Dlaczego ja nie mogę mieć normalnych znajomych? No dlaczego? Gangi, narkotyki, psychopaci, zabójcy, hakerzy - może to jednak nie jest aż takie złe... W końcu w takim otoczeniu przynajmniej się nie wyróżniam. - Kusząca propozycja... - powiedziałam i spuściłam głowę kręcąc nią z niedowierzaniem. Tymczasem na moich ustach kompletnie bez mojej kontroli pojawił się uśmiech i... Nie chciał uciec. Już zdążyłam zapomnieć, że dobry humor może się pojawiać na codzień, a gdyby nie Theo może nigdy bym sobie nie przypomniała. Tamtego dnia bardzo żałowałam, że Ivy kazała mi załatwić sprawy Wilczej Zamieci, lecz patrząc z obecnej perspektywy dobrze iż tak się stało. Spotkałam kogoś za kim już nie tęskniłam, nie chciałam - wolałam by został tylko przyjemnym wspomnieniem czegoś co zostało za nami, ale... może powrócić. - Myślałam raczej o kulturalnym podjechaniu pod jakiś lokal. Drinki z parasolką, zbyt głośna muzyka i twoje towarzystwo. - wyrzekłam i oparłam brodę na dłoni spoglądając na mężczyznę z promiennym uśmiechem i blaskiem w oczach. Od razu przypomniało mi się jak się spiłam po zaledwie dwóch drinkach, ale cóż młoda byłam, a alkohol stanowił zbyt dużą pokusę. O ile dobrze pamiętam to udało mi się opanować aż pod domem zwymiotowałam w krzaki obok ścieżki prowadzącej do drzwi. A ten imbecyl zamiast mi pomóc - zaczął się śmiać, a chwilę później ja zrobiłam to samo, więc właściwie nie było tak źle. - Musisz mnie tylko poodwieźć do domu. Nie mogę cały czas kraść ci ubrań. - aczkolwiek jego bluza jest świetną poduszką w zimowe wieczory i to wcale nie dlatego, że tak ładnie pachnie - nim. Nie ma szans żebym mu ją oddała. Za nic w świecie. Chyba, że zamieni się z nią na miejsca.
