━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
Co tu dużo mówić. Zabiłbym go. Bez mrugnięcia okiem. Może i jestem ich szefem, może i grozi mi za to wiele, ale posłałbym go do piachu z kulką między oczami. Więc dlaczego tego nie zrobiłem? I dlaczego przez większość czasu okrążaliśmy się jak sępy? W końcu mogłem wyciągnąć broń, wycelować i pociągnąć za spust. Powstrzymywała mnie przed tym jednak, jedna, jedyna rzecz, a raczej osoba, dzięki której byłem w stanie zachować swoje resztki człowieczeństwa. Miałem Mick'a po prostu dość, ale powstrzymałem się od ostateczności i tylko po paru minutach pozbawiłem go przytomności. Pozbawiłem broni w chwili gdy jego brat wbiegł na posesję. Dostrzegłem w jego oczach rozpacz widząc ciało swego brata. - Spokojnie, żyje. - podałem mu jego broń. - Miej go na oku. Trzeciej szansy nie dostanie. - Popatrzył na mnie z wdzięcznością i na tą chwilę przestałem się czuć jak morderca w gangu. Na tę chwilę przestałem czuć cokolwiek. Poczekałem, aż oboje się oddalą. Przez chwilę jeszcze stałem na podjeździe by ochłonąć, po czym z westchnięciem wszedłem do domu dziewczyny. Odszukałem ją spojrzeniem i podszedłem nieco bliżej. - Ledwo, ale żyje. - odparłem. - Chyba zaczynam się robić miękki.
Pomiędzy nami nastała chwila ciszy podczas, której mierzyliśmy się nawzajem wzrokiem. Po paru minutach uśmiechnąłem się do niej lekko. - Z tego co pamiętam, mieliśmy spędzić razem wieczór. - podszedłem bliżej i oparłem się o blat, na którym siedziała. Spojrzałem jej w oczy. - Weź. Nie pozwól temu gnojkowi pozbawić się humoru na wspólny wieczór. - z uśmiechem podałem jej dłoń. Trudno mi powiedzieć kto bardziej potrzebował w tym momencie wyjść na miasto i się upić. Ja, ona...chociaż...przyda nam się to obojgu.
━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
