JustPaste.it

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

6f1864a45bd02d21bbf43e6963a053f8.gif

Z peronu udałem się prosto do domu, by przestudiować wszystkie zebrane informacje i pomyśleć nad nakreśleniem jakiegoś planu. W między czasie oczywiście okazało się, że nieco zmienili reguły gry. To znaczy, że dwanaście godzin nie mam liczone normalnie od momentu przyjęcia zlecenia i wyjścia z gabinetu, tylko od momentu jak rozpocząłem akcję ratunkową, która w rzeczywistości była sprawdzającą. Ciągle nie wiem po co mnie sprawdzali, skoro dosłownie wszyscy, którzy mają cokolwiek do czynienia z londyńską siatką przestępczą, doskonale wiedzą co potrafię i do czego jestem zdolny. Jak dla mnie to było czyste marnowanie czasu, a zarazem można to podciągnąć pod zmyślną zagrywkę, żebym ja już od samego dzień dobry był na straconej pozycji. Na swoje szczęście, o tym czasowym i dość istotnym błędzie, dowiedziałem się wystarczająco wcześnie, by jeszcze móc zrobić cokolwiek w tej sprawie. W innym przypadku byłoby zdecydowanie gorzej dla mnie i dla osób mnie otaczających. Już zupełnie zasłużyłbym sobie na metkę bezuczuciowego skurwysyna, który poświęci wszystko i wszystkich, by osiągnąć swój cel, albo żeby dobrze zarobić. Kiedy prawda jest zupełnie inna. Tylko własnie na tym polega gangsterskie życie. Kiedy ci się powodzi zbyt dobrze, to ktoś zawsze będzie chciał rzucić ci kłody pod nogi i już na zawsze zniszczyć stabilizowaną latami reputację. 

Usiadłem przy stoliku w kuchni, gdzie leżał załączony od kilku godzin laptop. Podniosłem klapę i od razu na ekranie wyskoczył program, w którym zapisuję wszystkie informacje dotyczące spraw, w które jestem zamieszany. Poczynając od samego początku mojej, nazwijmy to, kariery. Jeszcze raz przeczytałem wszystkie informacje zebrane na temat mojego aktualnego celu. Nieuchwytny od lat dal wszelkich oddziałów ścigania, a ja, prosty zabijaka z Londynu, musi go znaleźć i sprzątnąć w przeciągu najbliższych kilku godzin. Uda mi się? No jasne, że tak. Niby co mam mi się nie udać. Eee...potencjalnie wszystko. Nie ważne. Włączyłem mapę i prześledziłem jego trasę i  wiadome punkty postojowe w całej stolicy. W pewnym momencie dostrzegłem pewien schemat. Podróżuje po zachodnich krajach Europy, zatrzymując się jedynie w ich stolicach i hotelach należących do jednej z firm. W Londynie zawsze zatrzymuje się na kilka tygodni dłużej niż w stolicach innych krajów. Dziwne upodobania, jak mam być szczery. Ja na jego miejscu więcej czasu spędzał w Madrycie, a nawet nie bo zdecydowanie bardziej wolę katalońską stolicę, czyli Barcelonę. 

Już wiem dlaczego tak bardzo wszystkim się śpieszy do odesłania grubego delikwenta na tą drugą stronę. Do deszczowej stolicy przyjeżdża zawsze w pierwszym tygodniu czerwca, a to właśnie dzisiaj wypada ten dzień. Zdobyłem adres hotelu, w którym miał się owy delikwent zatrzymać oraz wykaz przylotów na lotnisko samolotów z Paryża. Najbliższy niedawno wylądował na płycie lotniska. Nie pozostało mi już nic innego jak zapolować na grubą rybę. Przygotowałem najpierw karabin snajperski, który włożyłem do specjalnej torby. Zapakowałem też kilka magazynków, broń krótką. W taką też się uzbroiłem w razie nagłego wypadku, jakbym nie miał czasu na wyciągnięcie broni z torby. Zostały mi nieco ponad trzy godziny kiedy wyszedłem z domu w podrasowanym stroju na motocykl. Wzmacniane materiały i hartowany kask. Rzadko kiedy mam okazję wykonywać zlecenia na jednośladach, dlatego dzisiejsza okazja na przetestowanie najnowszego asortymentu, w najbliższym czasie może mi się już nie powtórzyć. 

