JustPaste.it

5cc89f9934e0a7afdc6e387497882ab7.jpg⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀5cc89f9934e0a7afdc6e387497882ab7.jpg

eec910f53e398d6195a2a83110f2535c.jpg

                           Sal nie miał wątpliwości, że niezależnie od tego, jak trudny byłby wybór, którego musiał dokonać, to musiał to zrobić teraz, bez przeciągania, bez długich chwil wahania, bez zastanawiania się nad plusami i minusami ów decyzji. Prawda była jednak taka, że podjął ją dawno temu, jednak nie oznaczało to wcale tego, że bał się mniej. Czuł krążący w żyłach strach, ale miał świadomość, że nieważne, jak bardzo by się nie bał, to nie odpuści, nie zrezygnuje, dopóki to wszystko się nie skończy, bądź będzie próbował tak długo, jak długo będzie mógł. Strach, który poznał w wielu różnych obliczach, odegnał na bok, robiąc miejsce zdecydowaniu. Te wszystkie osoby, które były mu bliskie, a których nie zdołał uratować, nie znajdując odpowiedniego sposobu na czas, doczekają się tego, by to, za co umarli nie poszło na marne. Właśnie to, nic innego, a nieodłączna troska o innych, pchało go do działania, zakorzeniona w nim empatia, chęć pomocy wszystkim i wręcz niemożność patrzenia na krzywdę i cierpienie drugiej osoby, a wiedział, że dopóki demon wciąż grasował w tym świecie, to się nie skończy, i to motywowało go do tego, by odepchnąć jakikolwiek strach w najdalszy kąt, zepchnąć go na samą krawędź, gdzie nie będzie zawadzać, przekonać samego siebie, że jest od niego coś o wiele, wiele ważniejszego, wpłynęło na jego decyzję, podjętą tak dawno temu, że zdawało mu się, jakby minęły już długie lata, choć wspomnienia z tamtego okresu wciąż były w nim żywe.
                            O niczym innym nie marzę powiedział bez cienia sarkazmu, nawiązując do wypowiedzi Zeldy, odnośnie świadomości wypędzenia demona. I była to prawda, niezależnie od tego, jak skończy się to wszystko dla niego samego. Wiedział, że zmierzenie się z bolesnymi wspomnieniami to jedno, ale zdawał sobie sprawę, że to prawdopodobnie w tym momencie najważniejsza rola, jaką przyjdzie mu odegrać, bo gdyby tylko choć na moment odpuścił, pozwalając sobie wrócić do rzeczywistości przy konfrontacji z demonem, to ten, wyczuwając duszę, przed którą uciekał, której z jakiegoś powodu się bał, nie mogąc się zbliżyć, zapewne wycofałby się, chowając, a oni mogliby stracić swoją szansę. Wątpił, by demon, który w końcu kierował się przemyślanymi krokami, drugi raz dał się nabrać z taką łatwością na to samo. Sally wiedział, że oprócz zatracenia się w cierpieniu, nie zdoła zrobić niczego więcej i Zelda zapewne również zdawała sobie z tego sprawę.
                            Mam nadzieję, że demon, zajęty mną, nie będzie się spodziewał ataku z twojej strony powiedział, uznając, że w tym temacie nie musi dodawać nic więcej. Gdy piekielny byt zjawi się tutaj, Zelda będzie praktycznie musiała zmierzyć się z nim sama, zresztą, nawet w jakiejkolwiek innej sytuacji nie wiedział, co mógłby zrobić. Wierzył jednak, że czarownica sobie poradzi, miała z tym światem do czynienia właściwie na co dzień, znała go znacznie lepiej, niż on, poza tym władała mocą, która raz na zawsze mogła pozbyć się demona. I liczył na to, że jakkolwiek to stracie by nie wyglądało, to Zelda sobie poradzi.
                           Kiwnął głową na znak, że wszystko, co powiedziała kobieta, dotarło do niego. Choć miał ochotę zadać jeszcze kilka pytań, to powstrzymał się, decydując, że tyle informacji powinno mu wystarczyć. Poza tym, im więcej mógł się dowiedzieć, tym łatwiej mógłby zaprosić strach z powrotem, a oddanie mu choć minimalnej kontroli było ostatnim, czego oboje teraz potrzebowali. Nie chciał przejmować się skutkami ubocznymi, ani niczym, co nie miało związku z tym, jak ostatecznie skończy się ten pojedynek, jeśli jakieś będą, to zdecydowanie będzie martwił się o to później, mając mimo wszystko cichą nadzieję, że jakiekolwiek później w ogóle nastąpi. Nie potrafił ukryć faktu, że poczuł wdzięczność w kierunku Zeldy za, jakby nie było, uszanowanie jego prywatnych