JustPaste.it

11_small.gif

______________________________________________________________________

Zegarek na smukłym zegarku wskazywał godzinę wpół do piątej rano. Niechętnie wstałam rozglądając się jak co dzień po celi, która usilnie miała robić za pokój. Cóż, było jej do tego daleko, masywne metalowe łóżko, jakaś stara komoda i ledwo co trzymające się w całości biurko chyba nie są idealnym przykładem żeby zachować jakieś pozory rodzinnego ciepła, którego nawet tutaj chcieli przemycić. Głupota. Usiadłam przy biurku, łapiąc za swój notatnik oraz ołówek i oddałam się swojej codziennej rutynie. To właśnie rysunki ratowały mnie od samozagłady, do której było blisko. Cóż, nie zawsze się im udawało,o czym mogły świadczyć moje ręce, pełne blizn, których o dziwo zamiast stawać się co raz mniej stawało się co raz więcej. Około dziewiątej pojawiła się strażniczka, kobieta anioł. Starsza dość wysoka kobieta przywitała mnie szczerym uśmiechem, który gdyby tylko mógł roztopił by każdy lód. Przywitałam się z nią, po czym zaprowadziła mnie do łazienki gdzie mogłam wykonać poranne czynności. Po powrocie do celi przebrałam się w świeże ubrania, rozczesałam włosy i położyłam się na łóżku, czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Nienawidziłam tego miejsca, ale szczerze? Nie żałuję tego co zrobiłam, jestem pewna że gdybym cofnęła się w czasie zrobiłabym to kolejny raz. Z resztą wszyscy którzy stawali na mojej drodze na to zasłużyli.Trudno jest zapomnieć, gdy jest się powodem czyichś codziennych cierpień, a wina pożera każdego dnia wszystko, co cię definiuje. Przez pewien czas nie mogłam spojrzeć na siebie w lustrze,  nie bez palącej mnie w gardle żółci.Co, jeśli to agonia teraz, a potem już tylko piekło? Z czasem jednak dziwne uczucie kompletnie mnie opuściło. Zdarzały się momenty, w których tak bardzo żałowałam, że po prostu nie strzeliłam sobie w łeb.A może powinnam zginąć razem z nim? Uniknęłabym wtedy wielu tragedii. Zginęło już tak wiele ludzi.Jak przeprasza się za zrujnowanie czyjegoś życia? Kiedyś może oddałabym wszystko żeby poznać odpowiedź, teraz po prostu mam to w nosie.Drzwi od mojej celi niebezpiecznie skrzypnęły kiedy ktoś wsadził do nich klucz.Podniosłam się z łóżka kiedy ktoś wszedł do środka. Na widok mężczyzny mina mi zrzedło. Trzeba było coś przyznać że nie przepadaliśmy za sobą od pierwszego wejrzenia. Atmosfera między nami była tak napięta że zasadniczo można było kroić ją nożem, a gdyby nasze spojrzenia mogłyby zabijać.. cóż. 

- Wglądasz kwitnąco jak zawsze, Peter. - Mruknęłam oschle wyciągając dłonie przed siebie, pozwalając skuć się kajdankami. Od kiedy ja się zrobiłam taka potulna? Cała droga minęła mi na wysłuchiwaniu strażnika, który ostrzegał że jeśli coś złego stanie się nowemu pedagogowi on osobiście zadba o odpowiednią karę. Tsa, doskonale wiedziałam jak miała wyglądać tak kara. Raz próbował, a potem wylądował w szpitalu, ups. Od tamtej pory miałam spokój, który niestety był tylko pozorem. Odkąd wrócił znowu zaczęło się dla mnie piekło. Żałowałam jedynie tego że nie posłałam go od piachu. Już dawno powinien gnić w ziemi. Weszliśmy do środka dobrze znajomego mi gabinetu.Peter, oczywiście musiał się popisać jaką on to ma władzę nad nami. Zmarszczyłam brwi, posyłając mu mordercze spojrzenie, zdezorientowana podniosłam spojrzenie piwnych tęczówek na nowego przybysza i przechyliłam w zabawny sposób głowę w bok. Tak jakbym właśnie ujrzała iście interesujące zwierzątko. Tak, dokładnie tak. Dla mnie wszyscy pedagodzy były niemalże tak samo irytujące jak zwierzęta, za którymi już od najmłodszych lat nie przepadałam. Obserwowałam to co się działo w pomieszczeniu z uwagą, ale także z lekkim uśmiechem. W końcu komuś jeszcze udało się zetrzeć mu nosa. Jego pewność siebie zmalało, co wywołało u mnie satysfakcjonujący uśmiech. Kiedy rozkuł mnie zerknęłam w stronę nieznajomego mi mężczyzny z przyjaznym uśmiechem, który po chwili zniknął tak szybko jak się pojawił. Rozmasowałam obolałe nadgarstki, naciągając na nie rękawy.Odprowadziłam wzrokiem strażnika do drzwi, gdybym tylko mogła już dawno miałby nóż wbity w plecy. Kiedy drzwi zamknęły się wróciłam wzrokiem do nowego towarzysza.

- Zgadza się. - przytaknęłam, krzyżując dłonie na klatce piersiowej, jednak kiedy młody mężczyzna wyciągnął do mnie rękę z grzeczności ją uścisnęłam. Pytanie mężczyzny mnie zdziwiło, cóż czyżby nie skarżyli się mu że nie jem? Nieźle. Pokręciłam głową. - Dziękuję, to bardzo miłe, ale niestety nie mam apetytu. - odpowiedziałam siadając na wskazanym miejscu przez ciemnowłosego.

- Ale szklanką wody nie pogardzę.- dodałam po chwili - Cóż, to co każdego z Was.Przymus. - mruknęłam odgarniając kosmyk włosów za ucho. - Uważają że nie radzę sobie z agresją.. no i samą  sobą.- odpowiedziałam, po czym prychnęłam cicho pod nosem.- Ach, no i zapomniałabym usilnie chcą dowiedzieć się o tym co działo się w rodzinie zastępczej. - dodałam po chwili zamyślenia.- Szkoda Pana cennego czasu. - stwierdziłam przechylając lekko głowę w bok.