━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
Upierdliwy wrzód na dupie, zwany potoczniej, siostrą opuścił nasze towarzystwo. Jedno utrapienie z głowy. Pozostał jeszcze chłopak. A raczej mężczyzna, choć sądząc po jego wyglądzie nie był ode mnie na zbytnio starszego. Może pięć lat różnicy, może mniej. Jak na razie mnie to nie interesowało za bardzo, głównie z powodu tej upierdliwej blondynki, która tak łatwo nie da sobie zawrócić w głowie i ugłaskać. Mój konflikt z nią dopiero będzie rozkwitał i coś mi mówi, że nie zakończy się pokojowo. Chyba, że wkroczą liderzy, a wszyscy doskonale wiemy, że jak wchodzą liderzy to i całe gangi, przez co otwarta wojna pomiędzy dwoma bossami byłaby nieunikniona. Tak tylko przypomnę, że ja mam bardzo dobre układy ze wszystkimi gangami i za żadne skarby nie uśmiecha mi się tego psuć tylko ze względu na nią i jej pretensje w stosunku do mnie. To się stało lata temu, rozumiem zawiść i tak dalej, ale zemsta nie przywróci życia jej chłopakowi, a mojemu przyjacielowi. To zdecydowanie tak nie działa moja droga, a szkoda. Bo jeśli byłoby inaczej, nawet nie zauważyłabyś jego nieobecności. Przecież zabiłem ich wszystkich, albo przynajmniej większość. Jednak ona jest przedstawicielką płci pięknej, która jeśli nie doświadczy czegoś na własnej skórze to nie zrozumie, że się czegoś nie da zrobić. Chyba, że należy do drugiej grupy, która choć wie, że się nie da to i tak na chama będą próbować, bo czemu by nie. Może w końcu im się powiedzie. Szczerze życzę powodzenia...
Kiedy mężczyzna podszedł do mnie podałem mu rękę. - Joel. - oparłem wyrzucając zgaszony niedopałek do kosza przy barierkach. - Nie mam. - odparłem spoglądając za minę mężczyzny. Ten zawód, aż był miły. - Pewny jesteś, że nie chcesz bym jednak je miał? - zapytałem od tak opierając się przedramionami o barierkę. Jeden człowiek w tą czy w tą. Większej różnicy mi to nie zrobi. A nich stracę, nawet zrobię to za darmo, tylko po to, żeby już więcej nie chodziła za mną jak cień i wkurwiała samą swoją obecnością. Ona chyba nie zdawała sobie sprawy jak bardzo była upierdliwa. Albo wiedziała i robiła to specjalnie, bo sprawiało jej to przyjemność....Kobiet, a tym bardziej blondynek się nie zrozumie. Jest to udowodnione naukowo. Ponownie zmierzyłem mężczyznę spojrzeniem nie prostując się jednak. - Poszło o coś, o czym oboje już dawno powinniśmy zapomnieć. Mi się udało, ale twoja siostra postanowiła mi o tym w dość brutalny sposób przypomnieć. - oparłem ze spokojem. - I to ci się chwali, bo nie mam dzisiaj ochoty na bójkę. Po wczoraj mi już zupełnie wystarczy. - tym razem się wyprostowałem. Byłem nieznacznie wyższy od mężczyzny. - Wiem kim jesteś. Zszywałeś kiedyś moich ludzi. - przyjąłem od niego chusteczki od razu jedną przykładając do obficie krwawiącej rany tuż nad brwią. Nie bolała. - Wyjdę ci pewnie na buca...którym jestem, ale zszywałem się więcej razy niż myślisz i wiem co robić, ale dzięki za radę. - powiedziałem starając się być uprzejmym jak tylko mogłem, choć pewnie kiepsko mi to wyszło. Pieprzyć. - Z podziękowaniem dla twojej siostry nie zdążyłem nic wypić, a palę czerwone Marlboro, do trawki temu trochę daleko. - na jego następne słowa wzruszyłem początkowo ramionami. - Jak uważasz, Ty tu jesteś lekarzem. To akurat będzie najłatwiejsza część, chyba, że koniecznie chcesz przechodzić prze główne wejście. - poszedłem za mężczyzną. - Z drugiej strony racja, będzie szybciej. - zawsze to coś. Przynajmniej nie będę musiał kombinować w dostaniu się na dach i tak dalej. Tak to przynajmniej się pośmieję z naiwności jednostek specjalnych. - Wiesz, w moim zawodzie chodzenie po mieście bez broni skutkuje natychmiastowym spotkaniem z przeszłymi ofiarami, na samym dnie Piekła. - cóż za optymistyczna wizja swojego pojebanego jestestwa po kopnięciu w kalendarz.
