JustPaste.it
e9628557a531cb67c068e233a1e212a3.jpg

 

LADY OF CROWS
Powiadają, że młodsza z cór Lorda oczy ma jak niebo po burzy, gdy szarość chaotycznego, porywczego żywiołu ustępuje słonecznym, lekkim polom łagodnego błękitu. Impulsywny jest jej gniew, a emocje niepohamowane i nagłe, lecz przez to wszystko, bardzo prostolinijne i szczere. Polityczne manipulacje są jej dalekie, dworskie szarady zupełne obce i podobnie bogowie, kształtując jej osobowość uczynili z jej gniewem - gdy tylko piorun dotknie ziemi, ciężkość nawałnicy topnieje, a gniewny deszcz przechodzi w delikatne wspomnienie mżawki. Błękitem toną oczy pani Blackhaven, głębokie są niebem rozpostartym nad ziemią i uważne w ocenie. W porównaniu do starszej siostry dworskości wiele w niej nie ma, choć porusza się z gracją i posiada ogładę w słowach. Jej ukłony są subtelne, wdzięczne i wyuczone - przeciwnie do sposobu, w jaki się uśmiecha. Jej uśmiech zawsze jest bowiem prawdziwy i pełen życzliwego, pokrzepiającego ognia, a wraz z kącikami ust niechybnie drgną także w nim iskrami radości oczy. Morgana uśmiechem pieczętuje przysięgi, uśmiechem wydaje swoim ludziom rozkazy i kończy narady. Jest szczera. Wysoko urodzeni lordowie spoza pogranicza nią za to czasem gardzą, mieszczanie zaś kochają. Dla swoich ludzi gotowa jest poświęcić wiele, zaś sposób w jaki zarządza Blackhaven pozwala żyć dostatnio, choć mniej wystawnie, aniżeli sprawa ma się z większymi rodami. W spiżach na ciężki czas przechowywane są zapasy zboża, w piwnicach zamkowych składuje się zaś solone mięso, wino, słodki miód i ale. Turnieje organizowane są tutaj nieczęsto, lecz gościny pogranicze nie odmawia nigdy. Dondarrionowie to lud praktyczny, jego kultura określana jest jako militarna i w takim też duchu wybudowano twierdzę z czarnego bazaltu, gdzie najważniejszą cechą jest zapewnienie obronności i ochrona. 

STAG SWORN 
W Marchii mawia się, że odnawiając przysięgę wierności krwi Durrandonów, Lady Blackhaven zwarła z lordem Burzy uśmiechy i przyklęknęli przed sobą oboje. Prawda jest w tym połowiczna; Roześmiana Burza był jej oddanym przyjacielem z dzieciństwa, niejedną składali sobie przysięgę i prawdziwie wyzwaniem jest zachować powagę przed kimś, z kim ciepłym latem kąpałeś się w jeziorze. Lyonel i Morgana posiadają podobieństwo charakterów i równię ognia w sposobie, z jakim patrzą na świat ich oczy. Jako bratnie dusze, początkowo są nierozłączni, a ich zażyłość sprawia, że lord Baratheon przychylniej spogląda na ród Dondarrionów, aniżeli starszy i potężniejszy ród Swann władający nad Red Watch. O ile fechmistrz i wuj Morgany przyuczył dziewczynę walki krótkimi mieczami defensywnie i honorowo, Lyonel nauczył ją walki skutecznej, agresywnej i wymuszającej dominację w polu. Nauczył ją walczyć jak jeleń - stosownie do jego i jej temperamentu. Prawdopodobnie to Roześmiana Burza podarował Morganie jako towarzysza żywego samca rysia, co stanowi paradoks owego gatunku będącego drapieżnikiem, który bezpośrednio zagraża jeleniom. Być może Lyonel przyznał tym samym swoją słabość i zarazem, słabości tejże pełną akceptację?

Byli dla siebie wszystkim, poróżnił ich dopiero czarny smok. Nieświadomie.

