Gdyby ktoś mi powiedział, że nadmiar alkoholu niemal prawie wyśle mnie do grobu, stwierdziłbym pewnie,że szukał tylko wymówki aby mnie powstrzymać. W tamtym momencie nie znałem lepszej odpowiedzi od tej, która znajdowała się na dnie mojego kieliszka. Jeszcze tylko parę łyków i nie musiałbym nawet martwić się o to, co myślałem. Moje myśli nie miały żadnego ładu, a alkohol stworzył z nich bałagan wprawdzie nie do zniesienia. Chciałem oderwać się od ciągłego chaosu, w którym żyłem. Każda minuta stawała się dla mnie gorzką torturą, a przecież wcale nie zamierzałem powracać do starych nawyków, prawda? Byłem w stanie określić w sobie coś, czego nie posiadali inni- a mianowicie zdolność do tego,aby dostrzec to, co najbardziej ukrywali. Mieli wypisane w twarzach to samo, co ja. Odwieczne cierpienie, które wpisało się we mnie jak niewidoczny tatuaż. Jak osobisty odczyn gorzkości, która spływała jak najdalej, aż w końcu przeszyła moje ciało. Może dlatego ludzie tak lubili zagubić się w alkoholu? Może to był inny sposób, aby uciec od najgorszej strony, którą w sobie nosiliśmy? Spojrzałem w drinka, a jego smak odbijał się na mnie jak uderzenie boksera, ponieważ jego siła niemal od razu mogła zwalić mnie z miejsca, a mój umysł dość szybko zatracił się w tak uzależniającym uczuciu euforii, która nawet nie była prawdziwa. Miałem wrażenie, że unosiłem się na swojego rodzaju chmurze, może dlatego,że nie bałem się teraz niczego. Nagła siła w moim ciele prowadziła mnie na parkiet, jakbym poczuł się nagle przyciągnięty wobec tych wszystkich osób, które próbowały dokonać niemożliwego, czyli tego, komu się do tej pory nie udało- odnalezienia swoich bratnich dusz w środku hałasu i ciał splątanych ze sobą tak blisko,że zaczynało brakować mi powietrza. Powoli zaczynałem czuć się przytłoczony tym wszystkim, a zwłaszcza faktem, że byłem chyba jedynym osobnikiem, która była starsza od większości osób obecnych na tym terenie, a to sprawiało, że odcinałem się od reszty w najbardziej możliwy sposób. Nie czułem się w pełni wolny, nawet jeśli byłem całkowicie wstawiony.. Mogłem sobie odpuścić, jednak musiałem się uprzeć, aby napić się jeszcze więcej.
Moje serce zaczęło walić coraz szybciej, a nagle wszystko się w jakiś sposób zmieszało. Zapachy, które docierały do mnie, sprawiały że nie radziłem sobie z tym, aby w jakiś sposób to opracować. Kolory krzyczały z siebie tak głośno, że nie wiedziałem nawet, co się dzieje. Nie wiedziałem, gdzie zaczynała się rzeczywistość, a czym była fantazja. Muzyka podskakiwała w moich żyłach, jakby nie miała nic lepszego do roboty, tylko dręczyć mnie jakimś żmudnym popem, albo do upadłego zbyt powtarzalnym dźwiękiem, aby odnaleźć nazwę. W mojej krwi był głos, aby puścić swoje najśmielsze ruchy i po prostu zapomnieć o oczach, które były na mnie. Powoli zacząłem się rozkręcać, nieco tracąc równowagę ponieważ alkohol nie miał litości nawet nad najbardziej utalentowanym tancerzem, przez co zaliczyłem zderzenie z przynajmniej chyba połową tłumu. Prawie zapomniałem, że zwykle nie byłem aż tak chaotyczny w swoim chodzie, jednak moje myśli szybko zostały odcięte przez kroki, które brzmiały tak jakby impreza miała się za chwilę skończyć, a ja usłyszałem, jak zaczęli wybiegać. Tak szybko, że nawet nie zdążyłem policzyć minut wraz z ich odejściem.
Chyba coś jeszcze się odezwało, skoro poszedłem w stronę wyjścia- nawet jeśli nie byłem w stanie utrzymać się w miarę na tyle stabilnie, by nie wywołać podejrzeń. Szedłem tak długo, dopóki nie zacząłem słyszeć, że rozmowy się oddaliły, a powoli zacząłem zbliżać się do miejsca, w którym mogłem nieco odpocząć od tego, co się działo. Pod wpływem instynktu chciałem wejść do wody, jednak zanim w ogóle zdążyłem, moje ciało odmówiło działania, a ja wylądowałem twarzą prosto na betonie, albo przynajmniej tak mi się wydawało, że tak było. Po tym moja pamięć została zastąpiona już tylko jedynie czernią, a ja nie byłem już pewny, kiedy to miało się skończyć. Albo w jaki sposób? Teraz już mogłem liczyć jedynie na to, że nie obudzę się w gorszym miejscu, niż w którym pierwotnie byłem?