━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
Każdy, nie tylko zabójca, ale nawet prosty sprzedawca w sklepie potrzebuje chwili odpoczynku. Czasami dłuższej chwili podczas, której nikt nie będzie śmiał mu zawracać głowy swoimi wygórowanymi problemami i zasypywać go kolejnymi zadaniami. W końcu ile można to wytrzymać bez choćby dnia odreagowania. Kompletnego odcięcia się od czegokolwiek związanego z pracą. Na swoje szczęście elastyczny podział godzin mojej dniówki pozwala nie pojawić się przez kilka najbliższych godzin... dni na zawołanie szefa nawet go o tym nie informując. Oczywiście są też tego minusy w postaci zemsty przełożonego i przywaleniu nieposłusznemu pracownikowi zleceń, których normalnie nikt o zdrowych zmysłach by nie wziął. Jednak ostatecznie nikt nie powiedział, że ja jestem normalny, więc wziąłem tę robotę nawet nie patrząc na jej szczegóły tylko na kwotę, którą dostanę za wykonanie roboty. Swój błąd zrozumiałem dopiero godzinę później kiedy w domu ostatecznie postanowiłem zapoznać się ze wszystkimi aktami. Chwyciłem się za głowę przeklinając, że nawet mój brat dla własnego bezpieczeństwa postanowił się ulotnić. To zadanie, jeśli je w ogóle wykonam graniczyło z cudem, a mam na nie zaledwie 24 godziny. Za mało, zdecydowanie za mało, a ja jeszcze siedzę w domu zamiast się przygotowywać. Jednak głupi to ma zawsze szczęście i udało mi się załatwić przez znajomości kilka potrzebnych mi rzeczy. Między innymi plany budynku i małą usterkę w nim, specjalną mieszaninę pozwalającą rozsadzić bez zbędnego hałasu szkło i sprzęt, który pomoże mi dostać się po pionowej, szklanej ścianie i zawisnąć ponad pięćdziesiąt metrów nad ziemię.
Zostało piętnaście godzin, zbliżał się wieczór, a mi pozostało jeszcze dokończyć strefę logistyczną zlecenia. Klasa zadania 'Dla samobójców'. Ale nic to, skoro się już zdeklarowałem trzeba je wykonać. Zapakowałem cały sprzęt do samochodu, przebrałem się i ruszyłem na miejsce. Trasa zajęła mi kilka minut, a tuż przed drzwiami do budynku czekał już na mnie recepcjonista wyglądający za elektrykiem. Bez zbędnych pytań zaprowadził mnie do odpowiedniego pokoju i pośpiesznie odszedł tłumacząc się, że ma sporo pracy. Bardzo dobrze, potem będzie mniej do sprzątania. Zamknąłem za nim drzwi i zabrałem się do pracy. Zdjąłem izolację z okna wcześniej stabilizując je przyssawkami i linami. Odchyliłem okno, wyszedłem przez nie i przy pomocy sprzętu zacząłem się spinać wprost pod wielki basen wiszący kilkadziesiąt metrów nad ziemią, bo tak sobie wymyślił jakiś rąbnięty miliarder nie mający pomysłu co zrobić z kasą. Jaka byłaby szkoda, gdyby szkło nie wytrzymało, a ten spadł roztrzaskując się na chodniku pod fotelem. Po paru minutach zawisłem centralnie na środku basenu wyczekując przybycia ofiary. Punktualnie. Wywierciłem otwór w podstawie szklanej konstrukcji po czym umieściłem w niej masę, następnie wstrzyknąłem ostatnie składnik. Za dziesięć sekund nastąpi pożądany efekt. W tym momencie jednak dostrzegł mnie mężczyzna pływający w wodzie. Uśmiechnąłem się tylko i pomachałem, po czym spuściłem po linie ponownie wślizgując się do budynku.
Wyszedłem niezauważony słysząc resztki opadającego szkła, krzyki gapiów i rozmawiającą przez telefon z policją służbę hotelową. Zniknąłem w pierwszej lepszej uliczce, gdzie przeczekałem jakiś czas dając też znać przełożonemu, że wyczekuję na przelew obiecanej kwoty, bo w wieczornym wydaniu wiadomości usłyszy o nieszczęśliwym wypadku miliardera. Z satysfakcją opuściłem chwilową kryjówkę i udałem się do domu. Stwierdziłem, że dzień jeszcze młody, a kolejny sukces trzeba oblać. Niewiele myśląc przebrałem się, wsiadłem do samochodu i pojechałem do mało znanego przez ludzi z gangów baru. Ponownie trasa nie zajęła mi sporo czasu i zaledwie po upływie dziesięciu minut siedziałem już przy małym stoliku ze szklanką pełną złocistego trunku w ręce. Przez dłuższy czas siedziałem tak obserwując osoby przebywające w lokalu jak i te, które właśnie do niego weszły. Szczególną uwagę zwróciłem na pewną dziewczynę, która weszła zasłaniając głowę kapturem, dopiero później zrzuciła go na plecy. Obserwowałem ją już teraz bez przerwy nie zważając na obecność innych, może i ciekawszych osób. Było coś w niej jednak co nie pozwoliło odbiec myślami do innych osób tylko kazało skupić się na niej. Konkretniej rzecz ujmując do złudzenia przypominała mi kogoś, kogo nie powinno być na tym świecie od dobrych pięciu lat. Chyba, że przeszłość właśnie postanowiła mnie dopaść. Nie powiem, wybrała sobie na to kiepski moment. W końcu dziewczyna musiała się zorientować, że patrzę na nią jak jakiś psychopata i ostatecznie postanowiła do mnie podejść. - Przypominasz mi kogoś. - odparłem od tak upijając kolejny łyk trunku ze szklanki. - Poza tym przykuwasz nie tylko moją uwagę. W końcu mężczyźni lubią patrzeć na piękne kobiety. - skierowałem na nią spojrzenie. Naukowcy też twierdzą, że większą uwagę zwraca się na osoby, które jakąś cechą wyglądy przypominają nam nas samych. Czy tak jest? Czy ja wiem...

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━