JustPaste.it

5cc89f9934e0a7afdc6e387497882ab7.jpg⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀5cc89f9934e0a7afdc6e387497882ab7.jpg

eec910f53e398d6195a2a83110f2535c.jpg

                           Błękitne oczy, choć jedno przy bliższym przyjrzeniu się odrobinę jaśniejsze oraz niekiedy poruszające się trochę mniej płynnie, uwidaczniając swoją sztuczność właściwie tylko w takich momentach, szczególnie przy skrywającej twarz protezie, wpatrywały się w Zeldę, niewątpliwie z mieszanką zainteresowania, ale również z niemymi pytaniami, które nawet jeśli miał zamiar zadać, to nie znalazł do tego okazji.  Przeniósł spojrzenie na drzwi i na stojącego w nich mężczyznę, który wtargnął tutaj, nim zdążyli z czarownicą dojść do jakiegokolwiek porozumienia. Choć ten nie spojrzał na niego ani razu, zaledwie wspominając o obecności Sally’ego w towarzystwie Zeldy jednym, okraszonym pogardą zdaniem, to chłopak doskonale zdawał sobie sprawę, że znalazł się w niebezpieczeństwie. Nawet jeśli demon z jakiegoś powodu wolał trzymać się od Sala na dystans i nie wchodzić z nim w żadną interakcję, najwyraźniej nie mogąc znieść tego czegoś, co się w nim znajdowało, a co również prawdopodobnie przyciągało do niego duchy, tak przecież członkowie sekty nie mieli z tym większych problemów, a to tworzyło z Sally’ego niezwykłe łatwą zdobycz. W końcu, niezależnie od tego, czy ich mocą obdarzyła ich czerwonooka istota, czy też po prostu od zawsze byli czarownikami, to wątpliwym było, że to, co trzymało demona z dala od niego, powstrzyma również ich. Właściwie Sal byłby skłonny przyznać, że było wprost przeciwnie, gdyby Augustus, jak nazwała go Zelda, dowiedział się, że to właśnie on stoi za osłabieniem demona, które miało miejsce kilka lat wstecz, to prawdopodobnie znalazłby się całkiem wysoko na liście celów do wyeliminowania. Fakt, że mężczyzna najwyraźniej nie posiadał podobnej informacji czynił z Sala jedynie mniej lub bardziej przypadkowego śmiertelnika, który równie dobrze mógł zwyczajnie przypałętać się w towarzystwo Zeldy. Niewątpliwie ten fakt działał na jego korzyść, a przynajmniej na to, że miał jakiekolwiek szanse, by wyjść z tego cało.
                           Cofnął się kilka kroków, stając pod ścianą, gdy czarownica powoli podeszła w stronę mężczyzny. Sygnał był dość jasny i choć przypatrywał się tej scenie z ukrytym za protezą niepokojem, to nie chciał przeszkadzać, a podejrzewał, że gdyby w jakikolwiek sposób próbował interweniować, to bardziej można byłoby to porównać do plątania się pomiędzy nogami, niczym przeszkadzający w rozmowie dorosłych dzieciak. Sal mimo wszystko dość twardo stąpał po ziemi, śmiało można było określić jego podejście do życia jako realistyczne, nawet jeśli niekiedy pojawiały się w nim dość pesymistyczne wydźwięki, ale więcej, niż tylko dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie skończyłby martwy na podłodze, gdyby tylko znalazł się bliżej, w zasięgu Augustusa.
                           Scena, od której nie umiał oderwać wzroku, zdała mu się wręcz boleśnie znajoma. Była zdecydowanie jedną z tych, której nigdy nie pozbył się z pamięci, właściwie nawet nie wiedząc, czy rzeczywiście chciałby to zrobić. Czarownica, stojąca pomiędzy nim, a zagrożeniem, nagle delikatnie rozmyła się przed jego oczami, a jej rude włosy zdały mu się dziwnie jaśniejsze; blond kosmyki, które zawsze łaskotały go po policzkach, gdy kobieta nachylała się, by pocałować go w czoło na dobranoc, długie blond włosy, w które niekiedy wplatał palce, i których nie chciał puścić, chociaż z ciała kobiety ostatecznie upłynęło życie.
                           Zamrugał szybko kilka razy, zdając sobie sprawę, że obraz rozmył się zdecydowanie za bardzo i wciąż lekko szkliste spojrzenie skoncentrował na toczących się w tym momencie wydarzeniach, które – jak dość szybko się okazało – właśnie zmierzały ku końcowi. Drgnął lekko, gdy w powietrzu rozniósł się najpierw dziwny trzask, a po nim głowa czarownika upadła na podłogę i potoczyła się, zatrzymując dopiero przy brudnym materacu, na brzegu którego groteskowo oparła się. Sal obcował ze śmiercią kilkakrotnie, pierwszy raz w dzieciństwie, co okupił ogromną stratą i ciągnącym się przez lata smutkiem, a później sam niósł ją w Apartamentach Addisona, gdy z zamierającym w gardle szlochem i drżącym, urywanym oddechem musiał zabijać kolejne osoby, w większości tak mu bliskie. Lecz pomimo tego, że widział już śmierć w zdecydowanie brutalnym wydaniu, to nie uważał, by potrafił się z nią w jakikolwiek sposób oswoić. Mimo wszystko wiedział, że gdyby to nie Augustus zginął, to zapewne jego głowa leżałaby teraz w tym miejscu, więc pomimo sprzeczności, które nie potrafiły przestać wewnętrznie nim targać, to cieszył się, że konfrontacja zakończyła się w podobny sposób.
