JustPaste.it

 cxzq9cy0bngv.gif

ミ 𝙚𝙢𝙥𝙩𝙮 𝙥𝙧𝙤𝙢𝙞𝙨𝙚𝙨 𝙖𝙣𝙙 𝙧𝙚𝙘𝙠𝙡𝙚𝙨𝙨 𝙙𝙚𝙘𝙞𝙨𝙞𝙤𝙣𝙨. 彡

 

𝐹𝑒𝓌 𝒹𝒶𝓎𝓈 𝒶𝒻𝓉𝑒𝓇 𝐿𝓊𝒸𝑒𝓇𝓎'𝓈 𝒹𝑒𝒶𝓉𝒽. ⠀▬▬

- Wiesz, dlaczego tutaj jesteśmy. - chłodny wzrok Alicent przesunął się po sylwetce Aemonda, który jak zwykle, nie unikał kontaktu wzrokowego, 
wpatrywał się jedynie ponuro w dwójkę ludzi, którzy zwabili go do pustej komnaty, jak gdyby planowali dokonać cichego morderstwa. Nie liczył oczywiście wiernego giermka matki, Ser Cristona, który od pewnego czasu namiętnie studiował każdy krok młodszego z braci, jak gdyby obawiał się, że zrobi coś gorszego, niż tylko rozpętanie wojny. Alicent również musiała mu naopowiadać niestworzonych z palca historii, jakoby stanowił nie wiadomo jakie zagrożenie. Czego można jednak spodziewać się po szesnastolatku? Całą energię i zmartwienia winni byli przekierować na Aegona, obecnie koronowanego władcę, gdyż on wszystkie swoje decyzje i przemyślenia zawdzięczał alkoholowi i przypadkowym dziwkom z burdelu. Śmierć kuzyna nigdy nie była w jego planach, jednak lekceważąc konsekwencje i swojego smoka, doprowadził do tragedii, która odbiła się znacząco na jego rodzinie. Gotów był ponieść karę, jednak doskonale zdawał sobie sprawę z nastawienia jego matki; nie pozwoliłaby, aby choć jeden włos spadł z jego książęcej główki. Ponury uśmieszek wstąpił na jego wąskie usta, co zwróciło uwagę Otto, bo dość niecierpliwie poruszył się przy Alicent, nakazując jej przejść do sedna sprawy. Fantastycznie, gdyż blondyn zaczynał się już nudzić.
- Jesteśmy Ci wdzięczni za sprowadzenie kuzynostwa. W tych trudnych czasach przyda nam się każde, możliwe wsparcie..
- Które nie byłoby nam potrzebne, gdyby nie występki Twojego syna, Królowo. - w słowa kobiety wciął się Otto, na co Aemond zmierzył go złowrogim spojrzeniem, podchodząc bliżej matki.
- Owszem, Otto. Dziękuję. Niepotrzebne nam są teraz waśnie wśród tutejszego grona. Maegor i Vaella oficjalnie jeszcze nie przyznali, czy stoją po naszej stronie, dlatego mój drogi synu.. Na dzisiejszej wieczerzy na cześć powrotu waszego kuzynostwa.. Poprosisz lady Vaellę o rękę. -  słowa Alicent brzmiały stanowczo i poważnie, jak gdyby sprzeciw nie był żadną z opcji na ich propozycję. Aemond poruszył się niespokojnie, po czym momentalnie 
złapał ramiona matki, wbijając w nie swoje palce. Przez dłuższą chwilę po prostu wpatrywali się w siebie w milczeniu, bo chłopak doskonale wiedział, że musiał to zrobić. Ukorzyć się przed jedną z rodzeństwa, które zdradziło go jeszcze za dzieciaka, zabierając ze sobą jego jedyne marzenia, które wówczas trzymały go w ryzach. Uzyskanie sojuszu każdym kosztem będzie teraz jego priorytetem. Królowa już o to zadbała.
- Oczywiście, matko. - odpowiedział beznamiętnie, puszczając finalnie jej ramiona, aby odsunąć się na bok. Kątem oka zauważył, jak Criston szykował już swoją szablę.. Doprawdy? Nie pozwoliłby mu nawet zbliżyć się do siebie na kilka metrów. - Wybaczcie mi, muszę się przygotować na wieczór. Moja przyszła małżonka powinna być zachwycona, czyż nie? - ukłonił się teatralnie przed matką, po czym odwrócił i wyszedł na pięcie z komnaty, zaciskając dłonie w pięści.
𝐵𝑒𝒻𝑜𝓇𝑒. ▬▬

