JustPaste.it

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

a6699f5d5bf4b1979d0c487ccd35500f.gif

- Ciągle się nie nauczyli. - mruknąłem pod nosem, a na mojej twarzy zagościł uśmiech. Wrzuciłem szósty bieg i docisnąłem pedał gazu. Zobaczymy co powiecie na to. Niebezpiecznie szybko zbliżałem się do blokady ułożonej z trzech samochodów policyjnych. Jednak niewiele sobie z tego robiłem. No bo i po co. Przebijając się przez samochody poczułem siłę uderzenia i mocne szarpnięcie, jednak przedarłem się odrzucając na boki dwa ustawione pod skosem radiowozy. Natomiast trzeci pchałem przed sobą przez kilka dobrych metrów. A tak na dokładkę pozbyłem się go też w dość ciekawy sposób. Wprowadziłem swój samochód w poślizg i tym sposobem odwróciłem go. Z psychopatycznym śmiechem jechałem tyłem pokazując przed boczną szybę środkowy palec w stronę szanownych panów policjantów. Nikt nie powiedział, że upokarzanie funkcjonariuszy prawa ma się ograniczać tylko do wypisywania CHWDP na murach i wykrzykiwaniu 'jebać suki' na pseudo fanowskich ustawkach wielbicieli piłki nożnej. Następnie odwróciłem samochód z powrotem i przez kolejne kilometry autostrady jechałem już tak jak należy. Niekoniecznie stosując się do panujących, znikomych, bo znikomych, ale jednak ograniczeń prędkości. Nie ważne, ważne, że maska była ustawiona przodem do kierunku jazdy. Resztę można było zamieść pod dywan. Przejechałem kilka kilometrów, aż w końcu zjechałem w odpowiedni zjazd. W tedy zdecydowanie zwolniłem, by jeszcze bardziej, niepotrzebnie nie zwracać na siebie większej uwagi niż to jest potrzebne. Chociaż mój samochód będzie poszukiwany przez kilka najbliższych miesięcy, ale jak na razie wolę się nie wychylać. Jak już w końcu będę w bazie, to zamienię samochód. Bardzo dobrze jest mieć taką możliwość. Zaparkowałem samochód na parkingu podziemnym zostawiając kluczyki w stacyjce, wysiadłem i od razu udałem się w stronę windy. Szybka podróż kilkanaście pięter w górę i już byłem na przedostatnim piętrze wieżowca. Kto by się spodziewał, że tak dobrze prosperująca firma może być doskonałą przykrywką dla działalności gangsterskiej. Żeby było śmieszniej nikt się jeszcze nie zorientował, że to wszystko jest jedynie wyśmienicie zorganizowanym podstępem na skalę...dość dużą, jeśli chodzi o moje zdanie. Zapukałem do odpowiednich drzwi i wszedłem zaproszony niskim głosem. - Siadaj. - jak zawsze szef w wyśmienitym humorze. Ehh, niech go szlak. Tak jak kazał usiałem i czekałem co takiego ma mi jeszcze do powiedzenia. 