Opuściłem przyciemnianą szybkę i ruszyłem w stronę lotniska. Droga zajęła mi niecałe pół godziny, to i tak nieco dużo zważywszy, że motocykle są znacznie szybsze i zwinniejsze od zwykłych samochodów. Na całe szczęście nie przeoczyłem odjazdy swojego celu. Tuż przede mną, wprost z parkingu lotniska, wyjechał mercedes z przyciemnianymi szybami, przed nim i za nim po samochodzie BMW, a ci byki jeszcze otoczeni kilkoma jednośladami. Raczej takiej kompani nie dało się od tak sobie przeoczyć. Każdy by się zorientował, że coś jest nie tak. Teraz tylko wystarczy wtopić się w tłum. Ściągnąłem na siebie uwagę jednego z jadących na samym końcu motocyklistów. Zaczął hamować. Najpewniej po to by się ze mną zrównać. Jednak nie tak łatwo jest mnie podejść. Kiedy cała kolumna zniknęła za zakrętem, jadącego koło mnie motocyklistę, wyciągnąłem w pole. Wjechałem na piętrowy parking, gdzie pozwoliłem mu się ze sobą zrównać. Kiedy tak się stało, wyciągnąłem ukrytą na lędźwiach broń i wystrzeliłem prosto w głowę delikwenta. Jeszcze przez chwilę motocykl, na którym jechał utrzymywał równowagę, jednak szybko runął na beto. Zawróciłem i dołączyłem się jak gdyby nigdy nic, to reszty kolumny.

 

ea097adc53d78358e07b4a4edaff980d.gif

Jechałem tak z nimi, prawie, że do końca, dokładnie obserwując całą tą sytuację i otoczenie. Nie wyglądało to za ciekawie. Będę jakoś musiał obejść ochronę. Na szczęście nie było powiedziane w jaki sposób ma zginąć, co dale mi dość spore pole do popisu. Niedaleko przed parkingiem hotelowym, większość motocyklistów odłączyła się od reszty. Ja również. Rozpierzchli się po całej okolicy, ja natomiast zaparkowałem przy najbliższym hotelowi, wysokim budynku. Na nim wybrałem sobie dach, jako punkt obserwacyjny. Doskonale wiedziałem, na którym piętrze będzie miał apartament, a jego wejście do środka pokoju będzie jedynym, a zarazem najlepszym momentem na pozbycie się go. Zająłem dość szybko swoje miejsce, rozłożyłem broń i wycelowałem, bacznie obserwując odpowiednie drzwi przez lunetę karabinu. W końcu drzwi się otworzyły. 

W tym momencie poczułem na udzie wibracje telefonu. Ktoś wybrał mało odpowiednią chwilę na dzwonienie do mojej skromnej osoby. Ciągle patrząc przez lunetę karabinu czekałem, aż telefon odrzuci połączenie. Gdy to się stało, nie mogłem dłużej zwlekać. Pociągnąłem za spust, a powietrze przeciął tłumiony dźwięk wystrzału. Sekundę później telefon odezwał się ponownie. Odrzuciłem połączenie nawet nie patrząc na wyświetlacz, by sprawdzić kto tak uporczywie próbuje się do mnie dodzwonić. Szybko złożyłem karabin i schowałem do specjalnej torby, którą ubrałem jak zwykły plecak. Przydało by się już zmywać z okolicy i poinformować kogo trzeba o wykonaniu zadania. Mam nadzieję, że wyrobiłem się w czasie.

Telefon odezwał się ponownie. W końcu spojrzałem na wyświetlacz i wręcz mnie zdziwiło, że dzwoni do mnie akurat Michael. Odebrałem - Grenard - przedstawiłem się jak zawsze. - Wujku - pisnęła Alex, a zaraz potem usłyszałem potworny huk. Zatrzymałem się w połowie kroku, na środku schodów. - Alex...co się tam dzieje, Alex! - nikt się nie odezwał. Niech to... Przełączyłem telefon na interkom, a mając jeszcze chwilę włączyłem namierzanie telefonu. No szybciej... stukałem niecierpliwie w bak palcami. - Wujku... - usłyszałem cichy jęk dziewczynki. - Nie bój się, powiedz mi tylko gdzie jesteś i gdzie jest tata? -  Zbiegłem na sam dół i wręcz wypadłem na ulicę, gdzie niedaleko stał mój motocykl. W słuchawce usłyszałem czyjeś głosy, więc przystanąłem i zacząłem się przysłuchiwać. Niestety nie zrozumiałem za wiele. - Zawiodłeś Joel. Jak widać, nie tylko mnie. Tik tak, Poison. Tik tak. - powiedział w końcu rozentuzjazmowany głos mężczyzny. Znałem ten głos. Od razu zjeżyły mi się włosy na karku. Rozłączył się i najwyraźniej zniszczył telefon. - Kurwa - ryknąłem uderzając dłonią o zbiornik z paliwem motocykla. 

