━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk przychodzącego SMS'a. Sięgnąłem po komórkę odkładając długopis i odczytałem wiadomość od Am. Ten zlepek kilku słów nie za bardzo mówiły mi o co jej chodzi. Jednak po paru sekundach coś jakby przestawiło mi się w mózgi i jak poparzony zerwałem się na równe nogi. Wybiegłem z domu ubierając kurtkę i zgarniając po drodze broń. Skryłem ją na plecach za paskiem i wsiadłem do samochodu. Ruszyłem z piskiem opon i nie zważając na nic pojechałem pod adres, który podała mi zanim udała się na "randkę" z tym złamasem. Wiedziałem, że coś jest z nim nie tak, wiedziałem, a Amber jak zawsze nie chciała mnie słuchać. By to cholera, mogłem ją powstrzymać, na szczęście nie mieszkał daleko ode mnie... Ledwie zdążyłem zatrzymać maszynę już z niej wypadłem i pobiegłem prosto w stronę drzwi budynku. Słyszałem przez nie krzyki dziewczyny. - Amber! - krzyknąłem mimo woli i spróbowałem kulturalnie wyważyć drzwi ramieniem, jednak w tradycyjny kopniak nigdy nie wyjdzie z mody. Udało mi się wejść, żywot tego gnoja potrwa jeszcze kilka sekund... 3. Wbiegłem do salonu i prawie mnie wmurowało kiedy dostrzegłem tę scenę. 2. Chłopak leżał na niej rozebrany do naga i siłował się próbując zdjąć bieliznę z ciała dziewczyny. 1. Kurwiki zaświeciły mi w oczach. Podszedłem do niczego nie spodziewającego się fagasa i zepchnąłem go z dziewczyny. 0. - Już nie żyjesz. - powiedziałem bardzo powoli wycedzając słowa zza zaciśniętych zębów. Sparaliżował go strach, widziałem to w jego oczach. Oj koleżko...dla ciebie to już została tylko modlitwa. Podszedłem bliżej i wymierzyłem mu cios prosto w głowę, ten się tylko zatoczył, a po bliskim spotkaniu ze ścianą wylądował na podłodze. Ustawiłem się nad nim i zacząłem okładać bez opamiętania. Próbował się bronić i nawet udało mu się mnie trafić, chyba rozwalił mi wargę bo poczułem specyficzny, metalowy posmak w ustach. Nie przeszkodziło mi to w niczym. Kiedy jego twarz zaczęła przypominać rozkwaszonego pomidora sięgnąłem zza plecy, wyciągnąłem pistolet, odbezpieczyłem i przyłożyłem do jego czoła. Nagle usłyszałem zachrypnięty głos dziewczyny wypowiadający moje imię. Spojrzałem na nią...Patrzyła na mnie z przerażeniem...jak na potwora...Zamknąłem usta próbując uspokoić oddech. Po chwili wstałem chowając broń. - Żyjesz tylko dzięki niej, ale spróbuj ją tylko tknąć to przestrzelę ci jaja, a potem nauczę cie latać.- powiedziałem patrząc na niego z obrzydzeniem, a już chwilę później byłem przy prawie nagiej dziewczynie starającej się zakryć swoje ciało. Nie myśląc nawet o tym zdjąłem kurtkę i okryłem nią dziewczynę. - Zabieram cię do domu. - odparłem z stoickim spokojem biorąc rozdygotaną dziewczynę na ręce. Wyszedłem z nią na dwór, a po sekundzie już jechaliśmy do domu. - Już dobrze, nic ci nie grozi. - lekko się uśmiechnąłem w jej kierunku starając się ją choć trochę uspokoić, po chwili znów skupiając wzrok na jezdni. Jedną ręką trzymałem kierownicę, a drugą ściskałem jej dłoń. Z jednej strony czułem ulgę, że zdążyłem jej pomóc, jednak z drugiej strony zżerało mnie sumienie. Mogłem do tego nie dopuścić, mogłem ją powstrzymać, mogłem zabić go już wcześniej...Właśnie - mogłem, ale tego nie zrobiłem, bo jeszcze nie nauczyłem się na własnych błędach.
Po paru minutach zaparkowałem na podjeździe swojego domu, wysiadłem z samochodu i znów trzymając, tym razem, śpiącą dziewczynę na rękach zaniosłem do domu i najdelikatniej jak potrafiłem ułożyłem ją w swoim łóżku. Dokładnie ją okryłem kołdrą i odgarnąłem niesforne kosmyki zsuwające się na jej twarz. - Jestem przy tobie. - powiedziałem szeptem co miało raczej uspokoić mnie, bo miałem ochotę tam wrócić i ******* **********, ale powstrzymałem się. Nie chce jej ponownie zostawiać. Nachyliłem się nad łóżkiem i przyłożyłem swoje czoło na jej, jakby była moją małą córeczką, po czym lekko musnąłem jej skórę wargami. Stałem tak jeszcze przez moment, aż w końcu przysunąłem bliżej łóżka niezbyt wygodny fotel i usadowiłem się na nim z zamiarem pilnowania dziewczyny, przez resztę nocy. I tak jak miałem to robić w zwyczaju, czekałem na nadejście kolejnego dnia i przebiegu następnych wydarzeń.

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━