⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀

Wpatrywał się w Zeldę, bardzo starając się ignorować kręcącego się wokół niej Toma, choć przez zdecydowanie zbyt dużą bliskość miał ochotę cofnąć się o kilka kroków, by zwiększyć dystans przed owym niebezpieczeństwem, nawet jeśli wiedział, że pies nic mu nie zrobi. Stał jednak w miejscu, siląc się na spokój, a po chwili przekrzywił delikatnie głowę na słowa kobiety. Co prawda, mógł podejrzewać, że każda magia musi mieć swoje ograniczenia, w końcu demony też miały swoje, dzięki czemu w jakiś sposób można było się ich pozbyć, wykorzystując słabsze punkty, dlatego więc już otwierał usta, żeby powiedzieć, że w razie czego mogą po prostu złapać jakiś autobus, albo inny środek lokomocji, którym dostaliby się prosto do miasta. Nie chciał też nadwyrężać sił kobiety, bo jeśli ich rozeznanie mogło wymknąć się spod kontroli, to jej moc mogła okazać się kluczowa w nieoczekiwanym starciu. Nim jednak zdążył coś powiedzieć, ponownie tego dnia poczuł to dziwne uczucie i gdy się rozejrzał, znajdowali się już w zupełnie innej lokalizacji. W pierwszej kolejności sprawdził, czy aby wszystkie jego kończyny znajdują się na swoim miejscu i nie stracił żadnej przy tej zdecydowanie niewiarygodnie szybkiej podróży, po czym odetchnął z ulgą, upewniając się, że jest cały, a przynajmniej dokładnie w takim samym stanie, jak jeszcze chwilę temu. I chociaż miał ochotę zapytać, co by się stało, gdyby jednak stracił na przykład rękę, to coś mu mówiło, że chyba trochę zbyt bardzo obawiał się odpowiedzi na podobne pytanie.
— Wow, to wciąż jest super — powiedział, raz jeszcze unosząc wzrok na Zeldę i kiwnął głową na jej słowa. Rozejrzał się, po czym ruszył w kierunku centrum. Miasto, co prawda, nie było duże, ale oprócz tego, co powiedział kobiecie, to nie miał większego planu i bardziej liczył na to, że i tym razem dopisze mu szczęście oraz dziwna umiejętność przyciągania do siebie duchów. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że zwyczajnie może się nie udać, w końcu wątpił, by jednego dnia udało przejść im się całe miasto, przecież nie znał dokładnej lokalizacji, a kierował się jedynie przeczuciem, choć opartym na nikłej wiedzy, to wciąż istniało ryzyko, że mógł się pomylić. Co prawda, był wręcz pewny, że sekta musiała ukrywać się gdzieś tutaj, czając się w pobliżu, a jednocześnie nie tak blisko, jak poprzednim razem, dając rosnąć demonowi w siłę. I im szybciej ich znajdą, tym lepiej, bo demoniczny byt zapewne już i tak miał większą moc, niż w momencie jego przyzwania, karmiąc się zamieszkałymi, bądź zdobytymi przez członków sekty, duszami. I Sal doskonale wiedział, że jeśli ten trop zaprowadzi ich donikąd, to prawdopodobnie znajdą się w ślepej uliczce i może minąć wiele czasu, zdecydowanie zbyt wiele, nim natrafią na kolejny, nie mówiąc już o samym znalezieniu ich. Miał nadzieję, że jego przypuszczenia nie były błędne, ale nawet teraz, im dłużej o tym myślał, to był przekonany, że ich kryjówka musiała być gdzieś tutaj. Doskonale pamiętał w końcu, jak poprzednim razem to wszystko wyglądało, pamiętał słowa, które wtedy padły, lecz nawet pomijając tę kwestię, to było po prostu najlepsze miejsce, w którym sekta, wraz z przewodniczącym im demonem, mogli się przyczaić, nie wzbudzając zbyt wielkich podejrzeń i działając po cichu. Dom, w którym spotkał Zeldę znajdował się pomiędzy tym miastem, a miejscem, w którym Sally zamieszkał. Wiedział, że w jego okolicy nie było możliwości, by setka mogła się ukryć, a na pewno przysporzyłoby im to jeszcze więcej trudności, więc owe miasto musiało być właśnie obrane za ich cel, do którego się udali i powoli, krok po kroku, wypełniali swój plan, mozolnie, ale na pewno cierpliwie, brnąc do tak upragnionego przez nich końca, który ostatnim razem zniwelował Sal. Jeśli wszystko pójdzie po jego myśli, to i tym razem przyczyni się do zepsucia ich planów, w dodatku mając za sobą mocnego sojusznika, z którym jego szanse zdecydowanie wzrastały, a którego zapewne się nie spodziewali. Albo przeciwnie – spodziewali się kogoś pokroju Zeldy, wysłaną za nimi czarownicę, która miała zająć się ich sprawą, a nie spodziewali się zobaczyć jego, zapewne doskonale wiedząc, w jakim miejscu zakończyła się jego historia poprzednim razem i licząc, że dzięki temu mają go z głowy. W końcu on sam do niedawna również był przekonany, że ten rozdział ma już za sobą i powoli uda mu się wrócić do normalności, pozwalając owej historii pokryć się kurzem, zmieniając ją w jedynie niezbyt przyjemne wspomnienie.