Podczas drogi do szpitala Michael przybliżył mi swój pomysł wprowadzenia mnie do środka, tak by oddział specjalnej troski mnie nie przetrzepał i zgarnął. Z zewnątrz byłem jak zawsze pełny opanowania i profesjonalizmu. W środku, napierdalałem się na całego. Co musi mu się we łbie kotłować, żeby wymyślić coś takiego. Ale szacun, szczerze to nawet sam bym na to nie wpadł. Długo namawiać mnie nie musiał. Do upokarzania stróżów prawa jestem zawsze pierwszy i z szerokim uśmiechem na twarzy kroczę ich ośmieszyć. A to jest do tego idealna okazja. Położyłem się na łóżku i cierpliwie czekałem, aż Michael wraz z niewielką pomocą zrobią to co mają zrobić. Na pytanie mężczyzny jedynie pokiwałem głową. Komedię czas zacząć. Tak jak prosił udawałem bardzo silne drgawki, a kiedy usłyszałem jak maszyna zaczyna pikać, szarpałem się raz po raz 'starając nabrać powietrza'. Nieważne. Kiedy tylko drzwi windy się zatrzasnęły, a Michael poinformował, że bardzo profesjonalny teatrzyk może się skończyć odetchnąłem z ulgą. Spokój jednak nie trwał zbyt długo, bo zaraz wybuchnąłem śmiechem prawie, że spadając z łóżka. Zrobienie w chuja SAS'ów poziom master. Z resztą nie tylko ja zacząłem się śmiać jak skończony idiota. Reszta ekipy też miała z tego powodu pełno radochy. Kiedy w końcu wszyscy się uspokoili pozdejmowali ze mnie wszystko. Na odpowiednim piętrze też się rozstaliśmy. Pielęgniarka musiała wyjechać jeszcze piętro wyżej, ja natomiast udałem się za ciemnowłosym mężczyzną. Wchodząc do pomieszczenia odwiesiłem kurtkę na wieszak. Niedługo później siedziałem już w jego gabinecie na fotelu i czekałem, aż zacznie mnie zszywać. Ta rana zrobiła się już naprawdę denerwująca. - Nie jestem. - odparłem patrząc co zaczyna robić. - Możesz mnie zszywać bez tego. Wytrzymam. - w końcu zaczął. Nastała cisza jednak ja nie zamierzałem milczeć za długo. Spojrzałem na mężczyznę, który majstrował igłą niebezpiecznie blisko mojego oka. Kojarzyłem go z widzenia, a tatuaż na jego dłoni tylko uświadczył mnie w przekonaniu, że Michael należy do tego samego gangu co ja.
