𝖤𝗃 𝗇𝖺 𝗉𝗈𝗁𝗒𝖻𝖾𝗅 𝗐𝗌𝗓𝗒𝗌𝗍𝗄𝗂𝗆
𝖡𝗈 𝗃𝗎𝗍𝗋𝗈 𝗓 𝗍𝖾𝗀𝗈 𝗇𝗂𝖾 𝖻ę𝖽𝗓𝗂𝖾 𝗃𝗎ż 𝗇𝗂𝖼
𝖩𝗎𝗍𝗋𝗈 𝗓 𝗍𝖾𝗀𝗈 𝗇𝗂𝖾 𝖻ę𝖽𝗓𝗂𝖾 𝗃𝗎ż 𝗇𝗂𝖼
𝖯𝗋𝗓𝖾𝗀𝗋𝖺𝗃𝗆𝗒 𝗐𝗌𝗓𝗒𝗌𝗍𝗄𝗈 𝗂 𝗉𝗋𝗓𝖾𝗌𝗍𝖺ń𝗆𝗒 𝗂𝗌𝗍𝗇𝗂𝖾ć
━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
Zajebiście jest mieć przyjaciela grabarza głównie z dwóch powodów. Po pierwsze ma się zawsze świetną miejscówkę na Halloween, a po drugie zawsze ma się druha do kielicha, bo przecież 'na trzeźwo się nie da z tą robotą'. I w taki oto sposób, dzisiejszego wieczoru zawitałem na cmentarzu. Oczywiście standardowy ekwipunek w postaci trzech litrowych flaszek dostarczyłem do rąk własnych swojego przyjaciela jako wpisowe do balangi w trupiarni. Nie no żartuję. Może naszą miejscówką nie była dziura w ziemi, nie musieliśmy się ukrywać przed wścibskimi oczami sąsiadów, bo tak jakby trochę trupem od nich waliło, ale nie zmieniało to jednak faktu, że w dalszym ciągu znajdowaliśmy się w domku, na terenie cmentarza. 'Wszyscy święci balują w niebie, złoty sypie się kurz' i te sprawy, im więcej osób zaczęło do nas dołączać, tym więcej było wpisowych i jeszcze więcej powodów by wychylić kolejny kieliszek z osobą, którą poznało się jakieś piętnaście sekund wcześniej, a i tak już się nie pamięta jej imienia. W dużym skrócie, jakkolwiek by się to nie zaczęło, to z każdą kolejną mijającą godziną stan wszystkich z nas już bardziej przypominał te człowieczki leżące w trumnie dwa metry pod ziemią, niż żywego chłopa bliżej godziny siedemnastej, a pragnę wspomnieć, że nie ma jeszcze północy, a już część przytula zapijaczoną mordę do puchatego dywanu.
- Idę się odlać. - rzuciłem, starając się, by ten bełkot był w miarę zrozumiały. Chwiejnym krokiem idąc w stronę wyjścia. Niestety w domku nie było łazienki, ale za to pobliskie krzaczki miały systematyczne zraszanie. No może wyjątkiem był ten, który rosną zaraz obok drzwi, bo już nie było osobnika, który by się w niego nie wpierdolił, a potem zaczął przepraszać. Tak więc, bo krótkiej konwersacji z roślinką podreptałem nieco dalej. Jak dobrze, że budynek był blisko, bo sobie oparłem czoło o chropowatą ścianę i tak na wpół przytomny mogłem opróżnić swój pęcherz. Do moich uszu dobiegała dudniąca muzyka z wnętrza domku, jakieś głośne rozmowy i jęki... Jęki? Zastanowiłem się przez dłuższą chwilę, zanim podjąłem decyzję by się odepchnąć od ściany i złapać równowagę. Te, Mickiewicz miał rację. Zapierdala jebaniutka. Zrobiłem kilka większych kroków do dziury w ziemi i pochyliłem żurawia w tamtą stronę. - Kurwa. - krzyknąłem odskakując jak poparzony. To się rusza! To jęczy! To mnie wpierdoli, jak się wykaraska z dziury, to mnie zacznie gonić i będzie chciało mojego mózgu. A ja jestem do niego emocjonalnie przywiązany! W dalszym ciągu drąc mordę wbiegłem do budynku i od razu opowiedziałem ze wszystkimi szczegółami gospodarzowi, a potem całej reszcie tej śmietanki towarzyskiej.
Jakby wszyscy momentalnie otrzeźwieli, ale w dalszym ciągu amok w oczach i telepiące się nogi. Wyszliśmy zwartą grupą, bo w końcu w kupie siła i udaliśmy się w stronę dziury i jęczącego czegoś wewnątrz. Oczywiście pan grabarz, z największym doświadczeniem, z łopatą w ręce poszedł przodem i jak tylko się nachylił, od razu zaczął się śmiać, na co cała reszta już bardziej ochoczo podeszła. I ja również. Wewnątrz świeżo wykopanego grobu leżał jakiś facet, zalany w trupa. Najbardziej trzeźwy z nas wszystkich...teoretycznie, zszedł tam do niego i pomógł wyciągnąć. Wspólnymi siłami się to udało i nawet zanieśliśmy go na rozłożoną kanapę. Nich śpi, a co z nami? - Zdrowie trupa, zajebiście, że żyje. - ktoś zawoła przy okazji wpadając na jakąś roślinkę w kącie pokoju. Wszyscy jednogłośnie podłapali i opijanie zdrowia truposzków trwało dalej w najlepsze.
»»————- ★ ————-««
Następnego dnia rano obudziły mnie promienie słoneczne delikatnie muskające moją twarz. Nawet nie będąc łaskawym otwarcia oczu, po prostu wymacałem pierwszy lepszy materiał i zacząłem go nieco ciągnąć, by zasłonić sobie twarz, jednak jak po którymś szarpnięciu opór nie odszedł, to stwierdziłem pierdolę. Podciągnąłem materiał, wepchałem tam głowę i zadowolony. Jednak chwila moment. Moja poduszka się rusza. Więc macanka ciąg dalszy. Hmm, miękkie, ale to nie kołdra, ale to w niczym nie przeszkadzało mi, by osaczyć to coś swoim ciałem. Lecimy dalej... O... o, ja tu coś czuję. Zamruczałem, a na mojej zapijaczonej mordzie pojawił się głupkowaty uśmieszek. No cóż, kołderka to to nie jest, ale facetem też nie pogardzę. Jakby nie było sami swoi, więc... Jebać, śpię dalej.

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━