JustPaste.it

𝖤𝗃 𝗇𝖺 𝗉𝗈𝗁𝗒𝖻𝖾𝗅 𝗐𝗌𝗓𝗒𝗌𝗍𝗄𝗂𝗆
𝖡𝗈 𝗃𝗎𝗍𝗋𝗈 𝗓 𝗍𝖾𝗀𝗈 𝗇𝗂𝖾 𝖻ę𝖽𝗓𝗂𝖾 𝗃𝗎ż 𝗇𝗂𝖼
𝖩𝗎𝗍𝗋𝗈 𝗓 𝗍𝖾𝗀𝗈 𝗇𝗂𝖾 𝖻ę𝖽𝗓𝗂𝖾 𝗃𝗎ż 𝗇𝗂𝖼
𝖯𝗋𝗓𝖾𝗀𝗋𝖺𝗃𝗆𝗒 𝗐𝗌𝗓𝗒𝗌𝗍𝗄𝗈 𝗂 𝗉𝗋𝗓𝖾𝗌𝗍𝖺ń𝗆𝗒 𝗂𝗌𝗍𝗇𝗂𝖾ć

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Zajebiście jest mieć przyjaciela grabarza głównie z dwóch powodów. Po pierwsze ma się zawsze świetną miejscówkę na Halloween, a po drugie zawsze ma się druha do kielicha, bo przecież 'na trzeźwo się nie da z tą robotą'. I w taki oto sposób, dzisiejszego wieczoru zawitałem na cmentarzu. Oczywiście standardowy ekwipunek w postaci trzech litrowych flaszek dostarczyłem do rąk własnych swojego przyjaciela jako wpisowe do balangi w trupiarni. Nie no żartuję. Może naszą miejscówką nie była dziura w ziemi, nie musieliśmy się ukrywać przed wścibskimi oczami sąsiadów, bo tak jakby trochę trupem od nich waliło, ale nie zmieniało to jednak faktu, że w dalszym ciągu znajdowaliśmy się w domku, na terenie cmentarza. 'Wszyscy święci balują w niebie, złoty sypie się kurz' i te sprawy, im więcej osób zaczęło do nas dołączać, tym więcej było wpisowych i jeszcze więcej powodów by wychylić kolejny kieliszek z osobą, którą poznało się jakieś piętnaście sekund wcześniej, a i tak już się nie pamięta jej imienia. W dużym skrócie, jakkolwiek by się to nie zaczęło, to z każdą kolejną mijającą godziną stan wszystkich z nas już bardziej przypominał te człowieczki leżące w trumnie dwa metry pod ziemią, niż żywego chłopa bliżej godziny siedemnastej, a pragnę wspomnieć, że nie ma jeszcze północy, a już część przytula zapijaczoną mordę do puchatego dywanu.

- Idę się odlać. - rzuciłem, starając się, by ten bełkot był w miarę zrozumiały. Chwiejnym krokiem idąc w stronę wyjścia. Niestety w domku nie było łazienki, ale za to pobliskie krzaczki miały systematyczne zraszanie. No może wyjątkiem był ten, który rosną zaraz obok drzwi, bo już nie było osobnika, który by się w niego nie wpierdolił, a potem zaczął przepraszać. Tak więc, bo krótkiej konwersacji z roślinką podreptałem nieco dalej. Jak dobrze, że budynek był blisko, bo sobie oparłem czoło o chropowatą ścianę i tak na wpół przytomny mogłem opróżnić swój pęcherz. Do moich uszu dobiegała dudniąca muzyka z wnętrza domku, jakieś głośne rozmowy i jęki... Jęki? Zastanowiłem się przez dłuższą chwilę, zanim podjąłem decyzję by się odepchnąć od ściany i złapać równowagę. Te, Mickiewicz miał rację. Zapierdala jebaniutka. Zrobiłem kilka większych kroków do dziury w ziemi i pochyliłem żurawia w tamtą stronę. - Kurwa. - krzyknąłem odskakując jak poparzony. To się rusza! To jęczy! To mnie wpierdoli, jak się wykaraska z dziury, to mnie zacznie gonić i będzie chciało mojego mózgu. A ja jestem do niego emocjonalnie przywiązany! W dalszym ciągu drąc mordę wbiegłem do budynku i od razu opowiedziałem ze wszystkimi szczegółami gospodarzowi, a potem całej reszcie tej śmietanki towarzyskiej.

Jakby wszyscy momentalnie otrzeźwieli, ale w dalszym ciągu amok w oczach i telepiące się nogi. Wyszliśmy zwartą grupą, bo w końcu w kupie siła i udaliśmy się w stronę dziury i jęczącego czegoś wewnątrz. Oczywiście pan grabarz, z największym doświadczeniem, z łopatą w ręce poszedł przodem i jak tylko się nachylił, od razu zaczął się śmiać, na co cała reszta już bardziej ochoczo podeszła. I ja również. Wewnątrz świeżo wykopanego grobu leżał jakiś facet, zalany w trupa. Najbardziej trzeźwy z nas wszystkich...teoretycznie, zszedł tam do niego i pomógł wyciągnąć. Wspólnymi siłami się to udało i nawet zanieśliśmy go na rozłożoną kanapę. Nich śpi, a co z nami? - Zdrowie trupa, zajebiście, że żyje. - ktoś zawoła przy okazji wpadając na jakąś roślinkę w kącie pokoju. Wszyscy jednogłośnie podłapali i opijanie zdrowia truposzków trwało dalej w najlepsze.

»»————- ★ ————-««

Następnego dnia rano obudziły mnie promienie słoneczne delikatnie muskające moją twarz. Nawet nie będąc łaskawym otwarcia oczu, po prostu wymacałem pierwszy lepszy materiał i zacząłem go nieco ciągnąć, by zasłonić sobie twarz, jednak jak po którymś szarpnięciu opór nie odszedł, to stwierdziłem pierdolę. Podciągnąłem materiał, wepchałem tam głowę i zadowolony. Jednak chwila moment. Moja poduszka się rusza. Więc macanka ciąg dalszy. Hmm, miękkie, ale to nie kołdra, ale to w niczym nie przeszkadzało mi, by osaczyć to coś swoim ciałem. Lecimy dalej... O... o, ja tu coś czuję. Zamruczałem, a na mojej zapijaczonej mordzie pojawił się głupkowaty uśmieszek. No cóż, kołderka to to nie jest, ale facetem też nie pogardzę. Jakby nie było sami swoi, więc... Jebać, śpię dalej. 

 

1e0b4776d034dabc71defd389cf78100.jpg    58c5516986c0ec31d7761392fe8c5dee.jpg    8c7b212f42d612970bc1ade27bcc5fb0.jpg

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━