JustPaste.it

Sing you a lullaby where you die at the end.

27b23123-3ad5-4c2d-b07f-2e72563bd79d_small.gif

Zauważyłam, że mina mu trochę zrzedła. Szczerze, to się nie dziwiłam. Moja mimika zawsze zgadzała się z intencji. 
Jeśli miałabym to powiedzieć, to byłam sceptycznie nastawiona. Sytuacja była o tyle dziwna, bo Michael zachowywał się jakoś nienaturalnie. Chociaż często oceniałam wszystko z góry, facet od historii zawsze mówił, że pierwsza odpowiedź i pierwsze wrażenie jest zwykle trafne.
Ale tak, dokładnie. Nikt nie znał nikogo w całości, bo zawsze była jakaś część, którą starannie ukrywaliśmy. Skryte marzenie, na przykład, jakiś problem, to, co siedzi nam na umyśle albo chore pragnienie. Jedynie poznanie człowieka w najbardziej kryzysowym momencie jego życia gwarantowało, lub też nie do końca, szczerość i trwałą relację. To znaczy, tak uważałam. Uważać to jedno, wiedzieć drugie, a trzecie to stosować. 

Mówisz, że nikt nie zna nikogo na wylot, a jednak twierdzisz, że nic się nie zmieniłam. Zupełnie jakbyś mnie znał na wylot — mruknęłam bardziej do siebie, podczas przecierania szklanych naczyń, które zaraz miały zostać użyte.

Zaśmiałam się na wzmiankę o liceum. Oczywiście, że mówił prawdę. Na palcach mogłam zliczyć laski, które nie zachowywały się jak dziwki albo chłopców, którzy zachowywali się... w miarę normalnie. Nauczyciele byli zaprogramowanymi robotami, które miały tylko przekazywać wiedzę i utrudniać życie wychowankom. Czyli standard. Wiek XXI, nowe czasy, czasy się zmieniają, wszystko się zmienia, ludzie się zmieniają. Musiałam się przyzwyczaić, że nie jest tu tak jak dawniej, a cholera, najchętniej to uciekłabym stąd raz na zawsze.

Oh, mam nadzieję, że znajdziesz swoją Bellę i postarasz się jej nie załatwić — odpowiedziałam z lekkim sarkazmem i przypomniałam sobie ten tandetny film, w którym głównym wątkiem była jakże wielka i obrzydliwa miłość biednej śmiertelniczki oraz wampira. Dzięki, Michael, Maddox, jakkolwiek. Dzięki Tobie mam ochotę zwymiotować. — Nie wiedziałam, że pokazujesz kiełki i kurczę, nawet może robisz się tak pociągający jak Edward. Zawsze myślałam, że jesteś demonem i tym... upadłym aniołkiem — dodałam niezwykle znudzonym i niskim tonem.

Wkrótce musiałam przerwać na sekundę, bo obok demona usiadł następny klient. Obejrzałam się dookoła w poszukiwaniu kogoś innego, kto mógłby go obsłużyć. Już miałam się krzyczeć do tych, którzy właśnie opierdalali się na zapleczu, aczkolwiek stwierdziłam, że im szybciej to zrobię, to tym szybciej wrócę do rozmowy. Sama miałam ochotę się napić, a korzystałam zwykle z rabatu, który się nazywał 'nikt nie widzi'. W międzyczasie zaczęłam się zastanawiać, po co w ogóle Maddox przychodził do liceum. Albo po co tutaj przyszedł. Nie wierzyłam, że chciał po prostu odwiedzić starą znajomą. Prawda była taka, że nawet nie byliśmy znajomymi. Mieliśmy neutralne relacje i raczej na lepsze się nie zapowiadało.

Zmieniając temat. Jaki jest powód Twojej wizyty? I dlaczego wysnuwasz takie wnioski na mój temat? Nie zaczynam żadnej gry, Maddox. Twoje oskarżenia bardzo godzą w moją uroczą duszę — ostatnie zdanie powiedziałam szeptem, znów odwracając się w jego stronę. Zamrugałam kilka razy oczkami, jak gdyby miało to oznaczać irytację i jednocześnie zaciekawienie.