wspomnień, osobistych doświadczeń, którymi niekoniecznie chętnie się dzielił nawet z przyjaciółmi. Nie mógł nie uznać tego za przejaw kryjącej się za maską dumy, którą czarownica przywdziewała z takim uporem, zwykłej dobroci, nawet jeśli do zwykłego dla niej śmiertelnika. Sal zawsze, niezależnie, czy tego chciał, czy nie, to potrafił dostrzec nawet najmniejszą iskierkę dobra w niemal każdej osobie, a nawet, jak się okazało, w czarownicy. Niezależnie od tego, jak wiele zła doświadczył, to nie potrafił nie spojrzeć na drugiego człowieka, jak właśnie na człowieka, myślącą, czującą istotę, która również przeżywała swoje wzloty i upadki, która również, po prostu, żyła.
                           Sally powoli wziął głębszy wdech i choć absolutnie nie chciał dopuścić do siebie opcji, że coś może pójść nie tak, to nie mógł całkowicie wykluczyć tej opcji. Wiedział, że pomimo posiadania planu i to takiego, który miał realne szanse na powodzenie, to wciąż było wiele rzeczy, które mogły się nie udać. Były też na pewno takie, których, bez względu na wyobraźnię – choć Sal z reguły był raczej nie najlepszy w snuciu jakichkolwiek fantazji – nie byli w stanie przewidzieć. A każdy element zaskoczenia mógł w jakiś sposób wpłynąć na ich niekorzyść.
                           Ponownie oparł się plecami o ścianę, przy której wciąż stał. Zdawał sobie sprawę, że gdy ponownie się odezwie, gdy ostateczna decyzja, którą już podjął, padnie, to nie będzie odwrotu. Mimowolnie przygotowywał się do tej chwili, choć na dobrą sprawę pewnie nigdy nie będzie tak naprawdę do końca gotowy; wiedział z jakimi demonami przeszłości przyjdzie mu się zmierzyć, doskonale wiedział, co takiego zobaczy, co takiego raz jeszcze będzie musiał przeżyć. Nie miał wątpliwości, nawet minimalnej, że to wszystko zaatakuje z każdej możliwej strony, wbijając się w każdy zakamarek, który tak skrzętnie przez te lata starał się choć jakkolwiek zasklepić. Ale wiedział, że dzięki temu będzie idealną przynętą, wszystkie te rzeczy, które go spotkały, zaczynające się już od dzieciństwa i ciągnące się właściwie na niemal każdym etapie jego życia, będą w tym momencie jedyną bronią jaką posiadał. Choć próbował żyć tak, by każdy dzień wart był poświęcenia, którego dokonała najbliższa i najważniejsza osoba w całym jego życiu, choć starał się nieść w sercu niegasnącą wdzięczność, każdą bolesną sytuację chcąc traktować jako coś naturalnego, nieodłącznego od życia, pamiętając o tym, że on dostał tę szansę, by móc to przeżyć, to pielęgnował w sobie każdą jedną, właśnie dlatego, że gdyby nie to poświęcenie, to mogła się nie zdarzyć.
                           Już dość poświęcenia innych. Dość. Nikt więcej nie zakończy życia z mojego powodu. Nie chcę, by jeszcze ktokolwiek musiał ucierpieć. Już nikt inny, nikt bliski, nie umrze tylko dlatego, że z jakiegoś powodu to ja musiałem dążyć do wyznaczonego mi przeznaczenia. Nawet jeśli jestem „tym jedynym”.
                            Jestem gotowy powiedział, wbijając wzrok w Zeldę. Niezależnie od tego, jak się to potoczy, jak przyjdzie mu się mierzyć z własnymi wspomnieniami, to był gotów. Nie wahał się, nie zamierzał się wycofywać. Chciał wreszcie doprowadzić to do końca, końca, który powinien nastąpić już wtedy, a któremu pozwolił trwać nadal. Ale choć pozwolił mu rozwinąć się w nową ścieżkę, to teraz raz jeszcze na niej stanął, przecinając drogę. Miał nadzieję, że tym razem ostatecznie, bez żadnych ukrytych przejść, ani sekretnych dróg ucieczki.
                           To jest ten moment. Nie ma odwrotu. To musi być teraz, a teraz właśnie nadeszło.
                           Czując dziwny spokój, który – jak podejrzewał – za chwilę minie, ale który nastąpił z faktu, że cokolwiek się stanie, to po prostu się stanie, a on nie będzie walczył z czymś, na co nie miał wpływu, pozwalając temu zwyczajnie się dziać, zamknął oczy.

45f6da80f17d3baa95da4a24970a4696.jpg


5cc89f9934e0a7afdc6e387497882ab7.jpg⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
5cc89f9934e0a7afdc6e387497882ab7.jpg