╔════════════════════════════ ✧ ✦ ✧ ════════════════════════════╗

╚════════════════════════════ ✧ ✦ ✧ ════════════════════════════╝
Nie wiedzieć czemu na ciele Julianne wystąpiły dziwne kropeczki. Oczywiście było to nic innego jak dreszcze. Czymże zostały spowodowane? Niczym innym jak obecnością golibrody. Chociaż Pani Bellair starała się nigdy nikogo nie oceniać, bowiem daną personę pierw należało poznać, by ją ocenić. Tak jak nie oceniało się książki po okładce. Jednak co do owego mężczyzny była dość negatywnie nastawiona, a go miała za dziwaka. Nie żeby w tym małym miasteczku byli sami normalni do bólu ludzie. Przecież co rusz mijała się gdzieś z mieszkańcami, których nie rozumiała, których się bez powodu bała, czy którym wolała nie patrzeć w oczy, bowiem wydawało się, że ujrzy w nim samego diabła. Podobny strach odczuwała co do postaci golibrody, który przecież wyglądał dość niegroźnie. Był milczący i smutny, lecz nie uczynił nic co mogło by wywołać tak dziwne uczucia w pielęgniarce.
Pokiwała lekko głową, w zamyśleniu, bowiem niektórych myśli nie potrafiła wyzbyć się ze swojej głowy. Usilnie się starała, gdyż naprawdę nienawidziła nikogo oceniać zbyt pochopnie, a cała gamma różnych emocji teraz próbowała zapanować nad jej ciałem, umysłem, sercem czy duszą. Julianne i tak była dość specyficzną osobą, skrzywdzoną przez własną rodziną, codziennie szykanowaną przez męża. Nie raz już na jej usta cisnęły się życzenia śmierci wobec Rogera, lecz wiedziała, że to nic innego jak szatańskie myśli, które wdzierały się do jej serca. Po każdym takim razie biegła do spowiedzi lub próbowała odpokutować swój grzech. Wielki grzech wobec męża. Męża, którego przecież nienawidziła, który ją molestował, bił, wyzywał. Nawet teraz na jej kruchym, stanowczo za szczupłym ciele były siniaki. Te najgorsze, ciemnofioletowe na żebrach, odciski palców można było dojrzeć czujnym okiem na bladej szyi lub na nadgarstkach, które próbowała ukryć długim rękawem koszuli.
- Musi Pan bardziej uważać. Nie będę Pana pouczać, że taka brzytwa może być bardzo niebezpieczna, a nawet i przyczynić się do śmierci. - Jej głos był spokojny, cichy, a słowa wypowiadała ostrożnie. Ten jeden raz nie spuszczała wzroku z oblicza mężczyzny. Kolejnego pacjenta w tym dniu. Mała przychodnia, ona jedna sama w niej wraz z lekarzem. Już tyle lat walczyli o to by ów przybytek rozbudować. Pragnęła czasem odpoczynku, dlatego wolałaby by zatrudniono jeszcze jedną pielęgniarkę, gdyż ona już czuła zmęczenie. Cały dzień na nogach, a często i była wzywana w nocy. Nikt nie mógłby tak żyć na dłuższą metę, a ona.. musiała. - Proszę podejść. - Wskazała na zlew, który umocowany był pod ścianą, gdy tylko przyjrzała się ranie. W czasie, gdy pacjent wykonywał jej polecenia, ona wyciągnęła kilka niezbędnych rzeczy i ułożyła je na metalowym stoliczku. Chwyciwszy jodynę, obmyła nią ranę, co dla mężczyzny mogło być dużym dyskomfortem, a nawet i bolesnym przeżyciem. Z rany ciągle sączyła się krew co wcale nie było pomocne. Ponownie wskazawszy kozetkę. Przysunęła sobie krzesło. Ująwszy dłoń mężczyzny ułożyła ją na metalowym stoliczku, na którym pierw rozłożyła gazę. - Nie będzie to najprzyjemniejsze, lecz muszę założyć Panu szwy. Proszę odwrócić wzrok. Tak zapewne będzie lepiej. Mogę również podać zastrzyk przeciwbólowy, jeśli Pan sobie życzy. - Jej głos tak łagodny, a oczy świdrujące reakcje pacjenta. Zawsze starała się być jak najlepszą dla wszystkich ludzi, którzy szukali pomocy. Mimo zmęczenia i własnych demonów, przecież była tu od tego by nieść pomoc. I to robić uwielbiała. Tylko czasem. Miała dość. A jej myśli krążyły uparcie wokół mostka, z którego niegdyś skoczyć chciała.