━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
- Ej...- jęknąłem z teatralnym wyrzutem, ale kącik moich ust powędrował w górę. Sięgnąłem przez blat stołu po dłoń dziewczyny i ująłem ją. - Ja się tobą przejmuję, a nie jestem nikim...- uśmiechnąłem się - Tylko twoim przyjacielem. - Nie ma co tego ukrywać. Amber i ja... raczej nie będziemy najlepszą parą na świecie, jesteśmy zupełnie inni, a łączy nas jedynie przyjaźń i nic więcej. Nie ważne co do niej czuje, to nie jest dla mnie, ani dla niej istotne. - Pamiętaj o tym. - pogładziłem kciukiem wierzch jej dłoni, jednak po chwili puściłem jej rękę. Muszę zacząć się przy niej hamować. - Czasami ludzie lepiej reagują na samotność, niż na czyjeś towarzystwo. - spoważniałem. Weźmy na przykład mnie. Dopóki nie przeprowadziłem się to tej zmarzniętej dziury, z wielką ochotą spędzałem czas z ludźmi. Później odciąłem się od wszystkich, a spotkania z nimi uważałem za zło konieczne i widywali mnie zwykle gdy przychodziłem po nowe zlecenia, bo zaczynało mi się nudzić. Teraz jest podobnie tyle, że widuję się coraz częściej w drugim człowiekiem, głównie przez swoją pozycje. Teraz żałuję okresu w swoim życiu, w którym odciąłem się od wszystkich. Od tych, którzy mnie kochali, szanowali, lubili...nienawidzili i dałem się zamknąć sam na sam ze swoimi myślami. Kiedy dziewczyna skończyła śniadanie sprzątnąłem ze stołu po czym zamiast wrócić na swoje miejsce po prostu oparłem się plecami o blat szafki i zaplotłem ręce na klatce piersiowej. - I tak nie mam nic do roboty, więc... - uśmiechnąłem się i dam sobie głowę urwać, że zaświeciły mi oczy. - Jak zawsze chętny, na wspólny wypad. Masz konkretne miejsce na myśli, czy mam cie sobie przerzucić przez ramię i zanieść gdzieś do klubu? - zaśmiałem się spoglądając w oczy dziewczyny, która doskonale zdawała sobie sprawę, że jestem do tego zdolny.

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━