JustPaste.it

merciless.png

 ⠀⠀⠀Nazywano go pierwszym magiem planety. Twórcą Mrocznej Twierdzy i Panem Demonicznych Ras. Migoczące Krainy okazały się jego ostoją. Bezpiecznym miejscem, w które udał się po wygnaniu z ziemskiej rzeczywistości. Stary Bóg już wcześniej wyczuwał kres swego panowania. Jego nadzieją na ponowną chwałę było naczynie, które od wieków czekało na narodzenie Szkarłatnej Wiedźmy.
 ⠀⠀⠀Legendy mawiały, że tuż po narodzinach pobłogosławił jedno z bliźniąt narodzonych na Górze Wundagore. Dziewczynka, nieskalana grzechem została potajemnie obdarzona Magią Chaosu, by w przyszłości służyć jako naczynie dla Pana Ciemności.
 ⠀⠀⠀Słabe dusze smakują najsłodziej.
 ⠀⠀⠀Chthon czekał wiele lat na chwilę godną ataku. Moment przepełniony chaosem, bezładem oraz zamieszaniem. Słabością, zwątpieniem i bólem. Jego dzieło wymagało wielu aktorów, lecz od dawien dawna role były ściśle obsadzone.
 ⠀⠀⠀Potrzebował narzędzia idealnego do dokonania zbrodni.

⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀*

 ⠀⠀⠀Doktor o nieznanym imieniu zanikł w labiryncie korytarzy wraz ze swoją drewnianą podkładką. Biała farba pokrywająca ściany przeobraziła się w zatęchły wilgocią kamień, a jeszcze chwilę temu starannie wyszorowana podłoga w pociemniałą ziemię. Wszystko wydarzyło się w ułamku sekundy. Zupełnie tak, jakoby reżyser zmienił scenerię własnego filmu.
 ⠀⠀⠀Wanda nie leżała już na łóżku. Nadgarstki oraz ramiona były skute w metalowe uprzęże. Zakończone ostrymi końcami powodowały głębokie rany, z których sączyła się magiczna krew. Na tym etapie cierpienia były dla niej nieczułe. Godzinami wpatrywała się w kapiące krople krwi, przecinały nicość zatęchłej przestrzeni, by ostatecznie wsiąknąć w surowy grunt.
— Wando, Wando, Wando... — zawołał męski głos gdzieś w oddali, pośród korytarzy. Odgłos ciężkich butów roznosił się pomiędzy kamiennymi murami. Wystarczył sam ich dźwięk, by kobieta poczuła narastające mdłości. 
— Byłaś grzeczna? — rzucił pytanie w eter. Wiedział przecież, że nie była w stanie wykrzesać z siebie słowa. Wraz z dźwiękiem pęku kluczy otworzył metalowe drzwi celi i przyjrzał się tkwiącej pośrodku kobiecie. Mężczyzna zbliżył się do Maximoff, odgarnął kosmyki brązowych włosów z twarzy i zacisnął palce na jej podbródku. Trawiaste tęczówki z bezsilnością zwróciły na niego uwagę. Wanda nie chciała zapamiętać twarzy oprawcy. Choć było ich wielu, to ta konkretna wywoływała u niej wyjątkowo skrajne emocje.
— Dzisiaj twój wielki dzień, pamiętasz? Być może widzimy się po raz ostatni — dodał, przesunąwszy dłonią wzdłuż oziębłego ciała dziewczyny. Była wychudzona i nie przypominała dawnej siebie. Nie zastanawiał się długo. Drugą dłoń zbliżył do własnych spodni. Kobieta zamknęła oczy, mimowolnie chłonąc jego myśli. 
 ⠀⠀⠀Łaskawy Pan przywrócił zbłąkane dziecię.


⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀*

 ⠀⠀⠀Po miękkich ścianach izolatki spływały szkarłatne krople. Wanda siedziała pod ścianą, utrzymywała drżącą dłoń przy rozciętym boku i oddychała głęboko. Spojrzenie utkwione w postaci Zimowego Żołnierza malowało się szarawymi barwami przerażenia. Zaczynała gubić się pomiędzy rzeczywistością a ułudą. Głowa płatała jej figle, a dłonie raz po raz wyzwalały pokłady dziwnej energii, nierzadko wpływającej na ludzi oraz obiekty.
 ⠀⠀⠀Maximoff czuła jak wraz z krwią, uchodzi z niej życie, jednak resztkami sił zebrała się w sobie i podparłszy drugą, wolną dłonią, w miarę możliwości przesuwała się w kierunku Jamesa. Nie zamierzała go słuchać.
— Posłuchaj mnie... — zaczęła, wyciągnęła dłoń w kierunku Barnesa i zatrzymała ją na jego ramieniu. Chciała, by na nią spojrzał. — Posłuchaj mnie, James — powtórzyła. — To nie byłeś ty, rozumiesz? To nie byłeś ty — podkreśliła. Z tymi słowami zbliżyła się do niego, odgarnęła wilgotne włosy z jego twarzy i uchwyciła spojrzenie Zimowego Żołnierza.
— Wiem, że ty nie zrobiłbyś mi krzywdy, jasne? — dodała, wpatrując się w lazurowe tęczówki, które stopniowo powracały do pełnej świadomości. Nie chciała, by uwierzył w ułudę, którą kierował się jeszcze kilka minut temu.
 ⠀⠀⠀Nie dane im było dokończyć rozmowy, bowiem wir jasnego światła porwał otaczającą ich rzeczywistość.


⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀*

 ⠀⠀⠀Magiczny obłok wypluł ich pośród ścian gabinetu. Kościste kolana kobiety dźwięcznie zderzyły się z drewnianą podłogą. Wanda złapała się za głowę, rozbolała ją wyjątkowo mocno. 
— Zanim o cokolwiek zapytacie... — przemówił Stephen Strange, zbliżył się do Szkarłatnej Wiedźmy i Zimowego Żołnierza. — Musicie zdecydowanie odpocząć. — Wanda ściągnęła brwi, pokręciła głową i dźwignęła się z miejsca. Niestety z marnym skutkiem. Równie prędko osunęła się na ziemię, lecz ramię doktora powstrzymało ją przed upadkiem. Dopiero wtem dostrzegła, że była ubrana w coś w rodzaju halki. Niegdyś w białym kolorze, zapewne kontrastowałaby z oliwkową cerą Romki. Teraz bowiem pokryta była brudem oraz krwią. Skórę natomiast okalało wiele otwartych ran.
— James? — wydukała, lecz nie zdążyła spojrzeć w stronę Barnesa. Chciała wiedzieć, w jakim był stanie, jednakże wycieńczenie pogrążyło mutantkę w stanie nieprzytomności.

⠀⠀⠀Minęło kilka bądź kilkanaście długich godzin, zanim Szkarłatna Wiedźma rozchyliła powieki. Światło dnia podrażniło delikatne tęczówki, przez co automatycznie zmrużyła oczy. Dopiero wtedy do jej świadomości dotarły napędzające zewsząd bodźce. Poczuła pulsujący ból w wielu miejscach na swoim ciele. Podrażnienia oraz zadrapania piekielnie rozpalały brzuch, uda i środkową część pleców. Bandaże otulały nadgarstki oraz kostki, które do niedawna tkwiły w metalowych uprzężach.
⠀⠀⠀Wanda odetchnęła głęboko, wraz z powietrzem wypuściła ciężar koszmarów. Wpatrywała się w sufit i poczuła lekkość własnej duszy. Sumienie, któremu ubyło kilka masywnych kilogramów, jak gdyby oczyszczone ze wszystkich złych uczynków.
⠀⠀⠀Sumienie wyrwane z uścisku demona.

⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀*

⠀⠀⠀Doktor Strange nie zamierzał owijać w bawełnę. Na świecie działo się zbyt wiele, aby mógł pozwolić sobie na karmienie ich złudnym kłamstwem. Dwójka pojmanych przez demona dusz wysłuchiwała monologu w jawnym osłupieniu. Maximoff wpatrywała się w bliżej nieokreślony punkt, nie czuła nawet piekących oczu.
— Nie rozumiem. Zostały pojmane nasze dusze, a ciała fizycznie pozostały tutaj?
— I tak i nie. Twoje ciało Wando, było fizycznie przetrzymywane, dlatego rany, które ci zadano, są zgoła odmienne od tych, które... Sami wiecie. Zaś Twoje ciało James - pokonało fizyczną wędrówkę po uniwersach. Oboje zniknęliście około dwóch miesięcy temu. Tuż po wojnie z Thanosem. Możliwe, że nie pamiętacie wszystkiego. — Stephen powstał z fotela, dłonie splótł za plecami i zatrzymał się przy oknie. — Odkąd zniknęliście, nastąpiło wiele zmian. Jako Avengers próbujemy zapanować nad Nowym Porządkiem, lecz niestety nie każdy opowiedział się po stronie mutantów oraz nie każdy z nas przeżył wielką wojnę. Tony, Natasha i Steve. Musieliśmy pożegnać ich na dobre, a to z kolei łączy się z powodem, przez który Chthon wybrał właśnie ciebie, Bucky. Po stracie przyjaciela twoja dusza osłabła, aktywacja Zimowego Żołnierza była kwestią czasu, dzięki czemu mogłeś z łatwością zabić Wandę pozbawioną mocy.
 ⠀⠀⠀Przecież słabe dusze smakują najsłodziej.

