⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀

Sally wpatrywał się przez dłuższy czas w Zeldę, ale chwilę później spuścił głowę, wbijając wzrok w blat stołu. Słuchał każdego wypowiedzianego przez nią słowa, jednocześnie czekając, czy czarownica jednak choć trochę uspokoi się, czy może groziło to jeszcze większym wybuchem złości. Nie chciał, by to, co mógłby w tym momencie powiedzieć, doprowadziło do jakiejś większej kłótni, która w zasadzie i tak niewiele by wniosła, dlatego wolał cierpliwie poczekać na dalszy rozwój sytuacji, poza tym nie mógł być pewny tego, co Zelda mogłaby zrobić w złości i jakoś wcale nie spieszyło mu się, żeby to sprawdzić. Mimo wszystko była potężną czarownicą, o czym miał już okazję się przekonać, więc dużo rozsądniej było stać po jej stronie, niż po przeciwnej. Kilka minut później wyglądało na to, że kobieta rzeczywiście odrobinę ochłonęła i podejrzewał, że odpalony papieros, oraz szklanka alkoholu miały w tym swój udział, ale była to kolejna rzecz, której nie zamierzał w jakikolwiek sposób komentować, w końcu po co? Od zawsze wychodził z założenia, że nie ma sensu wtrącać się w życie innych, to nie była jego sprawa.
— Proszę, nie odreagowuj na mnie swojej złości — powiedział w końcu, nadając brzmieniu swojego głosu łagodny ton. — Nie prosiłem się o to, żeby znaleźć się w podobnej sytuacji i jakkolwiek nienawidziłabyś mnie, jako śmiertelnika, to również nie miałem wpływu na to, kim jestem, ale przepraszam za to, za to, że nie okazałem się kimś innym, kimś, kto mógłby pomóc bardziej. Nigdy nie chciałem sprawiać nikomu kłopotów. Proszę, wybacz mi, jeśli dotąd byłem dla ciebie problemem i jeśli prawdopodobnie wciąż nim będę, bo chciałbym cię o coś prosić. Wspomniałaś o egzorcyzmach i nawet jeśli szansa na powodzenie jest niewielka, to jest, prawda? Wierzę w Todda, wierzę, że sobie poradzi, jest silny, zawsze był. A jeśli się to nie powiedzie… będę chociaż wiedział, że zrobiłem wszystko, próbując go uratować. Proszę, Zeldo, wiem, że proszę cię o wiele i dla ciebie to prawdopodobnie tylko jeszcze więcej niepotrzebnych kłopotów, ale dla mnie to… to w tej chwili wszystko. Todd to mój jedyny przyjaciel, jedyna bliska mi osoba, która wciąż żyje. Nie chcę tak łatwo się poddawać i od razu go skreślać, nie podejmując choć minimalnej próby walki. Z mojej strony oferuję wszystko, co tylko mógłbym zrobić, nawet jeśli dla czarownicy to niewiele, ale jestem gotów poświęcić własne życie na rzecz Todda i wygnania tego demona. Mnie i tak nic dobrego nie czeka w przyszłości, a Todd… on jest mądry, ma czystą kartę i wierzę, że gdyby dać mu szansę, to wykorzystałby ją o wiele lepiej, niż ktokolwiek inny.
Powoli podniósł się od stołu, przy okazji zabierając z niego talerz swój i Todda. Niezależnie od sytuacji i tego, gdzie się znajdował, to nie zamierzał zostawiać za sobą bałaganu, zbyt długo jego tata wbijał mu dobre zachowania do głowy. Po śmierci mamy zresztą, gdy wrócił już do domu, to dość szybko musiał stać się samodzielny, kiedy jego ojciec chodził do pracy.
Przez krótką chwilę milczał, jak gdyby jednocześnie dając czas kobiecie na przetrawienie jego słów, być może na przemyślenie ich, dając jej przestrzeń, bez irytującego naciskania, i dopiero wtedy, gdy odstawił umyte talerze, ponownie zwrócił się w kierunku Zeldy.
— Nie uważam, żeby ludzie byli źli z natury, a przynajmniej w większości przypadków. Niemal zawsze to coś sprawia, że tacy się stają. Może się mylę, ale wydaje mi się, że w tej kwestii nie różnimy się od siebie aż tak bardzo. Nie wiem, co spotkało cię wcześniej i nawet nie śmiem o to pytać, prawdopodobnie i tak niewiele bym z tego zrozumiał, ale jestem niemal pewny, że to właśnie to sprawiło, że stałaś się taką osobą, a nie inną, za wszelką cenę chcąc podkreślić, że nie ma w tobie dobra. A ja nie uważam cię za złą osobę, gdyby tak było, to zapewne zabiłabyś Todda bez wahania, nie zważając wtedy na moje protesty. A nie zrobiłaś tego, zawahałaś się, a teraz przeniosłaś nas tutaj, zapewne doskonale wiedząc, że Todd dostanie choć namiastkę opieki od twojej siostry. Wierzę też, że sam zginąłbym z twoich rąk już dużo prędzej, a jednak wciąż żyję, poza tym wysłuchałaś mnie, nawet jeśli w twoich oczach jestem tylko głupim śmiertelnikiem. A to wiele, większość przeważnie patrzy, udając, że słucha, a ty naprawdę słuchałaś. Dlatego proszę cię o to, żebyś choć spróbowała uzyskać zgodę na egzorcyzmy, wierząc, że rzeczywiście ją rozważysz. I niezależnie od tego, jak to będzie wyglądało w trakcie, ani od tego, jak to się skończy, to po wszystkim zniknę z twojego życia, obiecuję, wdzięczny za twoją pomoc. — Zrobił kilka niepewnych kroków w kierunku drzwi, ale zatrzymał się jeszcze na moment. — Niezależnie od decyzji, którą podejmiesz, to chciałbym być przy tym, przy Toddzie. A teraz pójdę zobaczyć, jak on się czuje.
