Jak miałam się nie martwić? To nie był tylko niegrzeczny chłopiec, który nie umiał dogadać się z płcią piękna - Mike był w gangu. Jednym z brutalniejszych w Moskwie jak i nie w całej Rosji. Na pewno już nie raz miał w rękach broń, nie raz jej używał - może nawet kogoś zabił. Widziałam co robiły dziewczyny z naszego gangu, a co dopiero przepełnieni testosteronem mężczyźni. Kiedy byliśmy już pod domem z jednej strony chciałam wybiec i jak najszybciej znaleźć się w ciepłej łazience, lecz z drugiej czułam przeszywający mnie strach, który nie pozwalał mi się poruszyć. Dlatego z wdzięcznością przyjęłam wyciągniętą w moją stronę dłoń przyjaciela. Wyszłam z samochodu i złączyłam nasze palce. Czułam się bezpieczniej móc fizycznie odczuć, że ktoś jest blisko i będzie ze mną w każdych okolicznościach, a przyjemniej tego bardzo bym chciała. - Chodźmy - powiedziałam urzekając go promiennym uśmiechem.
Podziwiałam go za to, że mnie nie odtrącił. Tyle razy mniej lub bardziej umyślnie go skrzywdziłam, a jednak Theo nadal przy mnie był. Czyż to nie było poświęcenie? Najwyższy poziom przyjaźni, po którym zwykle oczekuje się czegoś więcej. Czegoś na co prawdopodobnie nie jestem gotowa. Przede wszystkim nie wiedziałam co czuję, nadal targały mną niepewności, obawa przed tym co może nastąpić. Zdrada, oszustwa, kłamstwa - a na koniec porzucenie i samotność przepełniona płaczem oraz smutnymi piosenkami. I to uczucie kiedy nagle słyszysz wszystkie skierowane w twoją stronę: "Do widzenia", po których dana osoba już nigdy nie wracała. Nikomu tego nie życzę. Może właściwie nie boję się samego związku z uroczym blondynem tylko odrzucenia po tym jak już mu się znudzę.
Koniec z tym. Muszę być silna dla siebie. Ruszyłam w stronę domu, a dłoń Theo złączona z moją zapewniała mnie o bezpieczeństwie, na które mogę liczyć. W jakimś stopniu dodawała mi także odwagi sprawiając, że czułam się zdolna do wszystkiego. Będąc już w środku westchnęłam i puściłam blondyna. - Rozgość się. - powiedziałam wskazując na obszar domu. - Ja idę się przygotować. - dodałam, puściłam mu oczko i podbiegłam na górę. Cholera jasna, co ja na siebie włożę?
