JustPaste.it

Wѕłυcнαj ѕιę w ѕercα вιcιe
Ulιcα żywιcιel
Adreɴαlιɴy żαr
Brυdɴo ɢrα

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Zacznijmy od tego, że moje relacje z rodziną są dosyć burzliwe i z wielką niechęcią zamieniamy ze sobą chociażby spojrzenia. Ojca; największą gnidę i zakałę rodziny, dziwkarza rodowego i zdrajcy miłości, nienawidzę całym swoim dziwacznym sercem. Matki... Powiedzmy, że ją jakoś trawię, kiedy wdajemy się w jakiekolwiek interakcje, ale jest dla mnie raczej ciężkostrawna. Jednak to dalej matka, która pomimo świadomości, że ojciec zdradzał ją od dłuższego czasu, dalej udawała, że wszystko jest w porządku, a kiedy jej mąż przegiął pałę poddała się, widząc, że już nic nie będzie w stanie go naprawić. Za to jestem jej wdzięczny, ale nie wybaczę doświadczeń, które mi zafundowała. Co do mojego młodszego brata to jest z goła inaczej; za jego zagorzało hetero dupę jestem w stanie skoczyć w ogień. Może nie spędzamy ze sobą za dużo czasu, głównie z powodu matki, ale oboje wiemy, że możemy liczyć na siebie nawzajem o każdej porze dnia i nocy. Satoshi'emu to ja wybierałem imię i mimo głośnych sprzeciwów matki, ojciec uległ moim prośbom. Po tylu latach dalej nikt nie narzeka na ten stan rzeczy, oczywiście z wyjątkiem rodzicielki. Ona i tak mówi na niego Suga, w zasadzie do dzisiaj nie wiem dlaczego tak, bo w stwierdzenie, że to brzmi bardziej po koreańsku, nie wierzę.

W zasadzie matka nigdy nie przejmowała się nami w jakiś znaczący sposób. Dopiero po wyprowadzce tutaj zaczęła zwracać na nas większą uwagę. Jednak jej telefon w okolicy południa bardzo mnie zdziwił. - Słucham. - rzuciłem szorstko, żeby nie myślała sobie, że cokolwiek ugra. - Satoshi zniknął. - zaszczycił mnie rozhisteryzowany głos kobiety, a jej słowa wbiły mnie w fotel, na którym, na szczęście siedziałem. - Co, kiedy? - początkowo nie odpowiedziała, ale jak mi się udało ją uspokoić po dłuższej chwili, znów padło to pytanie. - Nie wiem, ale od godziny próbuję się do niego dodzwonić. Piszę do swoich znajomych, do jego kolegów i ich rodziców... Nikt go nie widział, nie wiem gdzie jest. Już zgłosiłam to na policję. - znów zaczęła płakać, więc jakiekolwiek dalsze wypytywanie zupełnie mijało się z celem. - Znajdę go. - rzuciłem i się rozłączyłem. Zacząłem zbierać się do wyjścia w między czasie zastanawiając się gdzie by mógł być. Dziewczyny nie ma, na dziwki nie chodzi, dragi też odpadają... Jaka grzeczna gnida... Zupełnie jak nie Levine. Wpakowałem się do samochodu i zacząłem szukać gnoja... To znaczy, kochanego braciszka mego, pijawkę cholerną.

Przeszukałem każde możliwe miejsce, które zna i mógłby się tam znajdować, ale miałem wrażenie, że zupełnie zapadł się pod ziemie. Nawet zaciągnięcie języka u moich starych znajomych nie pomogło. Wróciłem do domu nad ranem zupełnie zrezygnowany, ale z zamiarem odwiedzenia komisariatu.

Zwiastunem mojego przybycia, było głośne walnięcie drzwiami prowadzącymi do budynku komisariatu. Pewnym krokiem podszedłem do pierwszego lepszego policjanta, który jak gdyby nigdy nic popijał kawę, a wzrok miał wlepiony w monitor komputera, jakby głośny trzask nie zwrócił dostatecznie mocno jego uwagi. Zmierzyłem go wzrokiem. No nie uszło mojej uwadze, że jest całkiem, całkiem, przys... Ty kurwa mózgu zamiast chuja używaj! Momentalnie skarciłem się w myślach. - Nie macie nic innego do roboty? - warknąłem - Mój brat zaginał, a wy siedzicie z nosem w komputerze i kawą w ręce. - uderzyłem dłońmi o biurko obdarowując policjanta wściekłym spojrzeniem. Już miałem kontynuować, kiedy na horyzoncie pojawił się inny mundurowy. - Jeśli będzie Pan Detektywie bardziej kompetentny to tak, może mi Pan w czymś pomóc. - powiedziałem mniej rzucającym się tonem, ale na pewno ciągle zdenerwowanym. Udałem się za mężczyzną, a będąc już w jego biurze usiałem we wskazanym miejscu. - Seh...Satoshi Levine, to mój brat. - początkowo chciałem się przedstawić, ale świdrujące spojrzenie mężczyzny mówiło mi, że skądś mnie zna, dlatego sobie to podarowałem. - Wczoraj matka zgłosiła jego zaginięcie, przeszukałem wszystkie możliwe kryjówki, pytałem wszystkich znajomych. Nie jest typem tego, który ucieka, zabawi się i wróci za kilka dni. - z biegiem czasu mój ton stawał się znacznie spokojniejszy, aż w końcu zupełnie stracił na wrogości. - Proszę, detektywie... Proszę mi pomóc go znaleźć. 

 

07463508486db0e66a4f992a3cae7874.jpg     311f239ed9de8519dde3e9591551b9bc.jpg     cc14c0cbb7efe993323c7d2f2e9e0a91.jpg

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━