
 ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄
Ryan ❛Red❜ Malarkey. Linnea przenigdy nie pomyślałaby, że można kogokolwiek poznać w tak niecodziennych warunkach; że człowiek, przez którego omal nie trafiła pod koła samochodu, mężczyzna arogancki, uparty i cyniczny, mógłby okazać się wkrótce dla niej kimś więcej. Przy pierwszym spotkaniu jasno określiła sobie tę relację mianem ,,przelotnej znajomości bez jakichkolwiek szans na rozwój". Z początku wiedziona jedynie ciekawością, zaufała plotkom na jego temat. Niewinna transakcja, która miała być pretekstem do jednorazowego spotkania, zaowocowała czymś równie niesamowitym, co nieodwracalnym. Red za sprawą jednej propozycji przewrócił życie bezrobotnej blondynki do góry nogami. Doprowadził nie tylko do zmiany jej planu dnia oraz niektórych codziennych przyzwyczajeń, ale również nadał jej zupełnie inny kierunek. Przestała się włóczyć godzinami po uliczkach miasta. Zabrakło jej zwyczajnie czasu na takie spacery, a i zdążyła zwiedzić już praktycznie całe miasteczko. Nie wystawała już przesadnie długo przed witrynami okolicznych sklepów. Linnea wchodziła częściej do środka. Przechodziła przez drzwi i wychodziła, lecz nie z pustymi rękami, a pełnymi reklamówkami. Nowy znajomy ubarwił dotychczas bezbarwne dni swoją obecnością, specyficznym poczuciem humoru i zabawnym marudzeniem. Było coś ciekawego w takim usposobieniu, zwłaszcza że Linn po jakimś czasie doszła do wniosku, że sporo z tych złośliwości ją omija. Nie odnosił się do niej w tak uszczypliwy i nieprzyjemny sposób, jak czasem potrafił w stosunku do niejednego zrzędliwego klienta czy służbisty z urzędu. Mechanik bardzo się starał, wkładając w naprawę każdego samochodu mnóstwo pracy. Niejednokrotnie szukał nowych rozwiązań w książkach oraz specjalnych poradnikach, podczas gdy inni na jego miejscu już dawno poddaliby się i z przykrością zawiadomili właścicieli, że swoje ukochane cacuszka powinni posłać na złom. Niestety pewna grupa osób nie potrafiła tego zaakceptować, zarzucając mu brak kompetencji, a niekiedy celowe uszkodzenia. Tacy zazwyczaj więcej nie wracali.
Ryan był właścicielem warsztatu, zatrudnił ją i wypłacał całkiem niezłą pensje. Niby nic nadzwyczajnego; przy czym ta partykuła miała tutaj kluczowe znaczenie. Blondynce dość długo zależało na utrzymaniu typowo profesjonalnej oraz służbowej relacji, lecz mimo to granica między pracownicą a szefem zaczynała się powoli zacierać. Stał się zdecydowanie kimś szczególnym, z kim Nea chciała spędzać czas. Lubiła go. Nie podejrzewała się o zauroczenie, mimo że mężczyźnie niczego nie brakowało. Właściwie czasem przebiegało jej przez myśl, że mogliby wypić kawę i zjeść coś słodkiego razem w kawiarni, a nie przy stoliku w pomieszczeniu socjalnym. Takie i podobne pomysły jednak znikały równie szybko, jak się pojawiły. Może nawet i prędzej? Linnea nie wierzyła w istnienie miłości od pierwszego wejrzenia, gdyż taka zdarzała się głównie w dennych romansidłach. Notabene żadne z nich zdawało się nie być jeszcze gotowe na poważny związek, który swoją drogą mógłby niekorzystnie wpłynąć na ich pracę. Akceptowała jego dziwactwa, a on nie komentował jej uzależnienia od ciastek. Oczywiście dopóki pilnowała dziennego limitu, a okruszki trafiały na talerzyk, zamiast na podłogę czy biurko. Był chyba pierwszą osobą zaraz po Sharon, którą w tym p r z e k l ę t y m mieście dało się polubić.
Również praca sprawiała jej przyjemność, mimo że współpraca z wymagającą klientelą nie należała do najprostszych. Red często i chętnie żartował. Piesek, którego przygarnął dodatkowo absorbował uwagę obojga. Czas mijał zazwyczaj szybko, mimo że pracowali od rana do późnego popołudnia. Linnea dostrzegała w tym wszystkim tylko jeden minus. S a m o t n o ś ć, od której nie mogła się nadal uwolnić. Szczerze nie znosiła poniedziałków, ponieważ brunet zawsze znikał zaraz po porannej kawie, dojadając ostanie kęsy kanapki po drodze do garażu. Zostawiał ją samą praktycznie na cały dzień, a ona potwornie się bez niego nudziła. Co prawda od czasu do czasu pojawiali się klienci, ale kiedy docierało do nich, że mechanik jest nieobecny, a oni będą zmuszeni zaczekać, żeby z nim pogadać, natychmiast decydowali się na taktyczny odwrót. Ryan mógł spojrzeć na ich maszyny po południu lub następnego dnia, ale oni stanowczo woleli oddać mu je osobiście, ignorując pomoc, którą oferowała blondynka. Nie chcieli zostawiać numerów telefonów ani podawać swoich nazwisk, żeby dało się ich zawiadomić później. Niektórzy byli tak zdesperowani, że zamawiali sobie lawetę, byleby postawić na swoim i dotrzeć do swoich domów. Wracali koniec końców, ale dopiero gdy zbombardowali właściciela warsztatu telefonami, upewniając się, że będzie danego dnia w pracy. Linnea kompletnie nie pojmowała takiego zachowania, w duchu chichocząc z powodu braku cierpliwości oraz tego dziwnego niepokoju u niektórych uprzedzonych mężczyzn. Ci po czterdziestce zazwyczaj strasznie panikowali, tak jakby sama obecność kobiety w pobliżu pogarszała stan ich rzęchów.
