━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
Cóż... jak życie się na ciebie uweźmie to masz zdrowo przejebane, aż łaskawie coś pozwoli ci spocząć na resztę lat świata w trumnie. Niestety wbrew pozorom wcale to nie jest takie proste jakby się to, takim prostym ludziom jak my, wydawało. Wszystko co co człowiek musi przeżyć pomiędzy momentem pierwszego oddechu, a tym ostatnim jest pasmem porażek, błędów, upadków, niechęci i smutku. Zarazem też triumfów, zwycięstw, wzlotów, determinacji, motywacji i radości. Życie każdego człowieka różni się wieloma aspektami poczynając od tych narodowych, etnicznych, rejonowych i tak dalej po te bardziej osobiste. Zalicza się w to równomierność pozytywów i negatywów w życiu... A raczej ich kompletny brak. Jak inaczej wytłumaczyć odsetek ludzi mieszkających na wysokim poziomie i mogącym sobie pozwolić na wszystko, przy niszczycielskiej przewadze tych, który ledwo wiążą koniec z końcem. Sam znałem takich ludzi, co wielokrotnie chodzili głodni, brudni, w starych ubraniach, bo zwyczajnie w świecie konieczne wydatki obciążyły ich tak bardzo, że nie zostaje im nic by wieść jakkolwiek godne życie.
Znacie to uczucie, jak przez całe swoje życie, przy jakiś trudnych wyborach, też tych błahych, w różnych sytuacjach i momentach, gdzieś z tyłu głowy pojawiał wam się pewien głos? Który ostrzega, radzi, pomaga, czasami karci i dołuje, ale zawsze w dobrej wierze. Też znam ten głos. A raczej znałem... Towarzyszył mi odkąd pamiętam. Od momentu w moim życiu, w którym największym dylematem było to jak się ubrać, albo co takiego tym razem zjeść na śniadanie. Razem z odejściem mojej siostry, zniknął i on... Dla kilku letniego chłopca była czymś fizycznie dziwnym i w żadnym stopniu nie zrozumiałym. Dlatego początkowo nie rozumiałem łez matki, ciągłych odwiedzin na cmentarzu rodzinnego grobowca i wymijających odpowiedzi matki, na moje pytania dotyczące siostry. Bardzo długo nic mi nie odpowiadała, bądź słyszałem, że jej już nie ma... Temat się urywał. W żadnym stopniu nie zdawałem sobie sprawy, że słowa 'ona odeszła' oznaczają tak na prawdę ' nie wytrzymała z własnym ojcem i życiem, przez to postanowiła je sobie odebrać, więc już nigdy jej nie zobaczysz'. Dopiero kiedy byłem nieco starszy zrozumiałem...
Początkowo cała sytuacja mnie trochę zamroczyła. Przez tyle lat żyłem ze świadomością, że mojej siostry już nie ma i nigdy więcej nie zobaczę jej cudownej twarzy, nie poczuję zapachu szamponu na jej włosach, ani nie poczuję tak przyjemnie gładkich dłoni wycierających łzy z policzków małego chłopca. To wszystko, całe przeświadczenie runęło w jednej chwili. Sytuacja z tego wieczoru, przez tym jak ją rozpoznałem, jeszcze bardziej mnie zabolała, że mnie nie rozpoznała. A rodzina ciągle mi mówiła, że mam tak charakterystyczne oczy i twarz, że nie da się mnie pomylić z nikim innym. Może to też dla tego, że widywali mnie zwykle co dzień, jak mieszkałem z ciotką. A Skylar, przez te wszystkie lata, pewnie zdążyła wyprzeć mnie ze swojej pamięci. Świadomość, że tak też się mogło stać też zabolała. Ogólnie cała ta sytuacja jest dla mnie bolesna. To jak do mnie mówi, co mówi, kiedy ja tak właściwie milczę i nie umiem znaleźć języka w ustach. Leżałem tylko ciągle oparty na łokciach i patrzyłem na siedzącą na mnie dziewczynę, a potem wędrowałem za nią spojrzeniem, kiedy biegała nerwowo po mojej sypialni, histerycznie wręcz szukając swojej górnej części garderoby, w postaci zwiewnej koszulki. Kiedy to zrobiła i wyszła z sypialni, poczułem dziwną pustkę. Jeszcze przez chwilę pozostałem na łóżku, ale tylko słysząc jej kroki na schodach, porwałem swój podkoszulek i pobiegłem za nią.
