JustPaste.it

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Zmierzyłem go od stóp do głów i stwierdziłem, że powinienem jeszcze trochę popracować nad lewym sierpowym, bo jego twarz nie jest równomiernie poobijana. Ale to tak na przyszłość. Stojąc w drzwiach nie pozwoliłem mu bardziej zbliżyć się do dziewczyny ciągle mając na uwadze to, że jest nieobliczalny, z tyłu głowy miałem jednak słowa jego brata. Spokojnie, dam mu mówić, ale nich zrobi krok...Zrobił, kiedy już w pytaniu Amber kazała mu odejść. Zagrodziłem mu drogę i spojrzałem w oczy. - Nie radzę... - powiedziałem głosem opanowanym i zupełnie nie pasującym do mnie. - Odsuń się, nie rozmawiam z tobą. - Ehh, a już myślałem, że się czegoś nauczył. Jednak starego psa, nowych sztuczek nie nauczysz. - Chyba nie wiesz przed kim właśnie stoisz. - Mam gdzieś to, że właśnie znieważa swojego przełożonego i tak dalej. Gorzej, że chce znowu spróbować. - Ależ wiem. - rzucił kwiatami na podłogę piorunując mnie spojrzeniem. - Mało ci po wczoraj? Bo mogę poprawić. - znacznie złagodniał. Po chwili z zadowolenia przeszedłem w szczere zdziwienie. Amber podeszła do nas ominęła mnie i jak gdyby nigdy nic po prostu uderzyła go w twarz. To było...imponujące, muszę przyznać. - Dobrze - powiedziałem po chwili, kiedy dotarło do mnie, że Amber postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. - A teraz bądź grzeczny i nie każ bratu patrzeć jak się ciebie pozbywam. ten jakby nic sobie z tego nie zrobił, ani z moich słów, ani z policzka wymierzonego od dziewczyny. - Wiem kim jesteś. Pieprzysz tą dziwkę, która dała już połowie gangu, żeby dostać się na tą pozycję. - Mick, ty tego nie powiedziałeś. - Tak do ciebie mówię dziwko. - wskazał Amber ręką nad moim ramieniem. Powiedziałeś. Nie ładnie. - Amber. - powiedziałem spokojnie. - Już więcej ci nie wejdzie w drogę. - wykorzystałem to, że się wycofał. Wyszedłem za nim i zamknąłem za sobą drzwi. - Wiesz Mick. Nie lubię gdy podwładni mi skaczą, przez to, że nie wiedzą kim jestem. Druga zasada, jeśli rozmawiasz ze starszym, bądź grzeczny. - Rzuciliśmy się sobie do gardeł. Jak dwa rozwścieczone psy. To się dobrze nie skończy dla jednego z nas. A tym kimś na pewno nie będę ja. 

a598cdd31037cb66e0424fa95b5e653b.jpg

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━