Mijał kolejne budynki, co jakiś czas nieco zwalniając kroku przy niektórych, wpatrując się w okna w poszukiwaniu czegoś, czegokolwiek, co podpowiedziałoby mu, że to właśnie jest miejsce, którego szukają. Jednak nic jak dotąd nie wydawało mu się podejrzane, wszystko wyglądało zupełnie normalnie i nie wzbudzało u Sala żadnego przeczucia, które przeważnie pojawiało się przy zetknięciu z duchami. Nie poddawał się jednak, doskonale wiedząc, że poszukiwania mogą potrwać, poza tym, jak mógłby, wiedząc co oznaczałoby porzucenie tego zadania?
— To naprawdę niesamowite, że masz tyle lat — powiedział nagle, zupełnie jakby kontynuowali rozmowę z kawiarni i wcale nie była ona przerwana, a tym bardziej zakończona. Oczywiście uważał przy tym, by nikt niepowołany ich nie usłyszał. — Ale oprócz wielu okropnych rzeczy musiałaś widzieć też i te niezwykłe. Nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić, jesteś trochę jak podróżnik z przeszłości, albo ktoś w tym rodzaju. Wydaje mi się, że lata mojego dzieciństwa były naprawdę niesamowicie dawno temu, a nie przeżyłem nawet skrawka tego, co ty, ale zawsze mam wrażenie, choć być może jedynie przez pryzmat tego, że byłem dzieckiem, że kiedyś to wszystko wydawało się…
Przerwał nagle, zatrzymując się w miejscu. Spojrzał na Zeldę, a później przeniósł wzrok na budynek, znajdujący się za nią. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w okna i przez moment był już niemal pewny, że po prostu musiał się pomylić, gdy za jedną z szyb dostrzegł charakterystycznie przezroczystą postać, która nieśmiało wpatrywała się w nich zza firanki.
— Wydaje mi się, że to może być tutaj — powiedział cicho, ponownie przenosząc wzrok na Zeldę, po czym ruszył w kierunku wejścia. Drzwi bloku na szczęście okazały się otwarte i po przekroczeniu progu nawet Sal, choć większość zapachów nie docierała do niego tak, jak powinna, poczuł miło kojarzący mu się zapach starego drewna i unoszącego się w powietrzu kurzu. — To było drugie piętro — poinformował czarownicę, kierując się w stronę schodów, po których po chwili zaczął się wspinać, dopóki nie dotarł na odpowiednią wysokość. Tam rozejrzał się, starając się wybrać jedne z trzech znajdujących się tutaj drzwi, prowadzących do mieszkań. Zaryzykował z tymi na prawo, niepewnie naciskając klamkę, a kiedy okazały się otwarte, uchylił je cicho i zerknął na Zeldę. W końcu pchnął drzwi, a te z cichym skrzypieniem otworzyły się na oścież, ukazując niemal puste mieszkanie, nie licząc leżącego na podłodze starego, ale w miarę czystego materaca, na którym leżał rozrzucony koc.
Sally, upewniwszy się, że rzeczywiście nikogo nie ma, wszedł do środka i rozejrzał się. Mieszkanie było klaustrofobicznie małe, składające się z jednego pokoju, zamkniętej teraz łazienki i kuchni, która wyglądała jak wciśnięta tutaj na siłę. Na pierwszy rzut oka pomieszczenie wydawało się kompletnie puste i niezamieszkane od dawna, ale kiedy Sal odwrócił się w kierunku Zeldy, momentalnie uśmiechnął się lekko, mrużąc przy tym oczy.
— Cześć — powiedział i w tym momencie na przegubie Zeldy zacisnęła się niesamowicie zimna i drobna dłoń. Dłoń, która nie była do końca materialna, prześwitująca na tyle, że nawet pod uściskiem niewielkich palców, wyraźnie dało dostrzec się nadgarstek czarownicy. Sal przykucnął, a wtedy duszek; mniej więcej sześcioletnia dziewczynka, pokazała im się w całości, wciąż trzymając się Zeldy. — Chcemy ci pomóc. Jak się nazywasz?
— Penny — odpowiedziała dziewczynka, po czym zadarła głowę i spojrzała na kobietę. — Pobawicie się ze mną?

⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