Chciałeś wiedzieć o co nam poszło. - zacząłem. Przez to wszystko należały mu się wyjaśnienia, bo pewnie jego siostra nie będzie się do tego kwapić. Po chwili jedynie westchnąłem. - Parę lat temu wcielono mnie do czegoś w rodzaju oddziału specjalnego. Wykonywaliśmy najcięższe zlecenia, głównie na grupy ludzi. Jedną z pierwszych akcji pozwolono mi prowadzić. Mieliśmy dobry plan, prosty cel i każdy wiedział co ma robić. Nie przewidzieliśmy tylko jednego, kreta. Wsypał nas, a całą akcję szlak trafił. Nim zorientowaliśmy co się dzieje spora część naszych już nie żyła. Udało mi się wyprowadzić paru, w tym chłopaka twojej siostry, mojego przyjaciela... - W tym momencie urwałem, ale zaraz potem kontynuowałem. - Szliśmy na końcu, ja, Peter i pomogliśmy uciec chłopakowi z postrzeloną nogą. - Dziwne było to uczucie, opowiadać historię mojej największej porażki prawie, że obcemu mężczyźnie i to tylko dlatego, że Peter postanowił dołączyć do mojego oddziału i nic nie mówić o swoich planach dziewczynie, która wystawił. - Zaczęli nas ostrzeliwać, padaliśmy jak kaczki. Peter zaczął osłaniać mnie i tego chłopaka. Gdyby nie on, nie rozmawialibyśmy tutaj. Uratował mi życie, przypłacając to swoim. Zbiegła nas garstka, to w ogóle cud, że przeżył ktokolwiek. Parę tygodni później przysłano mi jego głowę w paczce z dopiskiem, że będę następny. Do dzisiaj nie wiem dlaczego się na nas uwzięli, ale patrzyłem jak z dnia na dzień pada coraz więcej osób z mojej ekipy. W ramach odwetu odkopałem akta zlecenia i na własną rękę powybijałem kolejnych członków ugrupowania, a ich głowy rzuciłem pod nogi kapusia zanim i on zasmakował srebrnej kulki. - Zamilkłem na kilka sekund. - Po tym co zrobiłem cała władza nie tylko angielska wystawiła za mną list gończy, więc przez dłuższy czas się ukrywałem. Wróciłem niedawno. To cała historia. - Przez cały czas miałem spokojny głos i raczej typowe dla siebie, beznamiętne spojrzenie. Przed moimi oczami jednak pojawiały się wszystkie sceny z tej felernej nocy. Wolałem tego ponownie nie przeżywać, ale było trzeba. I coś tak czuję, że będę musiał to robić jeszcze długo. Uczucie towarzyszące mi podczas opowiadania nie było w żadnym stopniu przyjemne. Rozdrapywanie starych ran i powrót wyrzutów sumienia...Obwiniałem się o śmierć przyjaciela, to ja go w to wszystko wciągnąłem. Cholera, gdyby tylko poszedł do swojej dziewczyny tak jak obiecał...Oszczędziłby zachodu wielu ludziom. Spojrzałem na mężczyznę, który na dłuższy moment zastygł w bezruchu. - Nie sądziłem, że twoja siostra, będzie miała mi to za złe, po tylu latach do tego stopnia, że poprzysięgła mi moją śmierć. - Spojrzenie morderczego psychopaty powróciło na swoje miejsce. Przeszłość przyszła po mnie już wystarczająco dużą ilość razy. Mam nadzieję, że już sobie mnie odpuści i zacznie dręczyć kogoś innego. Mi już to zupełnie wystarczy.
Postaram się. - powiedziałem podnosząc głowę na dźwięk otwieranych drzwi do gabinetu mężczyzny. Nowo przybyłą blondynkę już znam. Ach ten mord w oczach. Dawno już na mnie tak nikt nie patrzył... Spojrzałem na małą dziewczynkę delikatnie się do niej uśmiechając. Jednak nic się nie zmieniło, ciągle odstraszam dzieci. Co za szczęście. Pokiwałem tylko głową z sarkastycznym wyrazem twarzy, na komentarz siostry Michaela.. - Zobaczymy kto kogo pierwszy zobaczy... - będziemy musieli sobie wyjaśnić kilka kwestii. Obawiam się jednak, że dziewczyna będzie musiała być przywiązana do krzesła, w kaftanie bezpieczeństwa i na lekach uspokajających, bo sobie jeszcze krzywdę zrobi chcą się do mnie dorwać. To już się kurwa robi męczące. Na całe szczęście chodząca żmija dała sobie spokój z mordowaniem mnie spojrzeniem i wyszła pozostawiając dziewczynkę z