╔═════════════════════════════════════════════════════════════════════════╗
- Owszem, mam swoją barierę ochronną.Jednak nie mogę się zgodzić z Twoją dalszą teorią, Ethan. - oznajmiłam, zaraz po tym kiedy dostrzegłam małą tabliczkę z imieniem i nazwiskiem. Obróciłam ją w drugą stronę podchodząc do okna. - Zdecydowanie nie. Być może potrafię stworzyć takie pozory, jednak na tym to wszystko miało swój koniec. Żyję sobie w swoim własnym świecie, który jak dotąd nie obejmował drugiego człowieka i nie zamierza go obejmować. - dodałam krótko. - Twoje słowa naprawdę brzmią pięknie, jednak nigdy nie uwierzę w to że mogłabym być dla kogoś ważna, moja własna matka mnie oddała. To chyba wystarczający dowód.Odgarnęłam ponownie kosmyk włosów za ucho, przyglądając się temu co działo się za oknem. Piękna pogoda zepsuła się w mgnieniu oka.Na dworze było strasznie szaro, można było zauważyć powoli nadciągające chmury, ciemniejsze od pozostałych. W miarę upływu czasu przybywało ich coraz więcej.Niebo co raz szybciej pokryte było ciemnoszarymi, ołowianymi chmurami. Można było przewidzieć, że zaraz spadnie ulewny deszcz. Nie myliłam się. W moment miliony kropel uderzają o parapety, dachy i rynny. Świat nie tylko ma inne barwy, ale też brzmi inaczej. Cały gwar miasta, jakby zanikał, milknął. Słychać jedynie muzykę, którą tworzą dźwięki obijających o parapety kropel. Jest ich tak wiele, że momentami słychać tylko szum. Po słowach ciemnowłosego już wiedziałam że coś jest nie tak. Coś skrywał. Pytanie tylko co takiego? Może wcale się ode mnie nie różnił niczym? Dokonał czegoś złego i teraz się tego wstydzi?Oparłam głowę o ścianę cały czas wlepiając wzrok na to co działo się za oknem mimo to że można było dostrzec tam niewiele.
- Cóż.. Jestem dobrym obserwatorem, zauważam rzeczy których normalni ludzie nie widzą,Blackburn. - przyznałam spokojnie, posyłając w końcu szczery uśmiech.Coś czuję że będę miała dużo wspólnych tematów z młodym mężczyzną.Wysłuchałam jego historii cały czas uważnie go lustrując. Potrafiłam zorientować się kiedy ktoś kłamie. Jednak u niego niczego szczególnego nie dostrzegłam.Więc tak jak wspomniał albo jest dobrym kłamcą albo sam również potrzebował się komuś wygadać.Podeszłam bliżej kiedy chłopak odsłonił swoje przedramię i przyjrzałam się uważnie blizną oraz jego tatuażom.
- Kilka incydentów? - zapytałam podnosząc spojrzenie i uważnie się mu przyglądając.- Głupio zabrzmi jeśli powiem że się domyślam z czym miały one związek? - uniosłam jedną brew. - Nieistotne... sam potrzebujesz kogoś komu mógłbyś się wygadać.- stwierdziłam łagodnym tonem głosu, siadając naprzeciwko niego.- Wydaję mi się że powinieneś kogoś takiego znaleźć.- wypuściłam powietrze z ust, po czym na zadane pytanie pokręciłam głową.- Teraz ja mam mówić, tak? Uwierz mi nie jestem dobra w te klocki. Zazwyczaj moje spotkania z twoimi poprzednikami wyglądały dość dziwnie, zazwyczaj milczałam, rysowałam i tak mijało mi kilka godzin. -prychnęłam cicho pod nosem, nerwowo miętoląc bluzę. - Cóż moje imię, nazwisko i wiek znasz więc ten wstęp sobie oszczędzę..- urwałam nagle przymykając powieki. Wzięłam głębszy wdech.- Cóż jestem owocem wpadki dwójki uroczych ludzi którzy najchętniej skoczyli by sobie do gardeł. Było całkiem znośnie, tata zabierał mnie do siebie i miałam spokój od chorej matki, przez łózko której przewinęło się więcej partnerów niż sama teraz mam lat.Ojciec wyjechał w jakiś interesach, no cóż zdarza się. Wystarczyło jedno złe słowo o nim, a już ktoś lądował nawet w szpitalu.Później były jakieś bójki w szkole, później szkoła prywatna aż do momentu w którym oddała mnie do domu dziecka bez wiedzy ojca.A później zaczęła się moja wędrówka. Nigdzie nie byłam więcej niż tydzień.Po pierwszych trzech domach przestało mi być przykro.- przerwałam krzywiąc się nie znacznie. - Strach tych ludzi był zabawny. -podniosłam ponownie wzrok na swojego towarzysza. W jego oczach mogłam dostrzec dziwne iskierki radości, które usilnie chciał stłumić. - Rodzina do której trafiłam po raz ostatni, dla większości tych pieprzonych urzędników była idealna. Szkoda tylko że nie wiedzieli o tym co działo się kiedy drzwi domu zamykały się. Mężczyzna, który formalnie był na papierze moim ojcem zastępczym katował swoją żonę, mnie i ich małego synka.. Wcale nie chodziło mi o to co mi robił, chodziło o tego małego chłopca, który ledwo co nauczył się mówić i chodzić.- przymknęłam mocno powieki, pod którymi wymalował się obraz sprzed kilku lat. Potrząsnęłam głową wyrzucając z głowy przykre wspomnienie. - Zasłużył na to. - wzruszyłam lekko ramionami, miętoląc przy tym ponownie skrawek bluzy.
- Wszyscy na to zasłużyli. - zerknęłam znowu na twarz mężczyzny, odsłaniając oba przedramienia. - To tylko początek, jest tego więcej.. A to tylko lekki skrawek mojej historii. Chcesz słuchać dalej? - zapytałam, patrząc prosto w jasne tęczówki chłopaka.