                           Spojrzał na Zeldę w momencie, gdy wycelowała w niego palcem. Przez dłuższą chwilę jedynie wpatrywał się w czarownicę, jak gdyby chcąc upewnić się, że rzeczywiście wciąż stoi przed nim w jednym kawałku i choć przecież był świadkiem całego zajścia, upewnić się, że nie odniosła żadnych obrażeń w tym starciu. Był wdzięczny za to, że choć mogła mieć ukierunkowane myślenie do śmiertelników, to mimo wszystko nie zawahała się stanąć pomiędzy nim, a czarownikiem, niezależnie od tego, jakimi motywami kierowała się naprawdę. Zdał sobie sprawę z tego, że się trzęsie, wiedział jednak, że nie było to spowodowane ani widokiem śmierci, ani nawet tego, że jeszcze chwilę temu mógł pożegnać się z życiem. Wiedział doskonale, że niezwykła podobność sceny, którą pamiętał z dzieciństwa, a raczej fakt, że tym razem zakończyło się to inaczej, spowodowała ulgę, nad wyraz dostrzegalną w formie drżenia. Sal, niewątpliwie pełen empatii nawet do osób, których nie znał, wręcz wyczulony na krzywdę drugiej osoby, zwyczajnie, w niezwykle ludzkim odruchu, martwił się, że kolejna osoba, z którą miał styczność, szczególnie w tym konkretnym przypadku, stanie się następną ofiarą.
                           Zacisnął dłonie w pięści, wiedząc, że powinien się uspokoić. Kierowanie się burzliwymi emocjami, które się w nim kumulowały, nie było w tym momencie najlepszą opcją, a już na pewno nie najbezpieczniejszą. Wyprostował się nieco, choć oczywiście zważając, że nigdy nie należał do osób wysokich, nie zrobiło to takiego wrażenia, jak można byłoby oczekiwać, jednak pomogło mu zmierzyć się z własnymi demonami, a przynajmniej na tyle, by odegnać je w kąt.
                            Nie mogę zrezygnować i nie zrezygnuję, niezależnie od tego, czy się boję, czy nie. Muszę to zrobić, podjąłem tę decyzję już dawno temu, niezależnie od tego, co będzie się działo, niezależnie jakie to będzie miało dla mnie konsekwencje, to doprowadzę to do końca. Nie wycofam się, to jest mój konkret, Zeldo odpowiedział z wyraźnym zdecydowaniem w głosie, a jego spojrzenie, dotąd wciąż lekko zaszklone i strapione, wyrażało spokój i determinację.
                           Jestem im to winien. Tym wszystkim osobom, które musiały umrzeć. Moim przyjaciołom, że musieli przez to przejść. Nie pozwolę, by ich cierpienie poszło na marne. Nie mam nic więcej do stracenia. Straciłem już wszystko, co było dla mnie najważniejsze, nic więcej nie zostało, poza zakończeniem tego. Nawet jeśli nie dam rady, to zginę próbując. Nawet jeśli absolutnie nic mnie po tym nie czeka, to nie będę żałował. Wprost przeciwnie.
                            Znajdźmy tego demona i skopmy mu dupę. A raczej niech on znajdzie nas. Jeśli wie, że tu jestem, to prawdopodobnie nie będzie chciał pokazać się tak łatwo, więc… muszę cierpieć, tak? Wspomniałaś, że da się oszukać go w taki sposób, że jeśli wyczuje cierpienie, nawet jeśli z jakiegoś powodu boi się mojej duszy, to zapewne i tak złapie przynętę? Więc zróbmy to, jeśli są szanse, że dzięki temu do niego dotrzemy, to będę cierpieć. Rozejrzał się po niewielkim pomieszczeniu, jakby czegoś szukał, jednak najwyraźniej nie znajdując niczego, z powrotem spojrzał na Zeldę. Jakie cierpienie skuteczniej wywabi go z kryjówki?
                           Choć brzmiał na zdecydowanego, to nie mógł powiedzieć, że się nie bał. Zelda jednak poinformowała go już wcześniej o tym, co będzie konieczne, by mogło w ogóle dojść do konfrontacji z demonem i miał czas, by się na to przygotować. Chciał mimo wszystko zdecydować się na opcję, która miała większe szanse na powodzenie, niezależnie od tego, która będzie to forma cierpienia. Jedyną kwestią pozostawała ta odnośnie wykonania; podejrzewał, że kobieta bez trudu znalazłaby jakieś zaklęcie, ale nie był pewny, czy rozsądnie byłoby prosić ją o zadanie mu bólu, szczególnie, że jej moc będzie właściwie niezbędna przy walce z demonicznym bytem i powinna zachować tyle sił, ile było to możliwe, więc choć ból fizyczny przerażał go trochę mniej, to być może trudniej byłoby go osiągnąć. Natomiast jeśli chodziło o cierpienie psychiczne… Wiedział, że z teoretycznego punktu widzenia byłoby to prostszym sposobem, ale, choć i przed tym by się nie zawahał, będzie go kosztowało znacznie więcej.

45f6da80f17d3baa95da4a24970a4696.jpg


5cc89f9934e0a7afdc6e387497882ab7.jpg⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
5cc89f9934e0a7afdc6e387497882ab7.jpg