ᴵᶰ ᵗʰᵉ ᶜᵒᵒᵏᶤᵉ ᵒᶠ ˡᶤᶠᵉ˒ ᶠʳᶤᵉᶰᵈˢ ᵃʳᵉ ᵗʰᵉ ᶜʰᵒᶜᵒˡᵃᵗᵉ ᶜʰᶤᵖˢˑ
Słoneczny dzień wręcz zapraszał mnie na mały spacerek, a nie mogąc być mu obojętna spędzałam już kolejną godzinę krążąc po mieście, które właściwie nie było zbyt obszerne. Zaledwie kilkadziesiąt dróg, kilka sklepów, rozległy las i co dla mnie najważniejsze ━ morze. Ogromna tafla wody przynosząca mi spokój nawet w najtrudniejszych chwilach. Czemu się jednak dziwić? Dom zwykle kojarzy się z pozytywnymi aspektami naszego życia - beztroskie chwile dzieciństwa, zabawy oraz ulubione miejsca. Następnie poznawanie siebie i swoich uczuć podczas okresu dojrzewania. Finalnie ━ dorosłość. Naprawdę często bywa, że ktoś spędza w jednym miejscu wszystkie te okresy nie czując jednocześnie znudzenia, za każdym razem odkrywa bowiem coś innego w tych samych przedmiotach, osobach, lokacjach.
Przemierzając kolejne ulice uważnie rozglądałam się po ludziach urzekając każdego promiennym uśmiechem. Miałam gdzieś, że prawdopodobnie uznają mnie za wariatkę, którą należałoby zamknąć w psychiatryku i nie wypuszczać przez co najmniej kilka następnych lat. Niektórzy jednak również się rozweselali, a ja miałam malutkie poczucie satysfakcji, że może dzięki temu ich dzień będzie mniej beznadziejny. Liczyłam iż zapomną choć na chwilę o swoich zmartwieniach idąc z podniesioną głową na spotkanie tego co ma do nich przygotowany los, bo przecież nie ma sensu się smucić. Trzeba iść przez życie oczekując najlepszego, ale będąc przygotowanym na najgorsze.
Pewnie chodziłabym tak bez konkretnego celu jeszcze przez kolejne godziny, gdyby nie nieprzyjemne uczucie w żołądku sygnalizujące tylko jedno ━ jeść i to najlepiej już, w tym momencie. Nagle uświadomiłam sobie, że wybranie centrum na przechadzkę zamiast konpletnej głuszy w lesie było genialnym wręcz pomysłem, a mając do wyboru mnóstwo knajpek oferując różnorodne kulinaria wystarczyło wejść do jednej z nich. W moim przypadku wybór zawsze pozostawał taki sam. Mogę mieć i osiemdziesiąt lat, a pizza nadal będzie moim ulubionym śmieciowym jedzeniem. Wszyscy, którzy uważają, że powinno być inaczej mogą się wypchać.
Wchodząc do lokalu od razu rozglądnęłam się w poszukiwaniu wolnych stolików, w końcu decydując się na miejsce w rogo obok okna. Na tyle ustronne, by można było spokojnie zjeść, a jednocześnie jasne dzięki promieniom Słońca wpadającym przez szybę. Kelner podszedł niedługo po tym jak zajęłam miejsce wręczając menu. Zaczęłam przeglądać propozycje w tle słysząc dźwięk drobnego dzwoneczka świadczący o nowym kliencie. Może tym razem coś ostrzejszego? Gdyby nie to, że pizza o chwytliwej nazwie: "Diablo" kojarzy mi się tylko i wyłącznie z imieniem dla psa skusiłabym się na nią bez zbędnych namysłów. Dopiero postać stojąca przy moim stoliku sprawiła, że porzuciłam za daleko idące myśli. Podniosłam głowę, a kiedy ujrzałam znajomą twarz trochę głupio się uśmiechnęłam.
━ Raphael...Dlaczegotwojaobecnośćtutaj w ogóle mnie nie dziwi? ━ zapytałam przerywając ciszę w trakcie, której tylko uśmiechaliśmy się jak dwójka psychopatów. ━ Jak już przyszedłeś to siadaj. ━ dodałam wskazując krzesło naprzeciwko. ━ Co tam u Ciebie? W ile bójek zdążyłeś się ostatnio wpakować?