»» godzinę ★ wcześniej ««

Korzystając z uroków nocy wolnej od zleceń postanowiłem wyciągnąć z niej tyle ile się da, czytaj; wyspać za wszelkie czasy...okolice najbliższych 48 godzin, licząc tak średnio. Nie ważne. Wstałem jak zawsze skoro świt...czytaj; okolice południa. Nie ważne, punkt drugi. Kto normalny kazałby mi wstawać zbyt wcześnie, szczególnie w dzień wolny od pracy. No przecież ja się nie będę przemęczać. Co to ja jestem? Wół? No może czasem jestem osłem, który nomen omen też ciężko pracuje. Ale litości. Sobota. Południe. Hello. Dajcie się wyspać człowiekowi. Tak więc, jak mówiłem, w okolicach wcześnie porannych zwlekłem swoje szanowne cztery litery z łóżka i... Właściwie to w tym miejscu kończy się mój dzień wolny. Kurwa... Zaraz zacznę wyznaczać sobie godziny pracy. Błogą ciszę panującą w całym domu przerwał natarczywy i głośny dzwonek telefonu. Przewróciłem ostentacyjnie oczami sięgając po małe urządzenie i zerkając na wyświetlacz. Czego on może ode mnie chcieć tak wcześnie? Odebrałem. - Grenard. - mruknąłem do słuchawki z wyczuwalną irytacją w głosie. - Chyba wiem do kogo dzwonie. - odburknął mężczyzna po drugiej stronie telefonu. - No ja nie wiem. Żywię szczerą nadzieję, że jednak się pomyliłeś. Ale do sedna jeśli łaska. - usiadłem z powrotem na kanapie podnosząc klapę laptopa. Mało kiedy dzwonią do mnie przez pomyłkę, więc małe wsparcie ze strony elektroniki na pewno mi się przyda. - Mamy drobny problem. - zaczął, a ja od razu mu przerwałem. - Skoro to taki mały problem nie będę wam potrzebny. - odparłem jak gdyby nigdy nic. Mój rozmówca jednak kontynuował, jakby nie usłyszał moich słów. - Ale jest też drobny druczek do tego. - zastanawiałem się o co mu może chodzić, a jego ton nie za bardzo pomagał mi zebrać mi myśli. Za każdym razem jak mówi takim tonem to coś knuje...Nie dobrze. - Słucham - powiedziałem tym samym wyrażając zgodę na wykonanie zadania. Chociaż może nie powinienem tego robić. Przekonany się. - Jeden z naszych ludzi został złapany przez Samozwańca. Jest przetrzymywany w strefie G, w lustrzanym wieżowcu. Wiesz gdzie to? - mruknąłem potwierdzenie. - Sprzątnij porywacza i nie daj się złapać. W tedy poznasz drugą część... - rozłączył się, a ja ciągle byłem z niczym jeśli chodzi o odpowiedź, na nurtujące mnie pytanie. Nie wiem na co się zgodziłem, nie wiem jak to się skończy, nie wiem nic, poza tym kogo muszę sprzątnąć. Zapowiada się ciekawy dzień. 

»» kwadrans ★ wcześniej ««

Ustawiłem się na swoim miejscu i czekałem mając wzrok wbity w obraz przedstawiony w lunecie. Czekałem. Niestety bycie snajperem wiążę się z wręcz nieograniczonymi pokładami cierpliwości, a że już dawno nie miałem snajperki w dłoniach to i cierpliwości mi trochę ubyło. Na szczęście mój cel łącznie z zakładnikiem pojawili się niedługo po mnie. Wkroczyli niczego nieświadomi do pomieszczenia w wysokim wieżowcu, na jednym z ostatnich pięter. Dach sąsiadującego budynku był dla mnie idealną miejscówką. Niestety jakby w jednej chwili wszystko jebło. Załączyli jakieś urządzenie, a pomieszczenie wypełniła mgła utrudniająca mi zobaczenie celu. To jeszcze nic, pomyślałem, przekładając lunetę na tę z noktowizją. I znowu cały misterny plan też w pizdu. Widziałem jedną wielką żółtawo czerwoną plamę, która przechodziła w niebieski dopiero w obrzeżach okna. Sie-dzi-my głę-bo-ko w du-pie... Kurwa. Z małą rezygnacją, ale spojrzałem w wizjer lunety starając się dostrzec cokolwiek. Trochę czasu to zajęło, ale opłaciło się czekać. Czerwona poświata zaczęła ciemnieć, aż w końcu dostrzegłem w lunecie wyraźną sylwetkę mężczyzny, trzymającego ręce przy głowie. Spojrzałem spoza lunety. Rzeczywiście, mężczyzna przybliżył się do szyby zajmującą całą ścianę. Ponownie zmieniłem lunetę i zacząłem obserwować sytuację. W pewnym momencie 'ofiara' wykonała subtelny gest ręką. Znam go. Kącik moich ust powędrował ku górze. - Dzień dobry, Stewen. - mruknąłem pod nosem rozpoznając mężczyznę, właśnie po tym geście. Ciekawe skąd wiedział, że to właśnie ja będę ratował mu dzisiaj dupę. Trzymał ręce przy głowie, tak że palce opierał na płatkach uszu. Palce luźne, ale ułożone blisko siebie. Skierowałem lunetę na jego prawą dłoń i wycelowałem wprost na środkowy palec. Jak nie wyjdzie to odstrzelę mu fakersa, będzie o połowę bardziej kulturalny. Gwałtownie zgiął palec, a ja pociągnąłem za spust. Poczułem odrzut. Zmieniłem odległość na lunecie i spojrzałem bardziej ogólnie w szybę, z niewielką dziurką po pocisku. Po chwili w oknie pojawił się Stewen i pomachał w moją stronę. Trafiłem.