Bliźniaki od samego początku zwróciły uwagę Aemonda, utwierdzając go w przekonaniu, że były to jedyne osoby w zamku, a nawet w całej jego rodzince, nie licząc ukochanej Heleany, które 
potrafiły utrzymać ciekawą konwersację, a także sprawiali wrażenie innych, szczerze zainteresowanych tym, co miał do powiedzenia o smokach, czy tego, co wyczytał w ukradzionych Maesterowi księgach. Nigdy nie stronił od wiedzy, czy to podstawowej, czy rozszerzonej, w porównaniu do swojego brata, którego interesowały jedynie panny z dworu i alkohol, co akurat w żadnych późniejszych latach nie uległo zmianie. Aemond również wiedział, czego oczekiwał od swojego życia, starał się do tego dążyć, mając również z tyłu głowy fakt, że kiedyś.. Być może, usiądzie na Żelaznym Tronie. Niektórzy powiedzieliby, że to tylko głupie mrzonki, bo Viserys mianował następcą swoją córkę, ale jedynie ślepiec nie zauważyłby, jak przebiegłość i oszustwo radziło sobie świetnie na porządku dziennym u tej rodziny.
Często przesiadywał z Vaellą i smoczym jajem, które otrzymała. Według opowiastek uczonych, smok powinien już dawno się z niego wykluć i rosnąć w siłę razem z dziewczęciem Targaryenów, ale sama zainteresowana opiekowała się nim każdego dnia, usilnie wierząc, że zobaczy kiedyś swoją ukochaną bestię.
- Jestem pewien, że będzie potężnym smokiem. Gdy już dorośnie do odpowiednich rozmiarów, będziemy wspólnie łupić nieodkryte jeszcze krainy. - mały Aemond powtarzał to dziewczynce, samemu oczekując swojego cudu. Który został mu odebrany przez jedyne osoby, którym kiedykolwiek ufał.
𝒩𝑜𝓌.⠀─

