JustPaste.it

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

                         

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Przez następne dni od bladego świtu po późną noc nie mogłem złapać najmniejszego zakrętu. Chodziłem ciągle nie wyspany, głodny i podenerwowany jak zawsze przed każdym większym koncertem, albo początkiem i zakończeniem trasy koncertowej. Totalna nemezis każdego organizmu. Dzisiaj jak zawsze wcześnie rano zadzwonił do mnie menadżer. Kiedy tylko zobaczyłem na wyświetlaczu telefonu jego nazwisko wręcz z prędkością światła zacząłem się ubierać na szybko wymyślając jakąś wymówkę. Zupełnie zapomniałem o dzisiejszym spotkaniu. Odebrałem telefon ubierając spodnie. - Cześć, Kris. Wyczekuj mnie, zaraz tam....co? - w momencie znieruchomiałem i opadłem na skraj łóżka. 

- Wszystko z nią w porządku? - jasne, że się martwiłem. Może nie znamy się zbyt dobrze, ale już z natury nie lubię gdy staje się krzywda jakiejkolwiek osobie, którą kiedykolwiek miałem przyjemność, a nawet nie przyjemność poznać. Kamień spadł mi z serca gdy usłyszałem, że żyje. Jednak ponownie ścisnęło się na wieść, że przez najbliższy czas będzie poruszać się na wózku, a podczas rehabilitacji na kulach. - Chociaż tyle, że żyje. - odparłem z westchnieniem. - Dziękuję za informacje. - opadłem na łózko, ale w pionie byłem jeszcze szybciej słysząc krzyk mężczyzny będącego po drugiej stronie słuchawki. - Ale to cie nie zwalnia z zebrania. - I się rozłączył.

Wieczorem kiedy tylko znalazłem czas, kiedy mógłbym walnąć tym wszystkim w kąt usiadłem przy biurku i odręcznie napisałem list do Lou. Zawierał on zaproszenie, w miarę możliwości na nasz koncert i kilka słów otuchy. Chociaż tyle mogłem dla niej zrobić. Zakleiłem kremową kopertę ówcześnie wsuwając do niej owy list oraz dwa bilety VIP na wspomniany już koncert. Wypisałem ozdobnym pismem najpotrzebniejsze informacje na przodzie koperty i wysłałem ją ponownie jadąc do biura. 

[ ... ]

Pozostało już niewiele czasu do wejścia na jedną z największych scen tego skrawka świata. Już z przyzwyczajenia spojrzałem na ogrom publiki zerkając zza jednego z ogromnych głośników. Wybiła godzina. Pierwszy na scenę wszedł CC. Pisk fanów i kilka jego perkusyjnych popisów towarzyszących wyjściu po kolei każdemu z nas. Wyszedłem jak zawsze z uśmiechem na samym końcu machając do zebranych tu ludzi. Widok niesamowity. Na placu było wręcz czarno od tego tłumu ludzi. Aż dziw, że ci na szarym końcu są w stanie coś wyraźnie usłyszeć. 

Nie mając na co czekać zaczęliśmy swoje. Bawiliśmy się na prawdę świetnie, jak zawsze z resztą. Skończyliśmy występ po kilku bisach i indywidualnych popisach każdego z członków zespołu. Ash zebrał chyba najwięcej oklasków i najgłośniejsze piski pomimo, że tylko ściągną koszulkę...

Na reszcie zeszliśmy ze sceny i w sumie to tylko mieliśmy te kilka minut odpoczynku przed spotkaniem z fanami, który pewnie jak zawsze będzie trwał co najmniej cztery godziny, jak nie lepiej. Z tego co się dowiedziałem to poszły wszystkie bilety VIP plus jeszcze kilka set osób wykupiło wejściówki na kulisy indywidualne czyli kolejne dwie godziny. Zdziwię się jeśli wyjdziemy przed północą. 

Z marszu wręcz na ścięcie wybawił mnie dobrze znany mi głos. Odwróciłem się i podszedłem do nich uprzedzając ochroniarza, którego po chwili odprawiłem gestem dłoni. - Cześć Lou. - przybiłem z nią piątkę. - Tak się cieszę, że jednak przyszłaś. - Posłałem jej szeroki uśmiech. - Z wielką chęcią poczytam co takiego ciekawego napisałaś. - zaśmiałem się krótko i odebrałem od niej gazetkę po czym przywitałem się z jej towarzyszem. - Bardzo mi miło. 

- Jezu wybawiacie mnie. Kocham swoich fanów, ale ile można. Poza tym, też coś zjem. Ja stawiam. - zaśmiałem się krótko. - Z wielką chęcią, tylko mam nadzieję, że masz ze sobą jakiś pisak. - usłyszałem za sobą krzyk przyjaciela. - Przepraszam na moment. - podszedłem do niego i przeprosiłem, że nie będę z nimi. Jak zawsze zrozumiał i udał się za kulisy. Podebrałem Ashowi pisak i wróciłem do czekającej pary.  - Możemy iść.