JustPaste.it

0467a7290a27b6694206fddb7a6483f0.jpg

____________________________________________________________________________________

Męski głos, który go przywitał po drugiej stronie nie należał raczej do kategorii tych przyjaznych; był raczej znudzony, ale i rzeczowy, przez co Reid począł się zastanawiać nad słusznością wydzwaniania do tutejszego mechanika o tak później porze. Mógł to zrobić przecież rankiem, aczkolwiek przed ósmą powinien już być na komisariacie, wysłuchując od szeryfa nowych wytycznych, czy też przyswajając obraz wydarzeń, które miały miejsce podczas zmiany przełożonego. W zasadzie mógł również poprosić siostrę, aby w jego imieniu skontaktowała się serwisem, jednakże ich relacje były na tyle gęste, iż Shane wolał nie powierzać jakiejkolwiek przysługi wspomnianej złośnicy. Ta wystarczająco i tak suszyła mu głowę, gdy co rusz opowiadał jej synowi o militarnych realiach, których de facto doświadczył na własnej skórze. Zresztą, gdyby warsztat świecił pustkami, zważywszy na skończone godziny pracy, to nikt nie podniósłby tej cholernej słuchawki. Wyzbył się więc tych tymczasowych wątpliwości i wyjaśnił rozmówcy, iż w danym wypadku konieczna będzie laweta, a potem podał jeszcze dokładny adres swego miejsca zamieszkania. Na czas oczekiwania kogoś z serwisu Redcar, zaszył się ponownie w garażu, uprzednio wypuszczając psa jedynie na teren ogrodzonego podwórka. Musiał trochę uprzątnąć ten zaistniały rozgardiasz, zanim zjawi się mechanik. Kartony wylądowały na betonowej podłodze, rozsypując wokół swą zawartość. Część z nich przyozdabiała także maskę cholernego Forda Taurusa. Weteran już niedbale powrzucał osobiste drobiazgi to tekturowych opakowań, nie siląc się nawet na ich segregację, chociaż brak organizacji doprowadzał go niekiedy do szewskiej pasji. Taki nawyk z wojska, przez który wszystko w tym domu miało swoje określone miejsce. Nieco pedantyczne rozwiązanie, jednakże widoczny kurz na co niektórych półkach nie raził aż tak Reida jak kompletny miszmasz przedmiotowy. Teraz niestety nie miał czasu na segregację, dlatego też pierdoły wcisnął wraz z kartonami w najciemniejszy kąt garażu. Drewniany regał zdecydował się naprawić, gdy rozsypujące się auto stąd zniknie (miał nadzieję, że bezpowrotnie, bo przynajmniej będzie miał wymówkę dla matki, jeśli Ford okaże się być nie zdatny do naprawy). 

Ledwo zdążył wpuścić psa do domu i zamknąć za sobą drzwi wejściowe, kiedy to w małym korytarzowym oknie zauważył błysk reflektorów. Zarys pojazdu uświadomił mu, iż to ktoś z warsztatu. Zmrużył więc oczy, by się dobrze przyjrzeć, a jak dostrzegł postać zmierzającą w stronę ganku, to opuściwszy bezpieczne cztery kąty wyszedł mu naprzeciw. W tle słyszał tylko poszczekiwania Mony, pragnącej się zaiste zapoznać z nieznanym jej przybyszem. 

— Dobry wieczór — odpowiedziawszy na zwykłą grzecznościową formalność, uścisnął także dłoń mężczyźnie. Nie za mocno, lecz stanowczo. Niezbyt nachalnie przebiegł także spojrzeniem po jego twarzy, jakoby próbował ocenić, czy kiedykolwiek mieli jakąkolwiek styczność — Shane Reid — miał już na końcu języka zastępcza szeryfa Reid, aczkolwiek w ostatnim momencie stłumił ten napływający odruch. Znajdował się przecież poza godzinami pracy, bez munduru, więc mógł sobie wsadzić głęboko w kieszeń tego typu reprezentowanie własnej osoby — Od razu uprzedzam, że ten grat jest pożerany przez rdzę — rozpoczynając pogawędkę informacyjną, ruchem dłoni wskazał mechanikowi na garaż. Kątem oka zerknął jeszcze na budynek kościoła, bo dostrzegł tlące się tam światło, a to automatycznie sprowadziło na niego niezbyt przyjemne wspomnienia, dotyczące pewnych utrudnień, jakie zapoczątkowane zostały przez grupę Zesłanych. Pokręcił lekko więc swoją głową, by wyzbyć się tych mało pozytywnych obrazów, torując sobie drogę do pomieszczenia, w którym znajdowało się auto. Wciąż z maską przyciśniętą do regału i ze zniszczonym światłem wyglądało raczej mizernie. A może to przez starość? Bądź co bądź do najnowszych modeli nie należał. Poza tymi powierzchniowymi uszkodzeniami, wizualnie nie dostrzegało się innych usterek. No, może i poza rdzą, o której już zdążył wspomnieć weteran.

—  Pamiątka rodzinna — ciężkie westchnienie wydostało się spomiędzy warg bruneta, a nieco teatralne wywrócenie oczami dopełniło całości — Stał dość długo na zewnątrz, przez co jest w tak opłakanym stanie, aczkolwiek był sprawny. Do dzisiaj. Bo gdy próbowałem go tutaj zakwaterować, to hamulce nie zareagowały, no i... Widać skutek — wystarczyło zerknąć na zniszczony regał, by odtworzyć przebieg delikatnie zobrazowanej historii. A i kartony rzucone niedbale w kąt także mogły co nieco o tym szepnąć. Po nakreśleniu problemu, Reid skrzyżował tylko ramiona na klatce piersiowej i ze wzrokiem wbitym w Pana Malarkeya, oczekiwał jednoznacznej opinii fachowca, aczkolwiek gdzieś w duchu pragnął, aby właściciel Redcar zabrał Taurusa, wywożąc go po prostu na szrot. 

____________________________________________________________________________________