Czułam się beznadziejnie z wizją tego, że właściwie nie mam wpływu na to co się ze mną dzieje. Niby uczęszczałam kiedyś na zajęcia z samoobrony, ale on był za silny, za szybki. Byłam bezradna, a jeszcze gorsze było to, że cholernie się bałam. Strach przed tym co mogło za niedługo nastąpić sparaliżował mnie i sprawił, że straciłam zdolność do logicznego myślenia. Jednak w pewnym momencie ciężar ciała tego debila całkowicie zniknął. Dopiero po chwili zabrałam się z ziemi czując jak na moim ciele tworzą się siniaki. Zwinełam się w kulkę i starałam jak najbardziej okryć resztkami tego co zostało z mojego stroju. Dopiero po chwili uniosłam wzrok. Na osobę, która odciągnęłam ode mnie chłopaka. Theo. Chciałam by na mojej twarzy pojawił się, chociaż cień uśmiechu, ale to był zbyt duży szok by tak po prostu o nim zapomnieć. Poza tym nigdy nie spotkałam się z taką wściekłością mężczyzny. Czasami się na mnie denerwował, nawet bardzo, ale nigdy to nie było coś takiego. Mike'a chciał zabić. Widziałam to w jego gwałtownych ruchach, pewnej posturze i przede wszystkim w oczach. Błyszczały one w nienaturalny sposób, jak przy żądzach, których nie umiemy opanować. - Theo... - zaczęłam, kiedy w końcu zdecydowałam się odezwać. Bałam się Mike'a, ale nie chciałam by skończył martwy z rąk mojego przyjaciela. Mimo, że wiedziałam o jego fuszce jako zabójca w gangu to jednak nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogły kogoś uśmiercić przeze mnie. Już i tak byłam dla niego problemem. Chciałam mu to wszystko przekazać, ale z moich ust nie wydobyło się żadne słowo, a mój wzrok prawdopodobnie zdradzał tylko to, że strasznie się bałam. Z miny Theo wywnioskowałam, że odebrał to w najgorszy dla mnie sposób - uważał siebie za potwora, a tymczasem jedynym był jego "kolega" z gangu, którego cały czas okładał pięściami. Stopniowo patrząc na mnie mina mu łagodniała i znowu był Theo, którego znam. Kiedy podszedł do mnie i chciał mnie podnieść wyciągnęłam nieśmiało ręce i objęła jego szyję. A czując jego dotyk jak oparzona zaczęłam drżeć jeszcze bardziej niż wcześniej. - On wie gdzie mieszkam. - powiedziałam cicho mając nadzieję, że zrozumie iż nie chcę tam wracać. A jeśli on wróci i tym razem nikt mi nie pomoże? Przyszła kolejna fala łez, a ja tylko wtuliłam się w mężczyznę. Chcąc znowu poczuć znajomy zapach i choć trochę się uspokoić.
Jadąc autem trochę zeszło ze mnie napięcie, a wykończona po walce z napastnikiem i płaczu zasnęłam skulona na przednim siedzeniu cały czas trzymając dłoń przyjaciela. Ten mały dotyk dużo dla mnie znaczył w takiej sytuacji - przyniósł spokój i poczucie względnego bezpieczeństwa. Jednak kiedy kompletnie odpłynęłam w krainę snów nie było już tak wesoło. Widziałam Mike'a, całego zakrwawionego, który przyszedł do mnie w nocy i chciał dokończyć swoje dzieło. Za każdym razem jak próbowałam się bronić on stawał się silniejszy i jeszcze bardziej natarczywy. Po tym jak wypowiedział w moim kierunku: "Teraz będziesz moja" obudziłam się z krzykiem, całą zlana potem. Serce biło mi jak oszalałe i nie umiałam się opanować. Z trudem łapałam oddech i dopiero, kiedy się rozejrzałam i uświadomiłam gdzie jestem, uspokoiłam się. W głowie jednak nadal miałam sceny z koszmaru, które sprawiły, że po twarzy spłynęło mi kilka łez. Musiałam obudzić Theo, który wstał i teraz ściskał moją dłoń w uspokającym geście. A najlepsze, że to pomagało.