nami. Córcia, wykapany tatuś. Nawet rysy twarzy, mimo, że dziecięce, przypominały rysy ojca. Podniosłem kącik ust, kiedy Michael przedstawiał mnie dziecku. Z gościa, który miał odstrzelić jego siostrę awansowałem na wujka...i to ze mną jest coś nie tak...cóż za awans społeczny. - Cześć Mała. - przywitałem się z dziewczynką szczelnie przytulającą się do taty. Ciekawość z moimi tatuażami jednak była znacznie silniejsza od wstydliwości oraz strachu i dziewczynka wyciągnęła rączkę w stronę mojego przedramienia. Przysunąłem rękę, by mogła ją dosięgnąć. Radość w oczach dziecka jest bezcenna... Oj Grenard, dziadziejesz już na starość. - Trochę. - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Pomimo mojego wzrokowego protestu kierowanego do rozsądku tatusia, dał mi dziewczynkę na ręce. Wstałem więc z fotela. - Ostatni raz nosiłem tak brata jakieś piętnaście lat temu... - zaśmiałem się krótko i spojrzałem na dziewczynkę, która podwinęła rękaw mojej podkoszulki i uporczywie wpatrującą się we wzory na moim ramieniu i szyi. - Tatuś też ma rysunki, ale nie tak dużo. - powiedziała opierając rączkę na moim policzki i zmuszając bym odwrócił głowę. - Dużo ich masz? I gdzie? - już nawet zapomniałem ile pytań na minutę jest w stanie zadać dziecko jak je tylko coś zaciekawi. - Sporo. Na obu rękach, karku i klatce piersiowej. - odparłem kierując spojrzenie w stronę Michaela mówiące 'Weź pomóż', jednak ten szukał czegoś w biurku i nawet tego nie zauważył. - Pokażesz mi? - w jednym momencie znowu spojrzałem na dziewczynkę, a po chwili przy mnie pojawił się jej tata. - Może innym razem. Nie powinnaś już spać, hmm? Wracaj do taty. - oddałem ciekawską rodzicielowi.
Potem stała się najbardziej rozbrajająca sytuacja ever z dzieckiem w roli głównej. Popatrzyła poważnie na mnie, a potem na swojego tatę, po czym ze stoickim spokojem i maślanymi oczkami wbitymi w oczu Michaela zaczęła swój monolog. - Tatusiu, mogę przygarnąć Joela? Będzie spał ze mną, będę karmić go żelkami, będę go przytulać i i i oglądać filmy. Koleżanki będą mi zazdrościć takiego męża. - w gabinecie nastała grobowa cisza. Że co, przepraszam? Starałem się opanować, ale coś kiepsko, bo na mojej twarzy szybko zagościł szeroki uśmiech. Cicho się zaśmiałem. Awans społeczny część druga. Z wujka, na męża sześciolatki. Skoro czteroletnia różnica wiekowa, gdzie kobieta jest młodsza, podchodzi pod pedofilię, to czym jest jedenaście lat różnicy? No, jakby to powiedzieć, jednak gustuję w starszych, ale to jeszcze dziecko i jeszcze mało co rozumie z życia. Eeh, nie ważne. Pomińmy to. Konsternacja malująca się na twarzy Michaela nie pomagała mi się opanować, ale w końcu jedynie lekko się uśmiechałem dławiąc w sobie chęć wybuchnięcia głośnym śmiechem. - No tatuśku. Odpowiedz córce. - zaśmiałem się cicho, trochę uszczypliwie to mówiąc. Jednak nikt o mnie nie powiedział dwóch rzeczy. Że jestem normalny i uprzejmy w każdej sytuacji. Przeszedłem przez gabinet i sięgnąłem po swoją kurtkę, którą ubrałem czekając na małą rodzinkę. Jednak wymijająca odpowiedź taty zawsze udobrucha córeczkę. Rzeczywiście jest już późno i mała powinna spać. - Podrzucić Cię gdzieś, żebyś uśpił małą? - spytałem odbierając ponownie córkę od mężczyzny żeby i ten się ubrał. - A za to? - spojrzeniem wskazałem na brew. - Zapraszam na drinka. - w tym momencie dziewczynka pacnęła mnie rękę. - Też chcę iść z wami. - Posłałem jej tylko zabawnie naburmuszoną minę. - Pójdziemy jak dorośniesz, okej? - połaskotałem tą małą diablicę. - Okej. - ziewnęła i oparła głowę o moje ramię. - Raczej nie wyjdę tą samą drogą co tu wszedłem. Spotkamy się na parkingu przy klubie? Mam tam samochód.



━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━