— Przejmując twoje ciało, Wando, Chthon mógł przejąć kontrolę nad umysłami mutantów. Mógł zapanować nad naszą planetą, manipulując wpływowymi osobami na całym świecie, później stopniowo przejmować kolejne uniwersa. Chaos po wojnie z Thanosem był mu na rękę. Teraz jesteś na celowniku, tak samo jak ty, Bucky. Według rządu pomogłeś zagrażającemu ludzkości gatunkowi. Od dwóch miesięcy dokonywane są masowe mordy na mutantach i istotach nadprzyrodzonych, ktokolwiek widzi niepokojące oznaki w zachowaniu albo wynaturzenia na ciele jest zobowiązany do poinformowania odpowiednich służb, lecz również dobrowolnie może dokonać zabójstwa. Tak po prostu, zupełnie bezkarnie, bo przecież przysłuży się ludzkości. Obecnie światu zależy tylko i wyłącznie na czystości gatunku. Człowiek z krwi i kości nieskalanej wyższymi siłami ma pozostać jedyną myślącą istotą na naszej planecie.
⠀⠀⠀Maximoff i Barnes siedzieli naprzeciw Doktora Strange'a. Oboje nie wiedzieli, co powiedzieć. Natłok informacji przytłoczył ich do tego stopnia, że Władczyni Chaosu obawiała się utrzymania na wodzy własnych mocy.
— Pamiętam wojnę z Thanosem i stratę naszych przyjaciół, ale ten Nowy Porządek... Kto za tym stoi? Jak możemy temu zapobiec? Gdzie są X-Meni? Gdzie są Pietro i Lorna? — Nachyliła się w stronę rozmówcy. — Widziałeś wszystko, co nam się przytrafiło?
— Musiałem, inaczej nie zdołałbym was odnaleźć. Niektóre z wydarzeń były złudne. Jak ośrodek, w którym przebywaliście, lecz ostatnie wizje były iście realne. Wspomnienie z wojny było prawdziwe. — Stephen spojrzał na Barnesa, po czym przeniósł wzrok na Maximoff. — Tak samo jak wasza ostatnia walka i wspomnienie z celi. — Wanda wyprostowała się, przełknęła ślinę i w tym samym momencie obrazy zalegające na ścianach, zadrżały, później dźwięcznie upadając na podłogę. Zaskoczona Maximoff spojrzała w ich kierunku. W odłamkach szkła dostrzegła własne, marne odbicie. Popękane zupełnie tak, jak jej dusza.
— Oboje potrzebujecie dużo czasu, aby oswoić się z Nowym Porządkiem i przede wszystkim z tym, co się wydarzyło — wtrącił — Odpocznij, Wando, a Ty, Bucky. Mógłbyś zaczekać?
⠀⠀⠀Szkarłatna Wiedźma bez oporów opuściła gabinet Najwyższego Czarnoksiężnika. Wystarczająco zirytował ją fakt zignorowania zadanych przez nią pytań. Drzwi przydzielonego pokoju oraz łazienki zatrzasnęły się za pomocą magii. Mutantka odruchowo złapała się za głowę, nie mogąc złapać oddechu. Łzy wściekłości spłynęły po pobladłych policzkach, a niemy krzyk opuszczał gardło. Zaciśnięte pięści kilkukrotnie uderzyły w krańce zlewu i stłumiły dźwięk pękającego na lustrze szkła. Gdy w końcu uniosła spojrzenie, odbicie w lustrze wzmocniło potęgującą we wnętrzu złość. Jeden ruch szkarłatnej dłoni oderwał szklany przedmiot od ściany, później pozwolił mu przebić się przez drzwi za jej plecami i podążyć w prostej linii, by ostatecznie rozbić się nad ramą łóżka.


⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀*

⠀⠀⠀Stephen zaczekał, aż Wanda opuści jego gabinet i dopiero wtedy przeniósł spojrzenie na Zimowego Żołnierza. 
— Przykro mi z powodu twojej straty — powiedział, próbując dodać towarzyszowi otuchy uśmiechem. Oboje wiedzieli, że to nikłe pocieszenie. — Steve zostawił coś dla ciebie, zanim zdecydował się odejść. — Wraz z jego słowami nad otwartą dłonią czarnoksiężnika pojawiła się zamknięta koperta. Pozwolił Barnesowi na uchwycenie jej, po czym kontynuował.
— Jeszcze dzisiejszego wieczoru muszę opuścić to miejsce, czekają na mnie inne obowiązki, ale Hawkeye powinien być już w drodze. Pomoże wam przedostać się przez granicę Stanów Zjednoczonych. Wanda mogłaby was teleportować, ale... coś jest nie tak. Czuję, nawet teraz, że jej magia wymyka się spod kontroli. Nie wiem, dokładnie, przez co przeszła, nie widziałem zbyt wiele, ale... — W tym momencie przyłożył palce do zatok, zupełnie tak, jakby rozbolała go nagle głowa.
⠀⠀⠀To nie mógł być przypadek.
⠀⠀⠀Strange pokręcił głową, a gdy ponownie uniósł spojrzenie na towarzysza, jego twarz jakby pojaśniała.
— Uważajcie na siebie i nie wpakujcie się w kłopoty. Jestem pewien, że Clint odpowie na więcej waszych pytań. — Doktor rozmył się w przestrzeni, pozostawiając Barnesa w samotności.