JustPaste.it
𝙏𝙝𝙚 𝙂𝙤𝙙  & 𝙏𝙝𝙚 𝙑𝙖𝙡𝙠𝙮𝙧𝙞𝙚

 

2d50d40d9e4e8c3c431db819cc02a673.jpg

 


 Początek i koniec. Ragnarok.

Miejsce, które domniemanie powinno kojarzyć się z ciepłymi, nieskalanymi wspomnieniami, powoli znikało w moich bystrych tęczówkach, ostro spoglądających zza szyby ogromnego statku. Przez większość swojego życia żyłem w nienawiści, dążyłem do śmierci zarówno Odyna, jak i planety na której wychowałem się wbrew swojej woli, a gdy miałem to przed swoimi oczami, wręcz na wyciągnięcie ręki, odczuwałem nieopisany żal.. Być może nawet współczucie? Tysiące mieszkańców straciło dzisiaj dach nad głową. Powinienem każdego z osobna poklepać po plecach? Zdawałem sobie doskonale sprawę, jakie mieli o mnie zdanie, akurat gdy tymczasowo nie ratowałem niegodziwych osobników z paszczy pierworodnej siostry. Czy wszystko zdawało się być bolesną iluzją, czy to Odyn sprawił, że nie mogłem przestać myśleć o sobie inaczej, jak o potworze z nocnych koszmarów? Ukochany ojczulek już dawno odszedł na tamten świat, dołączając do poprzednich Bogów, jednakże wciąż miał nade mną władzę i sprawiał, że każdego dnia znajdowałem coś, za co nienawidziłem się jeszcze bardziej.
Słaby uśmiech wykrzywił moje blade wargi, gdy kolejna eksplozja rozjaśniła na chwilę ciemniejącą przestrzeń, całkowicie już zamierając w oddali. Koniec przedstawienia? Na to wygląda. Asgard zamienił się w popiół, bajeczkę, którą inni będą mogli opowiadać dzieciom na dobranoc. Sądziłem, że zaboli mnie to mocniej, lecz od dłuższego czasu nie byłem związany ani psychicznie, ani fizycznie z tym miejscem. Nawet rola Odyna, na długo przed zjawieniem się Thora, nie dawała mi już takiej satysfakcji. Nie starałem się w zupełności, popełniałem wiele błędów nie zważając na język, a i tak, żaden z obecnych poddanych nie podważył mojego zdania, ślepo brnąc w przygotowane kłamstwo.
Nie byłbym oczywiście sobą, gdybym opuścił planetę bez ukochanego Kamienia Nieskończoności, obecnie dzielnie ukrytego przed wścibskim nosem braciszka, jak i jego nowych przyjaciół. Doprawdy, za każdym kolejnym razem, znajdował wręcz idealnych wyrzutków do swojej osoby. To musiał być jego talent specjalny. Ślepo wierzył w moją dobrą stronę, która jednak nie miała kluczowej roli w żadnej przeze mnie podejmowanej decyzji. Odwróciłem się na pięcie z zamiarem odejścia w kierunku swojej kwatery, zderzając się mimochodem z brunetką. Posłaliśmy sobie złowrogie spojrzenia, które zwieńczyłem dodatkowo swoim głupkowatym uśmieszkiem i minąłem wojowniczkę, nie mając obecnie ochoty na żadne potyczki słowne. Tak usilnie pragnęła pokazać Thorowi, że nie była taka jak ja. Prawa, lojalna, Valkyria.. Zbiór samych asgardzkich cnót. Robiło mi się od tego niedobrze. Czyż nie ona sama wybrała życie z dala od obowiązków, zaaferowana idiotycznymi potyczkami, piciem bez umiaru, jak i zupełnym zapomnieniu o swoim pochodzeniu? JA, mimo wszystko, nadal pamiętałem kim byłem i kim mogłem się stać.


Kilka tygodni później.


- Midgard to Twój kolejny, błyskotliwy plan? - westchnąłem z dezaprobatą, przechadzając się po kwaterze swojego brata. Valkyrie i reszta jego nowych, zaaferowanych przyjaciół zmierzyła mnie wzrokiem, na co jedynie uniosłem dłonie ku górze w geście poddania i sięgnąłem po napełniony złocistym płynem kieliszek. Z pewnością nie miałem zamiaru wysłuchiwać tego wszystkiego na trzeźwo. 
- Czyli jak dobrze rozumiem.. Uważasz, że sprowadzenie naszego ludu i utworzenie tam dla nich wioski na ziemi, to wspaniały pomysł? Co Ci przyszło do głowy?! - przewróciłem oczami, podchodząc do jednej z szyb, która chcąc nie chcąc, oddzielała mnie od obecnej ucieczki.
- Bracie, czy niczego się jeszcze nie nauczyłeś przez te wszystkie lata? - dłoń Thora wylądowała na moim ramieniu, a ja wzdrygnąłem się z obrzydzeniem, przypominając sobie ostatnią wizytę w Nowym Jorku. Ziemski czarownik, igrający ze mną i moimi mocami. Nie miałem jeszcze okazji odpłacić mu się za poprzednią zniewagę. Zmarszczyłem brwi, zaszczycając blondyna krótkim spojrzeniem.
- Nauczyłem się wiele, to Ty uważasz moje decyzje za nietrafione. Midgard nie jest dobrym miejscem na osiedlenie tam resztek naszego ludu. Poza tym.. Wystarczy, że zmaterializuję się w dowolnym miejscu, a człowieczek z peleryną pośle za mną magiczny list gończy. Chociaż raz mógłbyś utrzymać swoich przyjaciół w ryzach. - prychnąłem, opróżniając kieliszek. Zjawienie się na ziemi było dodatkowym problemem, jeżeli chodziło o utrzymanie Tesseractu w tajemnicy. Stephen Strange nie popuści mi tego płazem.
- Dlatego odwiedzisz Midgard razem z naszą nową znajomą.. - uśmiechnięty od ucha do ucha Thor, wskazał czym prędzej na Valkyrie, która zdawała się być niesamowicie zachwycona tymże pomysłem naszego nowego Władcy. - Zależy mi, aby było to miejsce w którym po raz ostatni widzieliśmy naszego ojca..
- I psychopatyczną siostrę, dzięki której teraz tutaj tkwimy? - wkradłem mu się w słowo, myśląc o tym, jak absurdalnie to wszystko brzmiało.
- Nie mów tak, miała swoje problemy..
- I przez nie pozbawiła Cię oka? Na pewno Twoim marzeniem było zostanie piratem. - odstawiłem szklankę, mrużąc przy okazji powieki. - Zrobię to. Nie mam przecież innego wyjścia, a sam raczej nie wpadłbym na lepszy pomysł, choć nie wiem, czy istnieje coś gorszego.. Wspomnisz jeszcze moje słowa, bracie. I nie, to nie groźba, tym razem. - sięgnąłem po otwartą butelkę złocistego trunku, którą zamierzałem zachować tylko i wyłącznie dla siebie w tym momencie.
- A teraz wybaczcie, ale mam ciekawsze rzeczy do roboty, niż.. To towarzystwo. - pstryknąłem, po czym zmaterializowałem się w opustoszałej komnacie, odstawiając szkło na pobliski stolik.