprawy. Wybieram drugą opcję. A co do ostatniego pytania; chcę umieć jak najwięcej. Samo siedzenie za biurkiem i jak to nazwałeś "liczenie kasy" nie wystarczy, by być zastępcą. Poza tym... Mogę być zmuszony, nawet gdybym nie chciał, wysłany w teren, a wtedy potrzebowałbym więcej niż pieniądze i nóż. Jesteś najlepszy, w swojej robocie i wiem, że nikt inny nie nauczyłby mnie lepiej. No i miałbym pretekst by... móc znowu się z tobą widywać - dokończyłem w myślach i westchnąłem cicho pod nosem. — To już chyba wszystko. Przepraszam, że zająłem ci czas. I że w ogóle, znowu namieszałem ci w życiu, swoim nieoczekiwanym zmartwychwstaniem. To była zła decyzja. 

Ostatni raz zerknąłem na ciebie, by następnie się odwrócić i skierować z powrotem do swojej maszyny. Zakładając kask, odezwałem się jeszcze. Tym razem, po raz ostatni.

Jednak, rozumiem cię. Zniknąłem z twojego życia, i miałeś mnie już nigdy nie zobaczyć. Wybacz, że to zepsułem. Ale wiesz... Tą broń, naprawdę mogłeś sobie darować. Trzymaj się. Do... zawiesiłem się na kilka sekund, kompletnie nie wiedząc, co powiedzieć kiedyś. Albo do nigdy. 

Wsiadłem na motocykl i odpaliłem silnik, by następnie odjechać. 

═════════════════════════════════════════════════════════════════════════