Nigdy nie miała odwagi wspomnieć mu o swoich problemach. Dziś też pojechał, więc ponownie musiała wypełnić sobie czas. Zajęła się porządkami oraz fakturami. Wyjęła listy ze skrzynki, zaraz po tym jak wyżeł pogonił wścibskiego listonosza. Zjadła drugie śniadanie i jak zwykle próbowała jakoś przetrwać do obiadu. W międzyczasie przygotowała dla mechanika listę brakujących rzeczy i spraw do załatwienia. W myślach już widziała jego wkurzoną twarz, gdy zobaczy rachunek za prąd. Zanim jednak do tego dojdzie, minie jeszcze kilka godzin. Na razie ponownie odezwała się groźna maskotka warsztatu, a szczekanie oznaczało pojawienie się nowego gościa i rzeczywiście chwilę później do środka wpadła zdenerwowana blondynka.
━━ Dzień dobry. Jestem Linnea. ━━ Odwzajemniła uśmiech, który wydał jej się nieco nerwowy. Może nawet sztuczny. Prędko jednak zrzuciła swoje podejrzenia na karb szkodliwych uprzedzeń względem mieszkańców. Ryanowi bardzo zależało na swobodnej rodzinnej atmosferze, więc nie powinna zwracać uwagi na takie nieistotne gesty. ━━ Przykro mi z powodu psa ━━ dodała i zawiesiła się na kilka sekund. W pierwszej chwili nie rozumiała, dlaczego obca kobieta opowiada jej o swoich prywatnych sprawach. Plamy z krwi na jej bluzce zobaczyła dopiero, gdy tamta zaczęła się gorączkowo tłumaczyć. Linn miała dziwne wrażenie, że ona sama mocniej przejęła się stratą zwierzęcia, niż jego domniemana pani. Przez chwilę zastanowiła się nad tym, czy klientka rzeczywiście wspomniała o swoim pupilu czy jakimś przybłędzie, który przypadkowo wpadł jej pod koła...
━━ Muszę Cię zmartwić, ale kiepsko trafiłaś. Jest jeszcze zbyt wcześnie i na razie nie spotkasz Reda. Poniedziałkowe przedpołudnia to czas na załatwianie formalności, części zamiennych oraz oglądanie projektów remontowych. ━━ powiedziała, marszcząc lekko czoło. Już dawno chciała wywiesić na drzwiach jakąś informację dotyczącą cyklicznej nieobecności właściciela, ale zawsze przypomniała sobie o tym po fakcie. Stali bywalcy zdążyli przywyknąć do tej niedogodności, lecz nowi klienci zazwyczaj nie mieli o tym zielonego pojęcia. ━━ Ma ambitne plany na rozwój firmy, ale na czarodziejską różdżkę już mu niestety nie starczyło kasy. Znając go to właśnie stoi w jakiejś niebotycznie długiej kolejce do okienka i narzeka na cały świat ━━ wywróciła teatralnie oczami, śmiejąc się z własnego żartu. Stary trick na rozładowanie napiętej atmosfery. Oparła się o jedno z krzeseł, zerkając przez ramię. Przez ogromne okno mogła zauważyć stojący na podjeździe samochód jasnowłosej, a ten widok przypomniał Salhén o celu jej wizyty. Samotność i nuda musiały najwyraźniej doskwierać jej tego dnia znacznie mocniej, niż zazwyczaj, skoro zagadywała kogoś, kogo widziała pierwszy raz w życiu.
━━ Przepraszam. Wątpię, że będę w stanie Ci pomóc, jeśli to poważna usterka ━━ przyznała i obejrzała się na swoje biurko, gdzie nadal piętrzył się stos teczek i nieposegregowanych dokumentów. Linnea wzruszyła ramionami, sądząc że w ten sposób da tamtej jednoznacznie do zrozumienia, że nie ma co liczyć na profesjonalną pomoc z jej strony. Nie chciała się przesadnie tłumaczyć,. Zazwyczaj nie przejmowała się, że nie potrafi, bo w końcu Red zatrudnił ją bardziej w charakterze recepcjonistki czy księgowej, względnie sprzątaczki i sekretarki, niż drugiego mechanika. Od podawania kluczy i segregowania narzędzi miał tych namolnych małolatów, którzy liczyli, że za drobną przysługę dostaną kilka dolarów albo darmową lekcję. Widząc jednak poddenerwowanie nowej klientki, zarysowany mocniej pod materiałem bluzki brzuch, który świadczył o niedawnym porodzie, postawiła się mimowolnie w jej sytuacji i postanowiła zrobić więcej niż zazwyczaj. ━━ Ryan wróci dopiero w porze obiadowej i wtedy z pewnością chętnie zerknie na Twój samochód fachowym okiem. Na razie jeśli masz czas i ochotę... możemy spróbować razem coś zaradzić. Tak czy siak nie mam nic innego do roboty! ━━ skłamała, ale nie czuła się winna. Każdemu przyda się czasem odmiana. ━━ Podniesiemy maskę, a nawet obejrzymy cały samochód od spodu. Trzeba zobaczyć, czy żwir albo większe kamyki nie dostały się w szczeliny. Wystarczy, że go przestawisz. Musisz tylko wjechać na prostych kołach, po tych żółtych liniach. Inaczej trafisz do dziury, a wtedy same nic nie poradzimy! Swoją drogą, to całe szczęście, że gdzieś nie ugrzęzłaś!
 ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄



 ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