Wyszedł z kuchni, zostawiając Zeldę samą, by mogła skoncentrować się na własnych myślach, a chwilę później odnalazł jej siostrę, która zapytana, wskazała mu pokój, w którym znajdował się jego przyjaciel. I to właśnie tam skierował swoje następne kroki, niedługo później zatrzymując się pod odpowiednimi drzwiami, w które najpierw zapukał, a nie doczekawszy się odpowiedzi, ostrożnie nacisnął klamkę i wsunął głowę do środka. Pomieszczenie było utrzymane w podobnych klimatach, jak reszta domu, którą dotąd miał okazję zobaczyć, a zasłonięte okno sprawiało, że w pokoju wyglądało znacznie ciemniej, niż było na zewnątrz. Być może właśnie dzięki temu Todd spał spokojnie, niewzruszony nawet tym, że Sal powoli wszedł do środka. Cicho zamknął za sobą drzwi, żeby w razie czego żadne odgłosy nie zakłócały mu odpoczynku i podszedł do łóżka. Przez chwilę wpatrywał się w śpiącego chłopaka, jakby obawiał się, że ten nagle poderwie się i… no właśnie, co? Zaatakuje go? Był niemal pewny, że dopóki będzie w pobliżu, to demon nie pokaże się tak chętnie, nawet jeśli wciąż nie do końca rozumiał, z jakich powodów obawia się jego duszy. Prędzej spodziewałby się, że wykorzysta samego Todda, w jego własnej postaci, jednak również zważając na fakt, że niedaleko znajdowały się dwie czarownice, to wątpił, by zdecydował się i na taki ruch.
Wreszcie sięgnął po krzesło, przysuwając je obok łóżka i usiadł. Rzucił spojrzenie na drzwi, jak gdyby spodziewał się, że zobaczy w nich którąś z sióstr, ale te pozostawały zamknięte, a później ostrożnie wyciągnął rękę i dotknął palcami wierzch dłoni przyjaciela. Todd nie zareagował w żaden sposób, jednak Sally widział, jak jego klatka piersiowa unosi się i opada w równomiernych oddechach. Zastanawiał się, czy wcześniej miał okazję do tak spokojnego snu. Być może nie, chociaż to, co powiedział wcześniej jemu i Zeldzie było dość chaotyczne, to wyglądało na to, że spokój raczej nie był tym, co odczuwał przez ostatnie miesiące.
— Przepraszam, Todd. Przepraszam, że cię w to wszystko wciągnąłem — powiedział cicho. — Nigdy nie chciałem, żebyś cierpiał, żeby żadne z was cierpiało, ty, Larry, Ash… a nawet Travis. Byliście moimi przyjaciółmi, no… nie licząc Travisa, który był dupkiem, ale wasza trójka… byliście najważniejsi, jedynymi, dla których nie byłem tylko dziwnym dzieciakiem z maską na twarzy. I przepraszam, że tak to się wszystko skończyło. Gdybym tylko mógł cofnąć czas, to obroniłbym was lepiej, przysięgam. Ale obiecuję, że cokolwiek by się nie działo, to będę przy tobie. Do samego końca. I mam nadzieję, że kiedyś mi to wszystko wybaczysz.
Zabrał dłoń, chwilę później przenosząc ją na czoło Todda, przy okazji odgarniając jego zdecydowanie zbyt długie rude loki. Dopiero wtedy chłopak poruszył się, gwałtownie zaciskając palce na przegubie Sala. Drgnął lekko, jednak wyglądało na to, że nie stanie się nic więcej, poza tym, Todd najwyraźniej dalej spał, a i chwilę później jego ręka opadła z powrotem na poduszkę. Sally zabrał dłoń, a jego wzrok spoczął na pustej szklance; najwyraźniej nim rudowłosy zasnął, to musiał wszystko wypić. Zważając na to, że Todd spał spokojnie i na ten moment nie działo się nic gorszego, to postanowił zejść do kuchni, by przynieść mu trochę wody, szczególnie, że zapewne będzie spragniony, gdy się obudzi.
Podniósł się z krzesła, odstawiając je na miejsce i sięgnął po szklankę, chwilę później wychodząc z pokoju i skierował się z powrotem do kuchni.

⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