JustPaste.it

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Gwałtowny powiew ziemnego wiatru otoczył całe moje ciało, co pomimo skórzanej kurtki, czułem bardzo dobrze. W tym wszystkim to był pierwszy fakt, który skutecznie dał mi do zrozumienia, że nie powinienem zasypiać i tracić czujności. Drugi też za chwilę poczuję i ten wykluczy mnie ze snu już do rana. W uszach świszczał mi wiatr, a w żołądku czułem to charakterystyczne coś, kiedy się spada. Widziałem gwiazdy jaśniejące na ciemnym niebie i dobijające się po obu stronach rzeki światła miasta. Oczywiście mój wzrok nie ominął mostu, a uszy wyłapały radosny śmiech dziewczyny. Zaraz potem cały zanurzyłem się w lodowatych odmętach Tamizy, ku ewidentnej uciesze Tamary. Eh... Pewnie zastanawiacie się, jak mogłem znaleźć się w takiej mało planowanej sytuacji, mało przyjemnej dla mnie w skutkach. No cóż, zaczęło się to wszystko od telefonu pod tytułem 'Joel pomóż', a ja jako bardzo asertywny człowieczek powiedziałem donośnie i stanowczo 'Jasne, gdzie jesteś?'. Tyle z mojej asertywności i spokojnego snu w cieplutkim łóżeczku. A wystarczyło nie odbierać. Z drugiej jednak strony, nie wiadomo co by się stało z tą sierotą.

Wróciłem dość późno do domu, jak zawsze z resztą, ale tym razem, w drodze wyjątku, nie były to godziny bliżej poranne. Rzuciłem torbę na podłogę, a udając się pod prysznic, po prostu marzyłem, by móc się położyć i w spokoju przespać się do dwunastej, bo dlaczego by nie. W końcu znalazłem się w tym odpowiednim dla mnie miejscu, opatuliłem się szczelnie kołdrą, a w chwili jak moja głowa dotknęła poduszki, momentalnie odleciałem do Krainy Morfeusza. Nie śniło mi się kompletnie nic, ale to i dobrze, bo przynajmniej miałem okazję spokojnie spać... Do czasu. Zupełna pustka siedziała mi  w głowie. Nie wiem po ilu, ale na pewno kilka krótkich godzin później ta pustka zaczęła wypełniać się muzyką... Muzyka? Otworzyłem gwałtownie oczy rzucając się po telefon leżący na stoliku nocnym z myślą, że znowu coś się dzieje i ściągają mnie do głównej siedziby.

Widząc na wyświetlaczu imię Tamara, przewróciłem oczami. Mruknąłem też z niezadowoleniem w ogóle nie rejestrując, że zaczęła do mnie mówić w zupełnie niezrozumiałym języku, choć w oparciu na kilku pojedynczych słówkach mogłem z bardzo dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że jest to coś z Półwyspu Iberyjskiego. Portugalia to za daleko, ale Hiszpania, to już tak w sam raz. Spojrzałem zdegustowany na wyświetlacz telefonu. Nie, dobra, Tamara, jest dobrze. - Co Ty, kurwa, pierdolisz? - wyrzuciłem z siebie, starając się nie za bardzo brzmieć na skończonego buca (którym bez dwóch zdań jestem) i żeby wypowiedziane przeze mnie słowa były oddzielnie, a nie posklejane jak słowa pijaka, który tylko prosi o piwo po całej nocy balowania. Po usłyszeniu jej pytania, po raz trzeci spojrzałem na wyświetlacz. Za cholera ta informacja nie chciała do mnie dotrzeć w tym momencie. Nie no. Tamara, na bank. Westchnąłem - A mam, kurwa, inny wybór? - mruknąłem, rozłączyłem się i z mało zadowoloną miną, wstałem z łóżka.

