━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
Trasa nareszcie poszła w zapomnienie. Płyta wydana i porządnie oblana. Świętowaliśmy blisko tydzień, a do stanu używalności wróciliśmy bo blisko takim samym okresie. Po tylu miesiącach ciężkiej pracy bezdyskusyjnie należały nam się wakacje. Każdy z nas, bez wyjątku wykorzystał to ponad miary swoich możliwości i bardziej niż się tylko dało. W końcu, kto bogatemu zabroni i tak dalej. Miesiąc...to wszystko trwało miesiąc, który przeżyliśmy bez siebie z ledwością. I nie ukrywam kocham tych wariatów, chociaż czasami doprowadzają mnie do białej gorączki. No co poradzić.
Wiele razy zdarzało im się wypomnieć mi moje wady, nałogi i za każdym razem kończyło się to tak samo. Kłótnia, trochę obelg, cisza i przeprosiny z zapewnieniem, że się poprawię, że przestanę palić i tak dalej. Wszystko to jak zwykle nie przynosiło oczekiwanych efektów, ale to nie przeszkadzało nam we wspólnym graniu i spędzaniu czasu. Nie rozpadliśmy się, jak większość grup, przez odmienne poglądy czy zdanie na jakiś temat. Trzymaliśmy się razem ze swoimi wadami i zaletami, bo nie oszukujmy się-nie tylko ja jestem zły. Poza tym wszyscy wiemy co może się w tedy stać, a na to nie chcemy znów pozwolić.
Po całodniowym wypadzie do klubu nocnego, który był niejako początkiem przygody już się nie zobaczyliśmy w spólnym gronie. Po kolei każdy z nas się wyłamywał i wyjeżdżał na zasłużone, miesięczne wakacje. Ja wybrałem Kubę, jakoś dobrze mi się kojarzy, a i do Jamajki też blisko, którą również postanowiłem tak przy okazji odwiedzić.
Kuba. Piękna wyspa, nietypowa kultura i przede wszystkim cygara. Jeden z głównych powodów, dla których zdecydowałem się na tą wycieczkę, drugim równie znaczącym był ciągły stres i najzwyklejsza ludzka chęć odpoczynku. Od wszystkiego. Nawet najlepszych przyjaciół z zespołu. Choć jak już wspominałem, tęskniłem jak cholera.
Jak powszechnie wiadomo wszystko co dobre, szybko się kończy. Tak też w mgnieniu oka miną mi ten wspaniały miesiąc i (nie)stety musiałem wracać do domu. Kolejne piękne miejsca umieszczę na mapie w salonie, a teraz wystarczyło wrócić samolotem do starych, czterech ścian. Wszystko byłoby pięknie...gdyby nie jeden szczegół. Prawda popiłem nieco przed lotem, w końcu trzeba się znieczulić, i postanowiłem sobie pooglądać widoczki przez niewielkie okno, do momentu gdzie dostałem pięścią w twarz. Do teraz nie wiem co opętało tą babę, że tak machała rękami przez sen, ale niech jej tam będzie.
Kiedy wróciłem i po paru dniach w końcu prawie się wypakowałem odebrałem wiadomość. Ash, mój przyjaciel, też za niedługo wraca z wakacji i chce, żebym odebrał go z lotniska. Cały w skowronkach sprawdziłem wszystkie przewidywane przyloty odpowiedniego samolotu, a na lotnisku i tak byłem ponad godzinę przed czasem. Wysiadłem z samochodu i opierając się o jego bok cierpliwie czekałem na tak dobrze znaną mi buźkę Ashley'a.
- Mordo Ty moja! - krzyknąłem już dostrzegając go w oddali. Szybkim krokiem przeszedłem przez ulicę i już po chwili chłopak wpadł w moje objęcia. Z boku na bank wyglądaliśmy jak para gejów, jednak jakoś nam to nie przeszkadzało. Szczególnie, że moja kochana pani psycholog nie pozwala mi się zadręczać opinią osób wyjątkowo odpornych na wiedzę. Z resztą przyjaciele już tak mają. - Tęskniłem - powiedziałem śmiejąc się jak zawsze z niczego gdy go widzę. Po tylu latach znajomości zaczęliśmy nadawać na tych samych falach, więc nie dziwota, że tak dobrze się dogadujemy. - Jak było? Opowiadaj i nie waż się ominąć gorących szczegółów. - zaśmiałem się pomagając Ash'owi z nadmiarem bagażu. Zapakowaliśmy wszystko do bagażnika, wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy z lotniskowego parkingu.