JustPaste.it
dfa7c4cad7cc7d20685b1cc6bf5d6ce5.jpg
ʟᴏsɪɴɢ ᴍʏ ᴡᴀʏ...

Życie Margo nigdy nie należało do łatwych. Choć była wyczekiwanym i bardzo kochanym przez obojga rodziców dzieckiem, nie wszystko układało się tak kolorowo, jak wyglądało z zewnątrz. To były tak naprawdę tylko pozory, których kurczowo trzymał się Seth James. Dla niego opinia współpracowników, sąsiadów, czy nawet najbliższych przyjaciół, była niezwykle ważna. Takowe zachowania wyniósł z rodzinnego domu. Pochodził z majętnej, szanowanej rodziny. Dlatego kiedy poznał Margaret Sawyer, pojawiły się na jego drodze pierwsze, poważne komplikacje. Kobieta wywodziła się z rodziny cyrkowej. Nie posiadała żadnego wykształcenia i właśnie w taki sposób zarabiała na życie.

Pomimo wielu przeciwności losu, para zdecydowała się kontynuować swój związek, co tylko jeszcze bardziej zaogniło konflikt pomiędzy zakochanymi, a najbliższymi Setha. Ten drugi był przekonany, że jego najbliżsi w końcu odpuszczą, dzięki czemu upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu. Liczył na to, że zatrzyma przy sobie piękną Margaret, zachowując przy tym swoje przywileje. Mylił się, ponieważ rodzina odwróciła się od niego, zrywając wszelkie kontakty. Co wiązało się również nieodzownie z tym, że został on wydziedziczony z rodzinnego majątku. Był to dla niego ogromny cios, ponieważ młodzieniec przywykł do wygodnego życia na garnuszku bogatych rodziców. Przez myśl przeszło mu nawet, żeby rozwieść się ze swoją świeżo poślubioną żoną. Owszem, kochał ją, jednak nie tak bardzo jak swój status społeczny. Niestety wtedy okazało się, że kobieta spodziewa się dziecka. Wiedząc o tym James zrezygnował ze swoich zamiarów.

Tak mijały lata. Malutka Margo dorastała coraz bardziej upodabniając się do swojej matki. Odziedziczyła po niej nie tylko urodę, ale również niezaprzeczalny talent, oraz miłość do sztuki cyrkowej. Seth nie chciał tego zaakceptować. Poświęcił się całkowicie swojej pracy. Robił dosłownie wszystko, żeby bywać w domu jak najmniej. Co znacznie odbiło się na jego relacjach z Margaret oraz Margo. Nawet w momencie, w którym podczas jednego z prowadzonych dochodzeń, zaczął otrzymywać liczne pogróżki, nie zrobił nic, aby ochronić swoją rodzinę. Po prostu zignorował je wszystkie, chcąc doprowadzić do końca śledztwo, które przyniosłoby mu ogromny rozgłos. Najwyższą cenę za ten błąd zapłaciła jego żona, kiedy pewnej letniej nocy zginęła z rąk nieznanego napastnika.

Od tamtej chwili życie nastoletniej jedynaczki, bezpowrotnie utraciło swój blask i sens. Dziewczyna nie potrafiła pogodzić się ze stratą ukochanej matki. Ojciec nie okazał jej nawet krzty swojego wsparcia. Margo była zdana tylko i wyłącznie na siebie, ponieważ pogrążony w żalu Seth, topił swoje smutki w alkoholu, włócząc się po barach, zamiast trwać u boku cierpiącej w samotności córki. Jednak, kiedy pojawiał się w domu sytuacja wcale nie ulegała zmianie. Z każdym dniem było coraz gorzej. Nałóg Setha pogłębiał się, przez co stał się wyjątkowo agresywny wobec córki, która mimo wszystko, starała się go z niego wyciągnąć. Mężczyzna bił ją, dając w ten sposób upust swojej rosnącej frustracji.

W momencie, w którym Margo myślała, że już gorzej być nie może, dowiedziała się przypadkiem, że to właśnie jej ojciec odpowiada za śmierć Margaret. Nie mogąc znieść tej myśli, uciekła zostawiając całe to bagno za sobą. Dziewczyna faktycznie skutecznie uwolniła się spod tyranii ojca, ale to wcale nie oznaczało końca jej problemów. Początkowo pomieszkiwała na zmianę u swoich szkolnych znajomych. Nie mając jednak żadnych środków do życia, ostatecznie wylądowała na ulicy. Od tamtej pory łapała się każdego zajęcia, byleby tylko móc jakoś wyżyć. Po kilku trudnych latach, zrozumiała, że nie chce dla siebie takiego nędznego, życia. Dlatego wykorzystując zgromadzone oszczędności, zdecydowała się wyjechać z rodzinnego Seattle, za swój cel obierając zupełnie inny kraj.

◇◇◇◇◇

Docierając do Londynu, Margo tryskała entuzjazmem. Pomimo niezbyt optymistycznej, deszczowej aury, uroczy na swój sposób uśmiech,  nie schodził nawet na chwilę z jej nieco pobladłej twarzy. 23-letnia dziewczyna była oczarowana nowym miejscem. Będąc jeszcze na lotnisku, przycupnęła wygodnie na jednym z wolnych krzeseł. Następnie wyjęła z niewielkiej torby swój "magiczny szkicownik" i chcąc uwiecznić tę chwilę, oddała się kolejnej swojej wielkiej pasji. Niestety w pewnej chwili zrobiło się zbyt tłoczno, żeby Sawyer mogła skupić się na wykonywanej czynności. Niewiele myśląc, zabrała swoje graty i ruszyła w kierunku wyjścia. W myślach zanotowała sobie, żeby złapać jakąś wolną taksówkę. Po krótkim czasie, gdzieś za nią rozległ się hałas. Zaciekawiona powstałym zamieszaniem, odwróciła się na moment, żeby zlokalizować jego źródło. Jednak wciąż idąc przed siebie nagle wpadła w kogoś z ogromnym impetem. Straciła równowagę, ale czyjeś silne ramiona skutecznie uchroniły ją przed spektakularnym upadkiem. Wtedy spotkała się z parą wyjątkowo chłodnych, świdrujących ją oczu.

- Uhmmm...przepraszam. Ja nie...- Czuła się jak idiotka, której mózg z nieznanych przyczyn przestał działać. Zażenowana potrząsnęła tylko głową, przez co kilka niesfornych, brązowych kosmyków włosów, chytrze wymknęło się z luźnego koka. - Cześć...- Rzuciła w końcu, i pokusiła się nawet na drobny uśmiech, chcąc obrócić całą tą niezręczną dla niej sytuację w żart.