JustPaste.it

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

               

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Zaczął się dzień, to chyba normalne w tym świecie. Słońce wstaje, wszystko budzi się do życia, wszystko łanie, pięknie i tak dalej. Wszyscy są szczęśliwi i z uśmiechem na ustach już od rana oddają się swoim ulubionym weekendowym czynnością. Ale..no właśnie zawsze musi być jakieś ale skrywające wyjątek. A tym wyjątkiem jestem ja. Tak właśnie ten koleś, który nie ruszy swojego tyłka wcześniej niż o dwunastej z łóżka...no chyba, że musi. A, że czasem nie musi, to już inna sprawa.

Ten dzień jednak nie należał do tych leniwych. Też chciałbym się wyspać tak jak inni, w spokoju zjeść śniadanie i iść spać dalej...Jednak od rana przeszkadzano mi w tym. Ledwo uciszył się mój budzik, a ja zdążyłem przewrócić rozleniwione ciało na drugą stronę już musiał ktoś zadzwonić. I tak co kwadrans. Nie mając już innego wyjścia, zwlekłem się z łóżka i na wpół przytomny wszedłem w dzisiejszy dzień. Czas mijał mi stosunkowo wolno, wiec nawet nie spostrzegłem kiedy mój kochany zespół zdążył wparować mi do domu i rozgościć w salonie w pełnym makijażu i stroju. Moja mina pewnie była bezcenna kiedy wszedłem do owego pokoju ze szczoteczką do zębów w ustach i samych bokserkach. 

Jeszcze nie do końca ogarniający co się dzieje odprowadziłem się najszybciej jak tylko mogłem do stanu używalności i zaraz pojechałem z chłopakami na miejsce, gdzie i my i kilka innych zespołów będzie wystawiać swoje koncerty, a po nich rozdawać autografy. Trochę czasu nam to zajęło, ale kiedy bezpiecznie dotarliśmy już na miejsce nie mogliśmy odpędzić się od fanów. Dobrze, że chodziło z nami dwóch ochroniarzy, bo w innym wypadku zjedli by nas żywcem...albo zrobili coś innego sądząc po wyrazach twarzy niektórych z dziewczyn.

Powoli zapadał zmrok, kolejne zespoły na zmianę wychodziły na scenę i z niej schodziły z piskami i krzykami fanów. Czy miałem tremę? Po wypaleniu połowy paczki fajek już nie zwracałem uwagi na stres. - Kiedy się w końcu oduczysz palić? - usłyszałem za sobą kiedy podpalałem kolejnego z rzędu papierosa. - Wolisz żebym przychodził na koncerty naćpany, czy żebym palił? - odparłem. Odkąd tutaj jesteśmy atmosfera jest niezwykle napięta i sądząc po reszcie zespołu, długo tak nie pociągniemy. Od wybuchu na szczęście uratowało nas wywołanie konferansjera. Z uśmiechami wybiegliśmy na scenę i robiliśmy to co do nas należało.

Nasz występ dobiegał już końca, a ja tylko czekałem, kiedy będę mógł ponownie poczuć smak papierosa w ustach i dym w płucach. Byłem już głodny nikotyny, nie dało się tego inaczej określić. Miałem wrażenie, że jak się dorwę do paczki to wypalę ją całą. Cóż, uzależnienie robi swoje. Doskonale też wiem, że palenie mi nie służy, nikomu nie służy. Miałem wiele problemów przez papierosy, poczynając od tych zdrowotnych, kończąc na kłótniach między członkami zespołu. Tu mieli rację, nie mam już takiego czystego głosu jak kiedyś i znacznie mniejsze możliwości, żeby go wykorzystać. Dlatego parę lat temu byłem na odwyku, jednak nic to nie dało. Jak paliłem tak palę, staram się jednak ograniczać, a przyjaciele w miarę możliwości pozbawiają mnie możliwości zbyt częstego palenia. Sądzę, że przy ich pomocy w końcu to rzucę. Dla zespołu jestem zdolny do wszystkiego. Tylko różnie mi się to udaje. 

Na reszcie zeszliśmy ze sceny, to był na prawdę ciężki dzień. Doczołgaliśmy się do garderoby z towarzyszącym nam, jak zawsze śmiechem. Niestety, tak jak się spodziewałem. Nie wytrzymali zbyt długo w spokoju i wybuchli. Poszło o to samo co zwykle  od paru lat. Głównym tematem było moje palenie. Nie miałem ochoty się z nimi wykłócać, więc szybko pozbyłem się makijażu i wyszedłem. Byliśmy ostatnim zespołem co oznaczało, że sporo osób już wróciło do siebie. To dobrze. Na zewnątrz gdzieś tam z oddali dochodziły krzyki fanów, jeszcze ktoś grał, pewnie tylko dla zabawy. Jednak teren nieopodal sceny był prawie pusty. Udałem się tam, tam gdzie mrok mógłby pożreć człowieka i tylko wypluć kości. Tam przynajmniej wydawało się być spokojnie. 

Tym razem też nie było mi dane być otoczonym jedynie przez spokój. Oparłem się o jeden z boksów i zaciągnąłem się dymem z żarzącego papierosa. Po chwili zza rogu wyłoniła się jakaś postać. Początkowo nie zwróciłem na nią uwagi. Pewnie jakiś ćpun, albo przybłęda, pomyślałem. Jednak osoba ewidentnie mnie dostrzegła i zamiast odejść w swoją stronę, zostawiając mnie w spokoju postanowiła się zbliżyć i niezwykle spokojnym głosem zapytać, czy może mi jakoś pomóc. 

Kąciki moich ust podniosły się nieznacznie w drwiącym uśmiechu. Cieszyłem się, jednak, że w miejscu gdzie stoimy panuje mrok, w którym trudno wypatrzyć cokolwiek. Zaciągnąłem się jeszcze raz dymem zanim odpowiedziałem. - Wątpię, żebyś zdołała, ale dzięki za chęci. - odparłem, ale nie drwiąco, normalnie. Zaciągając się ponownie wypaliłem papierosa. Zgniotłem końcówkę między palcami i wrzuciłem do pobliskiego kosza, nie widziałem czy rzuciłem celnie. Dopiero teraz postanowiłem przyjrzeć się owej osobie.

Zmierzyłem dziewczynę dokładnie spojrzeniem od ciemnych butów po czubek rozwianej fryzury. Tym bardziej zdziwiła mnie jej obecność, bo to miejsce nie należało do bezpiecznych. Kręcili się tu różni ludzie, ABS'y, dilerzy, ćpuny i inni tacy. Ja tu pasowałem, przecież poznałem ten świat dosłownie od podszewki, ale ona? Raczej nie należała do rozrabiaków, ćpunów, a już tym bardziej do tych, którzy sprzątnęli by kogoś za złe spojrzenie. Z resztą ze swoim metr pięćdziesiąt wzrostu świata nie zawojuje. 

Ponowie podniosłem spojrzenie na twarz zabłąkanej dziewczyny, którą oświetliło światło reflektorów z przejeżdżającego autobusu. Któraś grupa postanowiła wracać. - Raczej pomoc przydałaby się tobie, co? - spytałem, ale dziewczyna nawet nie musiała odpowiadać. Wyprostowałem się chowając zapalniczkę, którą bawiłem się przez cały czas. - Chodź - rzuciłem robiąc pierwsze kroki w kierunku plątaniny autobusów, przyczep, samochodów i takich tam. - Podobały ci się występy? - spytałem chcąc przerwać niezręczną ciszę, która zapadła pomiędzy nami. Nie byłem pewny czy na nich była, ale w końcu po co innego przyszłaby tu dzisiaj?