Summerhall było siedzibą letnią rodu królewskiego, pałacowym kompleksem rozpościerającym się poprzez kwieciste wzgórza, łąki pachnące cytrusami i rozległe korony drzew. Kolumny mieniły się w promieniach słońca złotem, a ich strzeliste kopuły górowały nad krajobrazem wraz z wysmukłymi iglicami. Smocze łuski połyskiwały, tworząc mozaikę zielonych i czerwonych dachówek, które mieniły się i płynnie pozwalały barwom przechodzić jednej przez drugą. Ogrody łączyły się otwartymi pawilonami, balustrady ozdobnych tarasów porastały lilie, cyprysy i róże, a fontanny w kształcie mistycznych bestii starej valyrii szumem pozwalały czystej, chłodnej wodzie swobodnie koić zmysły spokojnym szumem. 

Najpierw, zagubiła się w labiryntach cytrusowych drzew, gdy zapragnęła zaznać spoczynku. Biegła pośród pergoli kwiatów Essos, a gdy unosiła poły sukni, jej odbicie podążało śladem i płoszyło barwne, malutkie egzotyczne rybki w misternych plątaninach sadzawek. Koń rżeniem ostrzegał swoją młodą panią, że tym razem zawędrowały w poszukiwaniu ziół do ekstraktów i leczniczego suszu zbyt daleko, ale Morgana wiedziała, że to, co czuje to wcale nie lęk. Czuła, że w to jedno miejsce uparcie sprowadzili ją bogowie i mają w tym cel. Zebrane rośliny delikatnie wyłożyła w torbie z lnu, a gdy podniosła ponownie głowę uświadomiła sobie, że odbicie nie należy tylko do niej. 

Miał w oczach łagodność, ale i dumę smoka. Nigdy wcześniej ani później nie widziała takiej siły.

Obiecała tamtego dnia Lyonelowi taniec, ale danego słowa dotrzymać nie mogła; całą noc patrzyła z Baelorem w gwiazdy, pozwalając mu opowiadać o konstelacjach, historii i snach. Gdy wróciła, nie była już nigdy taka sama. 

THE WARRIOR, THE MAIDEN, THE HEALER
Wygląd Morgany to elegancja i harmonia nieskora do próżności. Układa włosy w prostocie, nie przywiązuje zbytniej uwagi do misternych splotów. Pasma jasnych, długich jej włosów pachną rumiankiem i lawendą, bywają splątane porywistym wichrem gór. Blade jest lico pani Dondarrionów, dłonie nawykłe do krótkich mieczy, umysł zaś polegający na wiedzy o ziołach i astronomii. Jedni twierdzą, iż do wojennego rzemiosła przyuczył pierwszy pannę jej ojciec, lord Harmon Dondarrion, lecz więcej mówi się o jego szlachetnym fechmistrzu i zarazem młodszym bracie, lordzie Gawenie. Podczas gdy rówieśnice panienki, na czele z jej starszą siostrą, kształciły się w haftowaniu, manierach i śpiewie, młodsza z cór uczyła się parować ciosy miecza i szachować, z którego kierunku padnie kolejny cios. Siostry, choć kochają się prawdziwie, odmienne pozostają od siebie niczym dzień i noc, wiosna i zima, spokojna bezgwiezdna noc i deszcz komety. Jena jest posłuszna ojcu, melancholijna i delikatna, a jej życie opiera się na fundamencie obowiązku. Szyje pięknie suknie, śpiewa ballady dworskie przy akompaniamencie instrumentów i tańczy jak królowa. Morgana także szyje, lecz zamiast sukna woli zszywać rany, jej dłonie są zakrwawione, a suknie proste, by nie krępować ruchu. Jena kocha powozy i wygodne poduszki, zaś Morgana woli koński grzbiet. Wychował je jeden lord, jedna Marchia, a pomimo to innym rytmem u każdej z nich bije serce. 

Jena ulubienicą jest pana ojca, Morganę upodobał sobie młodszy jego brat. Braci Dondarrion, łączą wielkie ambicje; pragną złączyć ród z większymi, silniejszymi, wpływowymi bardziej po stokroć i nawet w tym odmienne jest ich podejście; Harmon wydać pannę chce dla fortuny, Gawen z miłości.

Ironią straszliwą i boską klątwą mylą się obaj.