Nie wiedział, czego miał się spodziewać po uroczystej wieczerzy, którą przygotowywali Hightowerowie, ale cel młodszego z braci był niezwykle jasny. Wykonywał niemalże każdy rozkaz, który dostał od swojej matki. Leżało to w jego obowiązkach, w końcu należał do rodziny królewskiej, o czym Aegon zapominał nader często i wątpił, aby koronacja w jakikolwiek sposób przywróciła mu trzeźwość myślenia. Współczuł nadmiernie siostrze, która została mu obiecana. Nie zasługiwała na takiego tępaka, który w żadnym stopniu się nią nie interesował. Tego jednak nie mógł zmienić, dlatego winien był skupić się na swojej przyszłej małżonce.
- Matko. - ukłonił się przed Królową, poprawiając zaraz połacie czarnego płaszcza, który ciągnął się niemalże do ziemi, spowity jedwabiem i wygrawerowanym herbem Targaryenów, jako podkreślenie przynależności do tego nielicznego grona. Tym razem zebrał jasne włosy w długi, luźno opadający na plecy warkocz, aby dodać sobie poważniejszego wyglądu. Na bladych dłoniach spoczęły skórzane rękawiczki, a pod ukryciem satyny przywdział skórzaną górę z elementami smoczych łusek, plasując się na prawowitego następcę tronu.
Sala przystrojona była orędziem i kolorami Targaryenów, strażnicy mieli również potrójnego smoka na swoich zbrojach w których patrolowali całe przyjęcie. Najznakomitsi muzycy z Westeros przybyli, aby oddać hołd Aegonowi i powitać resztę rodziny w progach zamku. Główny stół uniesiony był na pozłacanym piedestale, gdzie miała zasiąść cała rodzina wraz z kuzynostwem. Westchnął ciężko i po przywitaniu się z Alicent, ruszył prosto na swoje miejsce, biorąc po drodze pozłacany kufel z czerwonym winem od przechodzącej służki. Aegon siedział na środku, zaaferowany w rozmowie z jednym z lordów, obok niego niemrawo spoglądała na swój talerz Heleana, nieznacznie gardząca takimi wydarzeniami, wprawiały ją one w stres i otumanienie. Aemond posłał jej uważne spojrzenie i kiwnął głową, gdy zajął miejsce tuż obok swojej młodszej siostry.
- Za zdrowie naszego nowego, wspaniałego Króla. - rzucił opryskliwie, uśmiechając się do Aegona i tym samym zwracając na siebie uwagę bliźniaków, którzy siedzieli po drugiej stronie stołu. Najgorsze emocje ustąpiły już miejsca czystej nieufności i irytacji, wyjątkowo się już upokorzył, gdy poleciał do nich na Vhagar, prosząc o powrót do stolicy. Szybko odwrócił spojrzenie od Vaelli i Maegora, uśmiechając się do siebie pod nosem. Matka odchrząknęła, upominając młodszego z synów, aby zachował się odpowiednio, na co ten jedynie zamruczał bezinteresownie, dopijając kielich z winem do końca. Słysząc, jak muzycy zmienili ton na lżejszy w którym to większość lordów prosiła damy do tańca, uznał to za swój znak i wstał zamaszyście od stołu, podchodząc pewnym krokiem do Vaelli, kłaniając się przed nią uroczyście i wyciągając dłoń, jednocześnie obrzucając ją spojrzeniem, które nie przyjmowało sprzeciwu. Zwyczajnie zignorował jej brata, porywając blondynkę na parkiet. Uścisk Aemonda był stanowczy i silny, ale jednocześnie delikatny, nie zamierzał jej skrzywdzić, tylko.. Może troszkę nastraszyć?
- Lady Vaello.. - uśmiechnął się zjadliwie, przyciągając ją do swojego torsu, aby spoglądała prosto w jego przeszywające spojrzenie. Jedną dłonią złapał pewnie nadgarstek kobiety, aby zaraz złączyć razem ich palce, a drugą oparł o plecy blondynki, nie chcąc dopuścić do zbyt szybkiej ucieczki. Poruszając się w rytm muzyki, z gracją prowadził kuzynkę między tańczącymi lordami.
- Niezmiernie nam miło znowu Was tutaj gościć.. Proponuję odrzucić dziecięce spory na bok. Porozmawiajmy jak dorośli.. - szepnął, zbliżając swoją twarz w okolice policzka Vaelli, aby owiać ciepłym oddechem ucho dziewczyny. - Proponuję Ci małżeństwo, droga kuzynko. Musimy się umocnić w tych ciężkich czasach, nie sądzisz? Twój brat.. On już ułożył sobie wygodne życie, bez zmartwień, z cudzymi własnościami.. - zaśmiał się ponuro i obrócił ją dwa razy wokół własnej osi, ponownie przyciągając do swojego torsu.
- Tobie oferuję wszystko co mam. Może z wyjątkiem serca, bo ono już dawno nie istnieje, ale.. Będziesz zachwycona. Bardzo źle znoszę odmowę, Pani. - dłoń Aemonda z pleców jasnowłosej powędrowała na jej szyję, nieznacznie zaciskając tam palce. - Przypieczętujmy to pocałunkiem. - skomentował krótko, zbliżając swoje wargi do tych kobiety.