╔════════════════════════════════════════════════════════════════════════════════════╗
- Na pewno chcesz wracać do domu? Zaczęło się ściemniać. - Oznajmiła zatroskana dziewczyna Brooksa.
-Może odprowadzić cię?- miała rację , wieczorne niebo przypominało raczej budyń o smaku pomarańczy niż ciepły, pogodny poranek. Chmury wiszące nad nami, mieszały się z ostatnimi promieniami ciepłego słońca , które jakby dodawały im ostatniego uroku. Ono uciekało właśnie by oddać teraz rolę komuś innemu, nadchodzący z drugiej strony księżyc był powolny. Pełna tarcza w otoczeniu pozwoli pojawiających się w jego sąsiedztwie gwiazd przypominała atmosferę prawdziwego filmu. Tylko jednym haczykiem było to, że życie to nie jest dobry film, w którym każdy gra jakieś ważne bądź mniej ważne rolę.
Byłam w stanie wymienić kilkanaście powód tego mało, idealnego życia jakim mnie obdarzono.Straciłam rodziców, brata. Nie mogłam sobie poradzić w codziennym życiu, najbardziej bolał fakt, że nigdy nie mogłam się do nich już nigdy przytulić,porozmawiać.Po długiej drodze w końcu się udało. Wyszłam na swoje, dalej uczę się żyć i nie zamierzam przestać. Tylko w ostatnich dniach .. czuję się obserwowana, jakby ktoś chodził za mną krok w krok. Okropne uczucie.
Uniosłam wzrok na przyjaciółkę, która energicznym ruchem dłoni machała przed moją twarzą. Otworzyłam usta , ale wydając z siebie odgłos westchnienia, kichnęłam. Co wywołało u niej napad nie opanowanego śmiechu, nie rozumiem co śmieszy tak brunetke. Wzruszyłam ramionami, poprawiając dłonią zakolanówki w białym kolorze.
-Więc? Prowadzisz sobie?- spytała na co pokiwałam głową.
-Tak , nie martw się. Gdybym potrzebowała pomocy zadzwonię. - upewniłam ją o swoim zadaniu. Mieszkałam w dzielnicy daleko położonej od jej domu jednorodzinnego , niestety mieszkanie po babci musiałam sprzedać, a dom rodzinny dalej pozostawał w niemalże nie naruszonym stanie. Od czasu do czasu zaglądałam tam ciągle miałam jednak wrażenie że pracy przy nim nie ubywa. Paul chciał żeby została z nim, jednak nie uważałam tego za dobry pomysł, po tych wszystkich wydarzeniach potrzebowałam czasu.. i samotności a opłata tych kilkunastu metrów wcale nie jest za droga, właścicielką kamienicy jest starsza, wyrozumiała kobieta po sześćdziesiątce. Dlatego pomagając jej w domu i innymi obowiązkami ona pozwala mi mieszkać.
Wracając do domu , wstąpiłam do pobliskiego sklepu by kupić sobie coś dobrego na kolację. Wtedy dopiero poczułam okropny zapach, pochodzący z zaciemnionej uliczki. Podeszłam tam w obawie, że ktoś potrzebuje pomocy. Jednak nikogo tak nie było, dopiero w tym momencie przekonałam się że ktoś przede mną stoi. Dziwna powtórka z rozrywki? Kilka miesięcy temu zdarzyło się dokładnie to samo. Miałam tylko nadzieję że mi się to śni.Ktoś wyłonił się z za rogu, a serce zaczęło bić jak oszalałe, myśli rozległy się w dwie strony. Chwilę później całe zamieszanie ustało, zaś ja mogłam obserwować jak jakiś mężczyzna odchodzi.
Nabierając do płuc jak najwięcej powietrza, przymknęłam mocno powieki. Błagam by to był tylko głupi żart i by więcej razy to nie miało miejsca, ponieważ gdy znowu stanę przed obliczem tej nieznajomego to serce stanie mi w piersi, kończąc moje marne życie w sposób nieprzyjemny. Ocknowszy się z amoku, powoli wstałam. Ostrożne podeszłam do ulicy, rozglądając się na wszelkie sposoby, aby upewnić się że zniknął.Całe to wydarzenie pewnie jest jakimś marnym żartem dzielnicowych dzieci, zawsze szukają kogoś kogo mogli by wystarczyć i niemal natychmiast uciec by mieć z tego dużo radochy, śmiechu oraz opowiadań. Zawsze zdarzało mi się widzieć jak przebierali się za jakieś potwory i ścigali ludzi , ale ten pomysł był okropny. Gdyby na moim miejscu była jakaś bezbronna staruszka , jej serce z pewnością nie wytrzymało by takiego napadu paniki.Mój spokój nie trwał jednak zbyt długo. Ktoś zaczaił się i rzucił na mnie w najmniej spodziewanym momencie przykładając mi do ust i nosa jakąś szmatkę nasączoną śmierdzącą substancją. Próbowałam się wyrwać jednak nieznajomy okazał się silniejszy owa substancja równie szybko zaczęła działać. W momencie moje nogi stały się jak z waty, a powieki były ciężkie jak ołów.
[...]
Kilka godzin później obudziłam się w jakimś dziwnym miejscu.Mrok który tam panował rozjaśniała ledwo świecąca lampka stojąca w rogu. Chciałam złapać się za bolącą głowę jednak uniemożliwiły mi to związane dłonie. Cholera..Co się tu działo? Wiedziałam że ponowna znajomość z Paulem wprowadzi mnie w kłopoty. Mimo to nie potrafiłam z niego tak łatwo zrezygnować. W głębi duszy miałam nadzieję że to kolejny dowcip który przygotował z Hectorem albo Oscarem, że zaraz wyskoczą śmiejąc się w niebo głosy. Tak się jednak nie stało, zamiast nich do pomieszczenia weszło dwóch rosłych mężczyzn.Jeden z nich przykucnął obok mnie uważnie się mi przyglądając.
- Czy to jakiś kolejny dowcip? - zapytałam na co pokręcił głową.Gdy drugi z nich nachylił się nade mną aby coś mi zrobić, nie wiedząc jak się bronić naplułam mu prosto w twarz.Co innego mogłam zrobić mając związane ręce? Nic. Po pół godzinie przyszedł ktoś jeszcze, wysoki blondyn o dość specyficznych tęczówkach.W tym czasie jego znajomi zdążyli złapać kilka siniaków i zadrapań, a ja zdążyłam poranić sobie nadgarstki od sznura którym uprzednio nie za dobrze związali mi ręce.
- Przysięgam, przy najbliższej okazji odstrzelę jej łeb. - syknął jeden z nich wymachując rękami. Podniósł mnie i posadził na krześle, dzięki czemu uważniej mogłam przyjrzeć się jego nowemu towarzyszowi. Przełknęłam ciężko ślinę rozglądając się również po pomieszczeniu. Jedyną drogą ucieczki były drzwi które zastawiał kolejny mężczyzna.
- Cudnie.. jednak za nim Twój przyjaciel odstrzeli mi głowę, może wyjaśnisz mi co się tu dzieję? Gdzie jestem? Po co jestem wam potrzebna? -zalałam go masą pytań uważnie się mu przyglądając.Uniosłam jedną brew ku górze wyczekując jakiejkolwiek odpowiedzi.Ani trochę nie wyglądał na kogoś kto miał dobre zamiary, zdecydowanie czułam się bezpieczniej kiedy nie było go w pobliżu.
