JustPaste.it

rk.png

Wszystko było jakieś żywsze i bardziej wyraźne. Ronja nie wiedziała, czy adrenalina wyostrza wzrok, ale postanowiła, że jeśli nie zapomni, później to wygoogluje. Nigdy wcześniej nie dostrzegała tutaj aż tylu szczegółów; na lustrze ktoś odbił palce, mały flakonik służący za odświeżacz powietrza był już całkiem pusty, a ta kurtka, którą ktoś rzucił byle jak na wieszak, pokryta była psią sierścią. Widziała na jasnych płytkach zaschnięte błoto, okruszki i kilka długich ciemnych włosów jej własnych. Prawdą było, że odkąd zginął Ellert, Ronji nie przyszło do głowy, by choć raz tutaj posprzątać. Bałagan jej nie przeszkadzał, bo nawet go nie dostrzegała. Teraz zaczęła, ale potraktowała to raczej jako ciekawostkę, wciąż nie myśląc na tyle jasno, by zdobyć się na jakąkolwiek bardziej racjonalną reakcję.
Właściwie pozwoliła się stamtąd wyprowadzić, nawet nie zastanawiając się nad tym, po co Klemens zamienił się z nią miejscami ani dlaczego zarzucił jej na szyję ten szalik. Wciąż była w ten nerwowy sposób ożywiona i kilka razy obejrzała się za siebie, spodziewając się, że Gústaf z Sigurðurem zaraz wybiegną za nimi choć ten drugi raczej nie byłby w stanie. Może nawet do pewnego stopnia, bardziej podświadomie niż świadomie, na to właśnie liczyła. Nadal była wściekła i czuła, że stać ją na więcej niż kilka uderzeń deską do krojenia.
Zupełnie już zapomniała, że pierwotny plan zakładał brak przemocy.
Dzień dobry, Ronja. Prawie podskoczyła, słysząc, że ktoś się do niej zwraca. Nawet nie zauważyła pani Jónsdóttir drepczącej po chodniku z siatką na zakupy. Staruszka mieszkała dwa domy dalej, kiedyś ze swoją rodziną, a teraz już całkiem sama. Ronja nie wiedziała, co się stało z resztą domowników; w pewnym momencie zaczęła się gubić w tych wszystkich historiach o tym kto, kiedy i w jakich okolicznościach zaginął. 
Dzień dobry odparła, starając się, żeby jej głos zabrzmiał normalnie. Nawet zmusiła się do słabego uśmiechu, mocniej ściskając rękę Klemensa. To nie był dobry pomysł; poczuła, jak po zewnętrznej stronie dłoni ścieka jej krew. Wystrzeliła więc do przodu, by zdążyć wsiąść do samochodu, nim kobieta się do nich zbliży. 
Spokojnie, ona niedowidzi mruknęła, gdy tylko oboje zatrzasnęli za sobą drzwi. Głośno wciągnęła powietrze przez nos, a potem jeszcze głośniej je wypuściła, by w końcu wyrzucić z siebie ten jeden jedyny komentarz, który cisnął jej się na usta:
 Ja pierdolę.
Gdy tylko samochód ruszył, Ronja sięgnęła do schowka, licząc na to, że znajdzie tam chusteczki. Nie chciał się otworzyć, więc szarpnęła raz i drugi, ostatecznie wysypując połowę jego zawartości wprost na siebie i pod swoje nogi. Próbowała jeszcze ratować resztę, ale wszystko, czego się dotknęła, natychmiast oblepione było krwią. Prychnęła z irytacją, posyłając Klemensowi przepraszające spojrzenie. Przez dłuższą chwilę wpatrywała się w bałagan, którego narobiła, wyraźnie niezdecydowana, czy powinna to tak zostawić, czy kontynuować barwienie wszystkiego wkoło na czerwono. Znów rzuciła pod nosem kilka przekleństw, ostatecznie ściągając z szyi szalik. Dopiero teraz dotarło do niej, że Klemens chciał ją nim zasłonić, ale to nie było jej już potrzebne przynajmniej taką miała nadzieję. Mocno owinęła dłoń, powstrzymując krwawienie przynajmniej na trochę. 