HOUSE DONDARRION
Lady Morgana, pani na zamku Blackhaven, strażniczka granic oddzielających ziemie Dorne od Siedmiu Królestw. Zwierzchnik dowódcy zbrojnych oddziałów konnicy patrolującej Kamienną Drogę, kluczową geograficznie i politycznie przełęcz prowadzącą przez Góry Czerwone. Lojalny wasal rodu Baratheon. Jej lud zamieszkuje tereny górzystej północy Marchii, będącej od wieków obiektem krwawych sporów i wojen, lecz nie o sam przesmyk malownicznych szczytów prawdziwie idzie, a o kontrolę nad pograniczem i dostęp do handlowych szlaków. Lordowie Pogranicza niewiele uświadczyli słońca, znają tylko smagający ostro twarze wiatr. Burza zahartowała ich w charakterze, trudny teren nauczył ich, by w ostrożności stawiać każdy krok. Otoczeni zewsząd przez nieprzychylność, czując na szyi oddech śmierci i szept wojny, mieszkańcy Burzowych Krain potrafią walczyć; mieczem władają sprawnie mężczyźni, nie ustępują im w obronie granic także ich kobiety. Kobiety pogranicza potrafią zadbać o swoje bezpieczeństwo, ponieważ wiedzą, że nawet w czasach pokoju tereny górskie bywają celem ataków banitów. Nieustannie wojenne widmo przysłania czarnymi chmurami horyzont pod postacią Dorne, które także posiada punkt ochronny własnych granic - od południa przesmyku strzeże warownia Yronwood. 

Dondarrionowie stanowią Tarczę Westeros, ich wieże strażnicze ostrzegają przed niebezpieczeństwem i nocą zapewniają schronienie tym, którzy zawędrowali zbyt głęboko w góry. Ogniem i obroną, zapewniają przystań swoim sojuszników, a gdy bogowie postawią na ich drodze obcą duszę, przygarną ją niczym brata. Lojalni, a przy tym hardzi i cierpliwi, zaprawieni są w boju i walkę mają w swojej krwi. Lordowie Pogranicza kochają walkę, chętnie udział biorą w turniejach, gdzie z dumą wznoszą swoje chorągwie i wspólnie świętują z pozostałymi obrońcami granic, bo przecież ród Dondarrion jest zaledwie tylko jednym z nich. 

W czasie wojny bronią swoich panów, w pokoju tańczą z nimi przy ogniskach i śpiewają razem pieśni. Mówi się, że Dondarrionowie darzą ród Baratheonów miłością wielką, szczerą i głęboką, jak łącząca ich krew silna, niepowstrzymana burza i nie bez przyczyny w herbie Dondarrionów znajduje się błysk pioruna, a w zawołaniu jelenie powołują się na furię huraganu. Temperamenty seniora i wasala trwają w silnym, stabilnym mariażu.

NATURE OF THE STORM
Lordów Pogranicza łączy sztuka wojenna i ukierunkowanie obronne, a poszczególne rody, choć pełnią funkcję protektorów granic, posiadają nieformalną hierarchię. Najstarszym rodem spośród Dornijskich Marchii jest Ród Swann ze Stonehelm, którego teren obejmują ziemie wschodnie nad rzeką Slayne. Kontroluje on główne górskie szlaki. Nieustannie Swannowie rywalizują z niemniej potężnym rodem Caron z Nightsong, odwiecznie trwa też ich spór o tytuł najstarszego rodu Krain Burzy. Caronowie pełnią istotną rolę obrońców krain rozciągających się na zachód, a z rodu wywodzą się w równym stopniu wojownicy, co bardowie, czego symbolem ma być herb rodu - czarne słowiki na zółtym polu. Lordowie Pogranicza pomimo osobistych ambicji i motywacji potrafią zjednoczyć się we wspólnym celu, a celem tym z reguły jest walka. Gdy Pierwszy Król Sęp zaatakował pogranicze i rozpoczął oblężenie twierdzy Nightsong, będącą siedzibą Caronów, pozostali lordowie natychmiast wyruszyli z odsieczą mu niczym bratu krwi. Lata później, wydarzenie to maesterowie i minstrele zgodnie nazwali polowaniem ze względu na uderzenie sił. Panował wówczas król Aenys I Targaryen, kresu dobiegała Druga Wojna Dornijska, a Lordowie Pogranicza jedną pięścią stłumili rosnący w siłę bunt, następnie niczym w obławie, konnym wierzchem i z psami goniąc to, co zostało z buntowników. Pokazali stronę wiernej Baratheonom krwawej, zajadłej bestii, której wściekłości nie jest mądrze wzbudzać, bo Marchia równie potrafi świętować i tańczyć, co bronić tego, co uważa za swoje. Bunt stłumili we troje: Lady Ellyn Caron, Lord Harmon Dondarrion oraz Lord Samwell Tarly. Wiele dekad przeminęło, nim ponownie ktoś odważył się stanąć Marchii na drodze. Lord Pearse Caron, obecny nestor rodu zdobył sławę w walce z Drugim Królem Sępem, przywódcą banitów pustoszących ziemie Marchii i okoliczne wioski. To właśnie młody lord, obejmując opiekę nad swoim rodem po śmierci ojca, niewiele lat później osobiście przepędził Króla Banitów z Gór Czerwonych. Jako rycerz turniejowy brał on udział w zmaganiach na łąkach Ashford. Pozostałe rody uznawane za część Marchii to: Ród Tarly z Horn Hill, który zasłynął z goszczenia królów w swoim zamku oraz z odparcia oblężenia Sępiego Króla, a także Ród Selmy z Harvest Hall i Ród Peake ze Starpike. 

