____________________________
/tak oto doszło do true alkovy
Atmosfera w pokoju była iście romantyczna. Królowa Ptaków złączyła nasze usta w finezyjnym pocałunku. Czułem jej zapach, dotyk, powoli oddawałem się w błogi stan wywołany przez uczucie tlące się w moim sercu. Jej bliskość sprawiała, że wszelkie troski, cała radość nie związana z nią blakła. Córka Safiye i Murada zaślepiała mój umysł. Nie byłem zdolny myśleć o kimś innym, nie byłem zdolny kiedykolwiek zbliżyć się do kogoś tak jak do nie. Nie umiałbym. Czułem to od naszego pierwszego spojrzenia, dotyku - nawet jeśli nie byłaby mu dana nie powierzył bym siebie żadnej innej. Zostałaby tylko praca, tak mi bliska, tak wykańczająca. To byłoby puste. Bo bez tego co żywe rodziną wszystko inne co kocham robić straciłby sens. Kto by pomyślał, że moje życie tak diametralnie się zmieni. Mimo ciepła rozpalającego moje ciało przerwałem pocałunek. Humasah natychmiastowo odrętwiała. Spojrzała na mnie pytająco. Postanowiłem szybko przerwać jej niepewność. Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć przyłożyłem jej palec do ust na znak, iż nie musi nic mówić.
- Muszę ci coś oznajmić.
Od razu żona spiorunowała mnie wzrokiem. Wiedziałem, że spodziewa sie najgorszego. Cóż pewnie mile ją zaskoczę.
- Też cię kocham. I to na tyle. Nie wiem co więcej powiedzieć. Przy tobie zapominam całego języka, nie pamiętam żadnego odpowiedniego słowa. Choć pewnie nie istnieje takie, które opisałoby czym dla mnie jesteś.
Na twarz kobiety powoli wrócił uśmiech. Ponownie rozkwitała. Tak jak kwiat, najpiękniejszy, dojrzały, idealny. Teraz to ja złączyłem nasze wargi. Powoli rozpiąłem guziki od jej szkatłatnej sukni. Zobaczyłem jej jasne i smukłe ciało. (Pozostawiam to bez komentarza. W końcu to alkowa... pisana po nocy. 'Prawdopodobnie' czekałam, aż narodzi się Jezus. ?)