6770ef5784d56f67279a42ffd87a2bff.gif

»» 'Szklana Twierdza' ★ biuro Bossa ««

W tym miejscu nigdy nie czułem się zbyt pewnie. Nie wiem czy przez wzgląd na minę mężczyzny, która od dzień dobry otwarcie mówi, że ochotę zajebać jak psa swojego rozmówcę, albo, że za każdym razem, każde zlecenie, które dla niego wykonuję, ma jakieś drugie dno. Najpewniej tym razem zadanie nie będzie łatwe, proste i przyjemne. Nie z nim. Zacząłem się już powoli niecierpliwić. Zwykle od wejścia zaczynał wywód na wszelkie tematy, a dzisiaj myśli zdecydowanie za długo. Przestało mi się to podobać. Chciałem się odezwać i go pogonić, ale ktoś mnie uprzedził. - Nada się na to. - usłyszałem głos mężczyzny wchodzącego do pokoju. Nie spojrzałem w jego stronę. Jedynie nieznacznie odwróciłem głowę spoglądając w dół. - Nadam się na co? - zapytałem nie kryjąc ciekawości i sporej dawki irytacji w głosie. Wyprostowałem głowę i spojrzałem na Bossa, który ciągle nienaturalnie milczał. Ludzie wplątani w siatkę przestępczą znają mnie wystarczająco dobrze, by wiedzieli i znali moje możliwości. Bez konieczności ich sprawdzania na każdą okoliczność. Już przecież od dawna mam przypiętą metkę niezawodnego. Co tu się do jasnej cholery odwala? - Na pewno znasz tą dziewczynkę. - powiedział i przesuną po biurku jakieś zdjęcie. Sięgnąłem po nie i zamarłem rozpoznając w dziewczynce, córkę niedawno poznanego Michaela. - Chyba nie myślisz, że zniżę się do tego poziomu, by się nią zająć. - udałem obojętnego i rzuciłem zdjęcie w jego stronę. - Nie zrobię tego. - powiedziałem pewniej. - Twoim zadaniem nie będzie ona. Tylko on. - przesunął po blacie biurka kolejne zdjęcie. - Co ta dwójka ma ze sobą wspólnego? - zapytałem totalnie zbity z pantałyku. - Jeśli nie zabijesz jego, dostaniesz propozycję nie do odrzucenia, na nią. - czyli o to mu chodziło. Mina zdecydowanie mi zrzedła. Nie spodziewałem się czegoś takiego. - A tak żeby nie było Ci za dobrze. Masz na niego 12 godziny. Na nią 6. - tak chcesz się bawić skurwysynie. - A co jeśli nie wykonam żadnego? - zapytałem hardo. - W tedy ktoś dostanie zlecenie na niego. - Po blacie powędrowało kolejne zdjęcie. Mezo... - Jak chciałeś się mnie pozbyć trzeba było mi powiedzieć od razu. - mruknąłem zabierając ze sobą wszystkie trzy zdjęcia. - Uważaj na swoje decyzje, bo zaczynasz robić sobie wrogów, wśród własnych ludzi. Przypomnę tylko, że wśród najlepszych z najlepszych. Ze mną na czele. - powiedziałem kierując swoje kroki w stronę drzwi, nawet nie patrząc na dwóch mężczyzn będących w pomieszczeniu. - Mylisz się Joel. Nawet nie wiesz jak bardzo. - wyszedłem, a tam już czekali na mnie dwaj goryle. Codzienne schody zaczynają zamieniać się w niezwykle stromą równię pochyłą, a ja wspinam się po niej bez żadnych zabezpieczeń. 