Morgana została przyobiecana młodemu lordowi Caronowi. Był to pomysł ojca dziewczyny i zarazem ostatnia próba załagodzenia pomiędzy córką a rodzicielem bardzo napiętych stosunków. Buntownicza lady odmówiła, a uczyniła to w sposób równie widowiskowy, co bezczelny; podczas oficjalnych zaręczyn mierzyła do niedoszłego narzeczonego sztyletem, przysięgając na wszystkich bogów, że prędzej utnie mu jaja, niż go poślubi. Pearse Caron wielce za to ją uwielbiał, ojciec Morgany niekoniecznie. 

Młoda Morgana spędzała całe lata w Krańcu Burzy na gonitwach konnych i tańcach, a nade wszystko trenując walkę mieczem. Jej towarzystwem był Lyonel Baratheon i jego młodsza siostra, Lady Lynorra, która prędko dla Morgany stała się niczym najprawdziwsza siostra. Mury twierdzy były dostojne i surowe, a wiatr królujący nad nią nocami zimny, lecz panna dawno już przywykła do zmienności natury skalnych wzniesień, klifów i gór. Nade wszystko jednak Morgana nie lękała się przenigdy burzy. Jak odczuwać lęk przed tym, co przodkowie darowali ci w herbie? Nocą, gdy okiennice targał wiatr, a skały odbijały echo straszliwej nawałnicy, Morgana tuliła do siebie Lynorrę, gładziła jej włosy i opowiadała historię swojego rodzinnego domu; o błyskawicy, która chroni posłańców, by zawsze dostarczyć mogli powierzoną im wiadomość. 

Obiecywała, że ją obroni. Przyrzekała, że będzie już na zawsze. 

I była. 

W dorosłym życiu, gdy starsza siostra Dondarrion poślubiła księcia Targaryenów, Morgana zyskała przywileje. Odtąd, mogła odwiedzać stolicę, kiedy tylko zapragnęła, a jej ród kojarzony był ściśle z rodem panującym i choć Morgana nie była szczęśliwa samej marząc o księciu Baelorze, to jednak starała się wykorzystać darowaną jej przez bogów sposobność i gościła Baratheonów często, oddając im własne gościnne komnaty. Tam, gdzie siostry Dondarrion zwierały się w niezgodzie i zazdrości, rozkwitała prawdziwa przyjaźń Jelenia i Rysia. 

Mówi się o bliskiej zażyłości Morgany z Ser Donnelem z Duskendale, królewskim gwardzistą. Prawdopodobnie stał się on powiernikiem lady, gdy książę Baelor poślubił jej siostrę, Jenę, a Morganie doskwierała samotność na dworze. Inni mawiają z kolei, że bliższy był jej książęcy brat i wdowiec Maekar, z którym Morganę widywano na długo po śmierci Złamanej Włóczni, a którego lady troszczyła się dziećmi. 