Na co ja się kurwa godzę? Mówiłem sam do siebie naciągając na swoje ciało kolejne części garderoby. Z kluczami w zębach zszedłem na parter ubierając skórzaną kurtkę. Dziewczyna nie jest jakoś specjalnie daleko ode mnie, więc postanowiłem się przejść. Jest mniejsze prawdopodobieństwo, że zasnę w połowie drobi i, z moim szczęściem, przypieprzę w słup. Z każdym kolejnym krokiem jak zbliżałem się do miejsca wskazanego przez dziewczynę moje ziewanie nasilało się, aż w końcu nawet miałem załzawione oczy od tego. W końcu dostrzegłem nie swoją zgubę, siedzącą na niewielkim murku. Podszedłem do niej lustrując ją przy tym uważnie spojrzeniem. - Ruszaj tą swoją dupę niespełna rozumu. - mruknąłem, a ta nie za bardzo zrozumiała przekaz, bo rzuciła się na mnie jakbym był żołnierzem wracającym z Afganistanu, do swojej żony i trójki dzieci. A tu taki zawód. Nie jestem przykładnym obywatelem . Nigdy nim nie byłem.

Ruszyliśmy. Oczywiście Tamarze musiał się włączyć tryb gaduły z koniecznością podzielenia się z przypadkowym towarzyszem niedoli, co jakiego ciekawego się jej przydarzyło dzisiejszego wieczora. Jak widać każdy ma inne priorytety. Szkoda tylko, że cała ta historia została mi przedstawiona w tym języku, którego nie mam przyjemności znać, ale szedłem dalej przy dziewczynie i wysłuchiwałem jej bełkotu i niczym jak na tureckim kazaniu, udawałem, że rozumiem każde wypowiedziane przez Tamarę słowo. A niech sobie gada, może choć trochę szybciej minie mi ten czas. Wejście na most było czymś przełomowym. Po pierwsze Tamarze w końcu zamknęły się usta, a po drugie, chłodna bryza rozbudziła mój na wpół zaspany umysł. Kiedy dziewczyna się zatrzymała i oparła o barierkę, żeby spojrzeć na wodę, sam przystanąłem. Oparłem się plecami o poręcz i odchyliłem nieco przeciągając niego bolące mięśnie i oczywiście ziewając. Wracając do rzeczywistości po krótkim resecie, kątem oka dostrzegłem, że dziewczyna nieco za bardzo pochyla się nad poręczą. Chwyciłem ja więc za ramię i chciałem odciągnąć lekko, ale ta się szarpnęła i odepchnęła mnie... Co skutkowało bardzo profesjonalnym lotem wprost do Tamizy. Kurwa...

Pojawiam się i znikam taka rola magika jak to mówią... Zdążyłem się wynurzyć w sam raz jak tuż koło mojej głowy, do wody, wleciał mały kamień, nie większy niż tarcza zegarka. - Serio?! - krzyknąłem ku dziewczynie, ale ona chyba tego nie zakodowała. Podpłynąłem kawałek do brzegu i wyszedłem z wody z miną jeszcze bardziej niezadowoloną niż w momencie odbierania telefonu. Jedyny plus tej niezapowiedzianej kąpieli był taki, że odechciało mi się spać i to momentalnie. Ponownie wszedłem na most, a moje spojrzenie jednoznacznie mówiło, że nie jestem w najlepszym nastroju na kolejne niespodzianki i radości. - Granacik! - usłyszałem radosny krzyk dziewczyny i stukot jej butów o bruk. - Em, jesteś mokry, jednak Cię nie przytulę. Ale gdzie byłeś? Patrzę Joel był, a teraz go nie ma. - zaczęła się śmiać niepohamowanie. - Idziemy. - burknąłem biorąc dziewczynę za ramię i prowadząc prawie na siłę w stronę jej domu.

 

db5893a12638f13270692953dc6832ae.jpg     27b035c99c7f32ce085e3c32dc01b7ad.jpg     060de6748b14563902b8bb3ae22c7ef2.jpg

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━