━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
Długo na odpowiedź ze strony dziewczyny czekać nie musiałem. Po dosłownie paru sekundach dostałem z otwartej dłoni w tył głowy. Nie odezwałem się nawet, ani nie spojrzałem z piorunującym spojrzeniem w stronę dziewczyny. W sumie tylko dlatego, że na to zasłużyłem. - Spokojnie, jeszcze będziesz miała okazję wysłać mnie do piachu. Pewnie Mezo ci nawet pomoże jak tylko usłyszy co się tam stało. - skwitowałem krótko ciągle nie odrywając spojrzenia od jezdni. Ulice zaczęły pustoszeć, co oznaczało, że coraz bardziej oddalamy się od centrum Londynu. - Dobrze, już dobrze. Zaczaiłem. - przewróciłem oczami słysząc jak zaczyna mówić w swoim ojczystym języku. - Nawaliłem. - Prawda, rozumiem co mówi, ale nie zawsze jestem wstanie jej odpowiedzieć. Ja nie gawari pa ruski. A przynajmniej nie tak dobrze jakbym chciał.
- W sumie... - zacząłem w odpowiedzi na jej pytanie, kiedy w końcu całe ciśnienie spowodowane tą sytuacją zeszło z Marishki. - mam. A raczej miałem. Wiedziałem, że prędzej czy później wpadną na mój trop, ale nie sądziłem, że to potoczy się tak szybko. - Wracając byłem zbyt pewny swego i zapomniałem o najważniejszej zasadzie. "Spodziewaj się niespodziewanego". - I skoro tu jesteś, to nie mogę cię od rak odstawić do domu, bo Mez nie da mi żyć przez dekady... Pojedziemy do jednej z moich kryjówek na obrzeżach miasta. - odparłem - Psy nigdy nie szukają blisko miejsca nalotu. Tam przeczekamy, potem zastanowimy się co dalej. Chyba, że masz inną propozycję, to słucham. - Kolejne kilometry przejechaliśmy we względnej ciszy. Słyszałem jedynie ryk silnika i wypowiadane pod nosem słowa dziewczyny, których za jasną cholerę nie mogłem zrozumieć, ale to pewnie i dobrze. Nagle za nami pojawił się samochód łamiący przepisy panujące na tym odcinku drogi.
Poczułem silne szarpnięcie, a po paru chwilach ocknąłem się wisząc do góry nogami trzymany przez pasy bezpieczeństwa. - Kurwa. - wyjęczałem chwytając się za krwawiącą głowę. - Młoda, w porządku? - zapytałem odwracając głowę w jej kierunku, jednak nie uzyskałem odpowiedzi. Musiała stracić przytomność. Ponownie przekląłem i spróbowałem się uwolnić z duszącego uścisku pasów. Po kilku sekundach walki z nimi ostatecznie udało mi się i z ulgą opadłem na dach. Zdołałem otworzyć drzwi, wydostać się z samochodu i wstać w miarę utrzymując pion. Kiedy mgła zeszła sprzed moich oczu rozglądnąłem się uważne po okolicy. Żadnego samochodu nie widać, ani nie słychać, żadnej żywej istoty. Wszechobecna cisza panująca w tym miejscu sprawiła, że włosy zjeżyły mi się na karku. To jest cisza przed burzą innego wytłumaczenia nie mam. Po upewnieniu się, że nikt nas raczej nie zaskoczy, wydostałem dziewczynę z samochodu. Na szczęście już zaczęła odzyskiwać przytomność. - Teraz to już chyba musisz mnie zabić. - uśmiechnąłem się nieznacznie trzymając głowę dziewczyny opartą o ramie.
Podniosłem głowę słysząc pisk opon. Nie dobrze. Oparłem ledwo przytomną dziewczynę o przewrócony samochód, a sam pokazałem się trzem mężczyznom, którzy wysiedli z pobliskiego samochodu. Jednego rozpoznałem od razu. Jakieś dwa, może niecałe trzy lata temu sprzątnąłem jego siostrę. Poprzysiągł zemstę. Że się cholera musieli teraz wystać z wypełnianiem przysięgi. Chyba że...nie.. no dobra, on jest zdolny do współpracy z glinami. Kurwa. Podszedłem do nich, a kiedy tylko się ruszyłem dwaj przydupasy podbiegli do mnie i "eskortowali" trzymając mój łeb na celowniku. - Bishop, długo cie śledziłem. - powiedział z psychopatycznym uśmiechem. - Muszę cię zawieść, znalazłeś nie tego co trzeba. - powiedziałem hardo, czego od razu pożałowałem. Mocny kopniak podciął mi nogi wylądowałem na kolanach. Przysunął się do mnie i oparł lodowatą lufę o moje czoło. - A teraz rozpierdolę ci ryj, tak jak zrobiłeś to jej. - zaśmiał się. - Nie ładnie tak mierzyć do bezbronnego. - powiedziałem tonem całkowicie wyprutym z uczuć.
Korzystając z okazji, że postanowił się nade mną jeszcze trochę popastwić i zaczął mnie okrążać, chwyciłem za broń jednego z przydupasów, zwinnie się podniosłem stając za jego plecami i przytrzymując. Zaczęła się szybka wymiana strzałów. Oddałem dwa strzały prosto z serce jednego i kolejne trzy w głównego napastnika, ale tylko by po powalić, nie zabić. Kolejna kulka trafiła w głowę kolesia chwilowo robiącego mi za tarczę. Odrzuciłem jego ciało i broń na bok po czym podszedłem do ostatniego z nich. - Bishop - zacząłem. - Pamiętam jak się w niego bawiłem za dzieciaka. - z beznamiętną miną stanąłem za nim i skręciłem kark. Dopiero kiedy i jego bezwładne ciało zaliczyło bliskie spotkanie z asfaltem zwróciłem uwagę na bolące ramię. - Kurwaa, znowu? - prychnąłem dostrzegając na dłoni czerwoną plamę.

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━