Może to prawda, a może ludzka zawiść? Tego nie wie nikt. Pewne jest tylko to, że lady była nieszczęśliwa.

Morgana Dondarrion była kobietą, która nie zaznała w życiu ani miłości, ani szczęścia, zaś bogowie się jej wyrzekli tak samo, jak uczynił przed laty ojciec panny, lord Blackhaven - tak rzeczą o niej wrogowie. 

Co mówią zaś sojusznicy, których Morgana - wbrew słowom tych, ktorzy nią gardzą - posiada potężnych, oddanych i szczerych?

Dornijskie Marchie opowiadają o pannie z oczami burzy i włosami jasnymi, jak łany zboża, choć wywodziła się ona z rodu Dondarrionów, gdzie krew istotnie gwałtowna i zmienna jest jak kaprys piorunów, a włosy barwy kasztanów, maków i jesiennych liści. Morgana jasnymi włosami wdała się w swoją matkę, charakter pełen determinacji odziedziczyła po swoim ojcu, zaś cierpliwości do ostrza nauczył ją kochający, najulubieńszy wuj. Wszystkie cechy te, połączone z odwagą i oddaniem sprawiły, że Marchie nigdy o niej nie zapomniały, nawet gdy pokochała swoje smoki. Lord Pearse Caron z Nightingale, niedoszły panny narzeczony, znajdował dla niej miejsce w obradach i przy jednym stole, zaś inne rody Marchii pamiętały jej twarz i ilekroć młodsza córa Dondarriona wracała do domu, przyjmowano ją z miłością, ciepłem i szczerością. 

Rhae i Daella, księżniczki smoka, dorastały na dworze u boku Morgany, gdy panna była im powiernicą, przyjaciółką, dwórką i matką; tuliła dziewczęta do snu, chroniła w potrzebie i słuchała ich snów. Książę Maekar przy Morganie nigdy nie złagodniał, ale znalazł w sobie siłę, by stać się królem pośród widma zarazy, buntów i wojen. Pośród własnych wątpliwości. 

Największą przyjaźń Morgana zawarła także i w Duskendale, gdzie ród Darklynów traktował ją niczym swoją córę przez wzgląd na długoletnią, piękną zażyłość lady Dondarrion i królewskiego gwardzisty, ser Donnela. W stolicy szeptano o ich bliskiej więzi, a rycerza korony widziano opuszczającego przed świtem komnaty Morgany w dzień zaślubin księcia Baelora. Ser Donnel gładził włosy lady i towarzyszył jej w chwilach największego bólu, a potem, konno podróżowali razem przez portowe miasto zanurzonych w wodzie głazów i piasku iskrzącego się od muszli niesionych przez fale. W smutku i tęsknocie koń Donnela ocalił nie tylko samotną Morganę, ale i jej Chimerę, a z przyjaźni rycerza i damy, lord Darklyn dorobił się nie tylko sojuszu z Marchią, a także i trzech silnych źrebaków. Ser Donnel ofiarował źrebięta ojcu i nigdy nie zezwalał giermkom rozdzielać już więcej Chimery od Kasztelana. 

Lady Morgana nikogo nie zaślubiła w swoim życiu. Nieprzychylni jej zwykli powtarzać, iż wiek jej nie zezwala na przedłużenie rodu Dondarrionów, a jej serce jest zimne i twarde niczym skały. Ci, którzy ją kochają wiedzą, że nic z tego nie jest prawdą; Morgana w czasie zmagań w Ashford ma 28 wiosen, jej oczy są pełne miłości, a bogowie okazują się dla niej łaskawi. Czynią ją smoczą młodą panną. 

Lady Blackhaven dwa lata po śmierci księcia Baelora zostaje żoną smoka w rytuale ognia i krwi Starej Valyrii. Jej smok jest młody, jego krew królewska i prorocza; w zagubieniu i ciszy, w niezrozumieniu i odrzuceniu, w szansie i sile, by ratować wzajemnie to, co w obojgu najpiękniejsze. 

Po latach gonitwy za marzeniem i kochaniu potajemnie, Morganie błogosławią bogowie Valyrii, w których wierzy.

Błogosławią jej dwukrotnie.