»» ━━━━━ ★ ━━━━━ ««

Dwanaście godzin na wykonanie zlecenia, może wydawać się czasem oszacowanym z drzemką, obiadem i seksem pomiędzy, ale nie dla mnie. Tyle czasu wystarczyłoby mi kiedy wszystko jest zaplanowane, zapięte na ostatni guzik i gotowe do wykonania, a nie kiedy wszystko muszę tworzyć od podstaw, a mam tylko zdjęcie typa i jego nazwisko. A i jeszcze mam dwóch goryli na głowie, którzy tylko będą i zawadzać. Usiadłem na kanapie i odpaliłem laptopa, niecierpliwie stukając palcami o blat obok urządzenia. Przez najbliższe godziny nawyk zerkania na zegarek, jak nigdy wejdzie mi w krew. Na reszcie. Odpaliłem odpowiedni program i wpisałem dane Richarda Hawiera do bazy. Enter. Wyszukiwanie. Wstałem i zacząłem chodzić w tę i z powrotem. To zapewne potrwa parę minut, więc mój mózg znalazł sobie inne zajęcie. Zacząłem myśleć o córce Michaela, powinienem mu powiedzieć, że jego córka jest w niebezpieczeństwie, ale jak tylko to zrobię sprzątną wszystkich z listy. Jeśli zadzwonię do Meza i ostrzegę jego, każąc mu się ukryć scenariusz się powtórzy. Pewnie dadzą mi żyć i będą co kilka miesięcy przypominać mi o dzisiejszym dniu, każąc wykonać kolejne zlecenie. Działanie na emocjach człowieka, na jego sumieniu i moralności nigdy nie kończy się za dobrze dla tych, którzy rozpoczynają tą grę, tylko oni nigdy nie są tego świadomi. Może to i dobrze... Ciągle chodził mi po głowie Mezo i Alyx, nic nie może się im stać. Postanowiłem napisać list do Meza i zostawić go w domu. Mam nadzieję, że wróci w miarę szybko do domu i zdąży go przeczytać zanim będzie za późno. Odpaliłem papierosa i ponownie zająłem miejsce przed laptopem. W sam raz kiedy, na jego ekranie wyświetliły się wszystkie informacje na jego temat. Jasna cholera. Mniej tego już nie było. Jedynym tropem dla mnie była akcja sprzed trzech lat i wizyta w szpitalu...gdzie pracuje Michael...To wszystko zaczyna się niebezpiecznie łączyć. Ehh, pora poukładać stare puzzle zanim zrobi się niepotrzebny bałagan. Sięgnąłem po telefon i wybrałem numer do mężczyzny. Na szybko nakreśliłem mu sytuacje. - Potrzebuję małej pomocy. Mam jedną bardzo ważną sprawę. Przeszukaj dane szpitala na temat takich pacjentów. I najlepiej jakieś dane z jednej akcji. - Podałem mu kilka nazwisk, których używał najczęściej i powiedziałem, o którą akcję konkretniej mi chodzi. - Nie mam za wiele czasu, więc za pół godziny chcę cię widzieć na starej części King Kros. - zebrałem swoje informacje, wydrukowałem je i zacząłem zbierać do wyjścia. Niestety samotna wycieczka nie będzie mi dana. Mam nadzieję, że te dwa goryle mają rozkaz pozostawienia mnie w spokoju, kiedy tylko zacznę wcielać swój plan w życie.