Wybrałem numer telefonu do jednego z moich ludzi niecierpliwie stukając palcami o bak. Odbierz, odbierz, no odbierz kurwa... mówiłem w kółko pod nosem. W końcu odebrał. Nie wyło czasu na konwenanse. - Potrzebuję namierzyć telefon na zaraz a najlepiej na wczoraj. - podałem mu odpowiedni numer, a po niedługiej chwili miałem już odpowiedni namiar. Wrzuciłem współrzędne do GPS'u na telefonie i ruszyłem. Po drodze oczywiście łamiąc wszelkie ograniczenia prędkości. Zanim jednak to, kazałem mężczyźnie wysłać kogoś z moich ludzi na tamto miejsce. Zagrożenie życia członka gangsterskiej rodziny i jego małej córki wystarczająco przemówiło mu do rozsądku. Na autostradę wystrzeliłem jak burza. Natomiast na miejscu byłem po kilku minutach. W oddali słyszałem syreny strażackie i karetkę, a wokół zdarzenia było zbiegowisko ludzi. Mój człowiek ich odsunął a ja wkroczyłem. Wyciągnąłem nieprzytomnego Michaela z samochodu i sprawdziłem jego funkcje życiowe. Odetchnąłem z ulgą kiedy okazało się, że żyje. Jednak zmartwiłem się kiedy nigdzie nie było Alex, a wyraźnie słyszałem jej głos. Nie miałem czasu dłużej nad tym myśleć, bo nadjechała karetka i zabrała mężczyznę na nosze. Pojechałem z nimi nie bacząc, że zostawiam motor na pastwę losu. 

»»————- ★ ————-««

Siedziałem na fotelu ustawionym w kącie pokoju, gdzie leżał ciągle nieprzytomny Michael. Czekałem tak od dobrej godziny, by odzyskał przytomność i powiedział mi co tak właściwie się stało na autostradzie. Wiem, że wtrącił się Boss, pomimo, że zadanie zostało wykonane. Po cholerę to zrobił? Żebym do usranej własnej, do tego przedwczesnej, śmierci zapierdalał dla niego tylko dlatego, że grozi małej dziewczynce? Jego niedoczekanie. Ponownie odezwał się telefon. Wstałem i zacząłem chodzić w tę i z powrotem odbierając telefon od nieznanego numeru. - Słucham - starałem się brzmieć naturalnie, albo chociażby neutralnie, nie jestem pewny czy li to wyszło. - Joel, jesteś jednak. Dobrze się składa, bo mam dla ciebie kolejną propozycję. - powiedział ewidentnie szczerząc się triumfalnie do telefonu. - Czego chcesz? - warknąłem. - Mam tutaj kogoś na kim ci zależy i nie mów, że nie bo ci nie uwierzę. Wiem, jak patrzysz na to dziecko, chociaż nie jest twoje. - zatrzymałem się i spojrzałem przez okno. - Czego, kurwa, chcesz. - warknąłem ponownie, a z tych trzech słów, aż lał się jad. - Tego co robisz najlepiej. Zabijaj, a ja w zamian za to nie zabiję bachora. 

- I tylko po to jest ci ona potrzebna? Żeby mnie szantażować? Trzeba czegoś więcej niż dziecko, żeby zmusić mnie na wolontariat. - pod wpływem emocji prawie rzuciłem telefonem o ścianę. Jednak powstrzymałem się i po prostu się rozłączyłem. Nie jestem pewny, czy przypadkiem nie powinienem dość mocno ugryźć się w język i nie mówić ostatnich zdań. Powinienem się zgodzić, żeby jeszcze bardziej nie zagrażać Alex. Stałem tak wyglądając za okno, zupełnie przy tym nie będąc świadomym, że Michael odzyskał świadomość i przysłuchiwał się całej mojej rozmowie. 

 

c7f1743eb2ca6c746937e30aeaf1f42f.jpg     e2dde259d4470ba71dabdd61e5cf8b5d.jpg     9a3a2cb321f87955a0a6bc1c0af8d748.jpg

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━