Dogoniłem ją w przedpokoju, gdzie zatrzymała się by ubrać buty. Jej błąd, moja szansa. Zwinnie ominąłem kobietę i zagrodziłem wyjście z domu. Milczałem. Na mojej twarzy malowały się sprzeczne uczucia i ciężko jest mi je opisać. A chciałbym, chciałbym wiedzieć, co w tamtej chwili mogła przeczytać z mojej twarzy. Sam też miałem w sobie mieszane uczucia w stosunku do tego wszystkiego. Choć było jedno uczucie, które wyjątkowo mocno kruszyło moje serce. Był to smutek. Był to smutek spowodowany jej wykrzyczanymi w moją stronę słowami. Ona krzyczała, a ja milczałem dając się jej wyzywać, krzyczeć na siebie i bić. W brew pozorom nie tym mnie raniła. Jaka siostra jest w stanie wykrzyczeć ci w twarz, że nie chce cię znać? Raniły mnie jej słowa i łzy bezustannie zwiększające swoją częstotliwość pojawiania się na jej policzkach. W końcu nie była w stanie już mnie być, ani krzyczeć. Najwyraźniej gula w gardle i emocje nie pozwalają jej na to. Dość niepewnie podszedłem do niej o krok i objąłem ramionami, pozwalając jej wtulić się w moje ramię. Jedną rękę położyłem na jej plecach, drugą z kolei na głowi i delikatnie ją nią gładziłem czekając, aż się uspokoi.
Ciągle milczałem nie chcąc dolewać oliwy do ognia. W pewnym momencie poczułem, jak dziewczyna osuwa się na nogach, nie mdleje, po prostu z tego wszystkiego nie ma siły nawet stać. Pozwoliłem jej na to schodząc na podłogę razem z nią ciągle trzymając jej ciało w objęciach. Czekałem aż się uspokoi, bym mógł zrobić cokolwiek. Zacząłem delikatnie kołysać nasze ciała na boki nucąc przy tym melodię, do której dziewczyna kilkanaście lat temu śpiewała mi piosenkę bym przestał płakać. O dziwo, magiczna melodia pomogła i tym razem. Dziewczyna powoli zaczynała dochodzić do siebie i tylko co jakiś czas musiała gwałtownie nabrać powietrza. Nie płakała, ale moja podkoszulka i tak nosi mokre ślady, już tylko wspomnienie jej łez. Wstałem biorąc dziewczynę na ręce. O dziwno nie protestowała, nic nie powiedziała, nawet na mnie nie spojrzała. Posadziłem ją na kanapie i przeszedłem do kuchni, która w rzeczywistości mieściła się po drugiej stronie obszernego pomieszczenia. Wstawiłem wodę i przygotowałem kubek, by jak wrócę zalać go tylko wrzątkiem. Zniknąłem na dosłownie chwilę na piętrze, skąd zszedłem z miękkim kocem w rękach.
Wróciłem do kuchni, gdzie zalałem kubek z torebką herbaty. Zabrałem białe naczynie i przeszedłem do salonu. Tak na stolik odłożyłem gorący napar, a dziewczynę okryłem miękkim kocem. Kucnąłem przy kobiecie na chwilę chcąc coś powiedzieć, jednak powstrzymałem się, bo te słowa mogłyby zostać przez nią źle zrozumiane. Mogły też jej zadać ból, a tego nie chciałem. Podniosłem się. Przeczesałem włosy. Odszedłem. Chciałem po prostu zniknąć jej z oczu, by nie musiała na mnie patrzeć, kiedy tego nie chce. Choć coś głęboko we mnie, mówiło, że tak na prawdę słowa, które wykrzyczała nie były przemyślane i wyrzucane gwałtownie pod presją chwili, że w rzeczywistości tak nie myśli... Skrzyżowałem przed sobą ręce i oparłem tyłem o wysepkę kuchenną. Przez chwilę obserwowałem nieruchomy tył głowy dziewczyny. Chciałbym teraz wiedzieć co myśli. Odwróciłem wzrok, który mimowolnie pobiegł tu wiszącemu zdjęciu, które przedstawiało mnie z dziewczyną, kiedy byliśmy jeszcze mali. Z letargu wybudził mnie głos kobiety mówiący moje imię. Podszedłem milcząc i usiadłem na przeciw niej. Miała spuszczoną głowę, ale kiedy tylko ją poniosła wiedziałem, że chce coś powiedzieć. Podniosłem dłoń dając jej znak, że pierwszy chcę coś powiedzieć. Wiedziałem, że to ją zaboli, ale musiałem. Otworzyłem usta i z moich ust padło najtrudniejsze zdanie jakie przyszło mi wypowiedzieć.
- Zniknę, jeśli tego chcesz...

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━