»» miejsce ★ spotkania ««

Usiadłem na starym peronie odpalając kolejnego już papierosa. Pozostało mi jedynie czekać. Pozostało mi nieco ponad dziesięć godzin. Nawet nie wyobrażałem sobie, że czas może tak wręcz zapierdalać, kiedy przydało by się, by jednak odrobinę zwolnił. W końcu usłyszałem, że ktoś się zbliża. Nieznacznie podniosłem głowę tak by móc zobaczyć kto to. Kiedy się upewniłem, że to oczekiwana przeze mnie osoba, wyprostowałem się zaciągając po raz kolejny dymem z papierosa. Wypuściłem go powoli i wyrzuciłem ledwie tlący się niedopałek, a raczej już na wpół wypalony filtr. - Gdyby tak było, nie żyłbym już od ponad dziesięciu lat, więc raczej kiepski z niego zabójca jak mam być szczery. - odparłem wkładając miedzy wargi kolejnego papierosa. Odpaliłem go i schowałem opakowanie z zapalniczką do kieszeni kurtki. - Co masz? - zapytałem kryjąc za opanowanym tonem cholerną niecierpliwość i znerwicowanie. Odebrałem od mężczyzny teczkę, której kolor nie za bardzo mi się spodobał. Zbyt dobitnie przypomina mi o błękitnej liście, na której od jakiegoś czasu widnieje i moje nazwisko. W pewnym sensie jest to wyróżnienie, ale nie kosztem mojej głowy. Przejrzałem dokumenty, które przyniósł, od razu zaczynając planowanie skoku. Najpewniej coś się spierdoli. Zawsze tak jest, gdy człowiek planuje coś na ostatnią chwilę, chociaż w tedy też przychodzą na myśl najlepsze pomysły. Chciałem odpowiedzieć na jego pytanie, ale musiałem odebrać telefon. - Przeprasza... - mruknąłem, wstałem i odszedłem kawałek odbierając telefon. - Rebel, słucham. - powiedziałem do słuchawki. Przywitał mnie głos Kapelana. Jakkolwiek ta ksywka brzmi. Jeszcze gorzej to mógł się Księdzem nazwać. Jego też poprosiłem o pomoc i ułożeniu puzzli i niestety to skutecznie naszej trójce się udało. Pogromca, wszystko jasne dlaczego ludzie chcą się go pozbyć za wszelką cenę. To on podpisał wyrok na wiele osób z gangsterskiego życia. Ma na sobie więcej ludzkich istnień niż ja, ale ma na tyle wysokie plecy, że zamiata wszystko pod dywan. Co za skurwiel. - Dzięki. - rozłączyłem się chwilę potem i wróciłem do Michaela. - Rozdrapywanie starych ran. - wyciągnąłem z wewnętrznej kieszeni kurtki zdjęcie mężczyzny. - Za każdym razem przedstawia się inaczej, więc dla większości jest nieuchwytny. Aktualnie jest w Londynie i przekazali mi zlecenie. Tyle, że czas mnie trochę goni, więc musimy się pożegnać. - odparłem z niemrawą miną. - Wpadnij do mnie wieczorem, przydało by się czegoś napić po takim dniu. - wstałem i nieznacznie kiwnąłem głową porozumiewawczo w stronę Michaela. Pora rozpocząć niebezpieczną grę, gdzie to ja wychodzę na tego złego. 

 

f642ed877b936c7f696e683a98f15e86.jpg     69051e5d977d909e380967ec5e484361.jpg     5e858669be95b6b04bdbc2fb2da40a88.jpg

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━