Klemens, dobrze się czujesz? zapytała nagle, o kilka minut za późno. Przyjrzała mu się uważniej, ale skoro był w stanie prowadzić, to chyba oznaczało, że nic poważnego mu się nie stało. Bardzo chciała poczuć wyrzuty sumienia, że go tam ze sobą zabrała i naraziła, ale nie potrafiła. Nie teraz, kiedy udało im się zwiać i poniekąd mogli to uznać za swój sukces. Cieszyła się, że był tam razem z nią, że najpierw próbował ją uspokoić, a kiedy to na nic się zdało, zajął się Gústafem i Sigurðurem. Gdyby pojechała tam sama, nie miałaby przecież szans z całą trójką. Teraz mogło jej się wydawać, że wszystkich znokautowałaby tą nieszczęsną deską, ale to nie był niskobudżetowy film akcji, w którym mogłoby jej się to udać. 
To wszystko miało tylko elementy niskobudżetowego filmu akcji. 
Gdy Klemens zatrzymał samochód na parkingu, Ronja nie pytała, co tu robią i dlaczego. Mimo że wcale nie odjechali daleko, nie mogła już wysiedzieć. Wypadła na zewnątrz i od razu odeszła kilka kroków, w pierwszych odruchu chcąc przetrzeć twarz dłońmi; dopiero po chwili zorientowała się, że to nie najlepszy pomysł, o ile nie chciała wyglądać, jakby wybierała się na tandetną imprezę halloweenową przebrana za ofiarę seryjnego mordercy. Albo seryjnego mordercę. Albo coś równie mało kreatywnego i wymagającego wymazania sobie twarzy sztuczną krwią. 
Nie wiem, jak powinnam się czuć, ale czuję się lepiej, uwierzysz? odezwała się w końcu, odwracając się w stronę Klemensa. Rozejrzała się po całkowicie opuszczonym parkingu, nim podeszła do samochodu i oparła się plecami o maskę. Co prawda mamy teraz przejebane, bo zaraz zjawi się tam Veigar i wtedy dopiero się zacznie, ale chuj z nim. Przypierdoliłam Tómasowi deską do krojenia. Zaśmiała się mimowolnie, początkowo próbując się jeszcze opanować. Potem już przestała, uznając, że to przecież i tak nie ma sensu. A ty załatwiłeś ich obu! dodała z entuzjazmem, a może nawet z dumą, wyciągając prawą dłoń, by przybić Klemensowi piątkę. Równie szybko ją cofnęła, podnosząc za to lewą. To była najbardziej pokraczna piątka w historii, ale nikt poza nimi nie będzie o tym wiedział.
Idioci, skończeni idioci rzuciła po chwili, przewracając oczami, gdy już odrobinę spoważniała. Bo Veigar tak powiedział, bo Veigar to, bo Veigar tamto... Nie liczę, że przejrzą na oczy, raczej załatwiliśmy sobie status wrogów publicznych, ale i tak czuję taką cholerną satysfakcję, że się im nie daliśmy. Miało być spokojnie, mieliśmy wrócić do domu i się upić, wiem, ale... Nadal możemy wrócić do domu i się upić. Ronja wzruszyła nieznacznie ramionami. Domyślała się, że ten specyficzny nastrój, połączenie podekscytowania, wkurwienia i adrenaliny, nie potrwa długo i prędzej czy później znów zacznie myśleć o tym, jak ją potraktowali. Że mają ją za zdrajczynię, morderczynię i wariatkę i że tak jeszcze przez jakiś czas będzie brzmiała oficjalna wersja, nim ona poczuje się gotowa, by z tym raz na zawsze skończyć. Wiedziała, że nie odpuści Veigarowi tego, co zrobił. Matthias obiecał jej, że będzie go mogła zabić osobiście należało jej się to. Ale to nie nastąpi w tym ani nawet w następnym tygodniu; nie wiedziała kiedy. Na razie musiała się zadowolić tym drobnym sukcesem. 
Jeden zero dla nas, Klemens podsumowała, wyjmując z kieszeni paczkę papierosów.