JustPaste.it

 ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄

08912d0d6e908140dbd285ba6dbc13e2.jpg 8dce9be726bf62e1660a7363795a6823.jpg 2b72bc02ac6318b3b9c6e27b10a3a39f.jpg


 

 ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄

⠀ Wzruszanie ramionami mogłoby stać się niedługo jej znakiem rozpoznawczym, mimo że tym razem udało jej się poskromić odruchy swojego ciała. Ten jednoznaczny gest z powodzeniem uzupełniłby praktycznie każdą rozmowę, która nawet delikatnie zachaczała o dane personalne lub wcześniejsze życie blondynki. Również przydługa i krepująca cisza; słowa, które zamiast swobodnie ulecieć, gubiły się gdzieś pomiędzy jej wargami, a językiem lub jeszcze wcześniej. Uciekała spojrzeniem na boki, bojąc się nawiązać z kimkolwiek kontakt wzrokowy. Małe kłamstwa mogła tuszować, ukrywać pewne fakty, lecz oczy zdradzały prawdę za każdym razem. 

⠀ Mieszkańcy Alpen Claire zadawali zdecydowanie zbyt wiele trudnych oraz kłopotliwych pytań. Linnea uważała, że większość z nich robiła to specjalnie. Jej zdaniem ci ludzie czerpali z zakłopotania i niewiedzy dziwną satysfakcję. Niektórzy byli wyjątkowo uparci, znudzeni codziennością, a taki krzyżowy ogień pytań musiał poprawiać im humor. Niekiedy Linn radziła sobie z nimi, stosując się do niezbyt kulturalnych metod. Rozkładała wtedy bardzo szeroki wachlarz min, grymasów i sztucznych uśmieszków. Krzyżowała ręce, odwracając głowę na bok i rzucając w stronę ciekawskich kilka mało wyszukanych epitetów. Niektórzy znikali, udając obrażonych, krzycząc coś o impertynenckim zachowaniu. Inni potrzebowali dodatkowej zachęty, nowego impulsu, by odejść i dać jej wreszcie święty spokój. Oni też zazwyczaj odpuszczali, gdy krzyczała. W złości i stresie wyjątkowo często myliły jej się słowa, a ta niewygodna przypadłość w takich momentach działała na jej korzyść. Niestety Linn musiała także pogodzić się z tym, że przez takie zachowanie była brana za wariatkę. Od czasu do czasu w akcie desperacji zdarzało jej się parsknąć nerwowym śmiechem, cisnąć w przechodniów przypadkowym przedmiotem albo tupnąć niczym nieznośne dziecko. 

⠀ Ekspedientka również postawiła blondynce bardzo trudne pytanie, ale Nea nie podejrzewała sprzedawczyni o złośliwość. Jej się to pytanie wyrwało mimochodem. Niemniej wcale nie miała zamiaru jej teraz odpowiadać. Nawet sama jeszcze nie ustaliła, czy będzie to dwadzieścia dwa czy może jednak lepiej dwadzieścia cztery lata. Mniejsze liczby nie wchodziły w grę, a też nie chciało jej się wierzyć, że mogłaby przekroczyć już dwadzieścia pięć lat. Poza tym Linn nie chciała okłamywać kogoś tak pomocnego. Nie mogła ryzykować. Już zdążyła wypaplać, że cierpi na bezsenność przez niebotyczną ilość kawy, a jej żołądek jest od kilku dni praktycznie pusty. Brakowało jeszcze tego, aby przyznała się do swoich problemów z pamięcią... Zdecydowała się przez pewien czas pogadać o byle czym, sprytnie ominąć niepożądany temat i nakierować rozmowę na inny tor. 

━━ Faktycznie nie powinnam dodawać Ci lat tymi formalnościami ━━ przyznała, kucając ponownie obok nowej znajomej. Uśmiechnęła się subtelnie. Pod ich stopami nadal znajdowało się sporo rozrzuconego towaru, mimo że obie układały słodycze już dobre kilka minut. ━━ Tutaj każdy jest dla każdego, niczym dobry znajomy? ━━ zagadnęła ostrożnie. Dobór słów nie był do końca trafny, zwłaszcza biorąc pod uwagę podejście niektórych miejscowych. Przejście na ty nie we wszystkich przypadkach wskazywało na poprawne relacje z rozmówcami. ━━ Odniosłam wrażenie, że unikacie takich sztywnych form. 

⠀ Odwzajemniła jej spojrzenie i uśmiech. Taki wyraz twarzy należał niestety do rzadkości, więc Linn zawiesiła wzrok na kobiecie na dłuższą chwilę. Podświadomość podpowiadała jej, że powinna zapamiętać ten obraz bardzo dokładnie.  Właściwie ktoś pierwszy raz chciał jej pomóc. Ta blondynka była po prostu inna, niż dotychczas poznani ludzie. Linnea od dłuższego czasu miała wrażenie, że mieszkańcy wręcz wytykają ją palcami, ilekroć tylko opuszczała swój dom. Mogłaby przysiąc, że szepczą, że odwracają wzrok, a co poniektórzy przyspieszają kroku. Mamy i opiekunki przyciągały dzieci bliżej siebie, a te bardziej przewrażliwione potrafiły nawet specjalnie zmienić trasę. Jedna ze starszych sąsiadek lubiła wyglądać przez swoje okno na piętrze, rzucając raz po raz w jej stronę wyzwiskami i kulkami ze starych gazet. Wydawało jej się, że wszyscy na nią patrzą, tak jak się patrzy na coś niezwykle interesującego, jak na ciekawy i rzadki okaz w pobliskim zoo, który ze śmiechem podziwiają dzieciaki albo jak na dziwadło w cyrku, które z jednej strony wzbudza ciekawość, a z drugiej niepokój. Tak; ta jedna kobieta zachowywała się zupełnie inaczej. Była dużo milsza od nich. Poza tym wydawała się sympatyczna, rozmowna i szczera. 

━━ Jesteś tego pewna? ━━ zapytała, biorąc do ręki kartonowe pudełko z kolorowymi cukierkami. Część landrynek wypadła przez niewielki otwór, który najpewniej powstał, gdy tektura zahaczyła o wystający gwóźdź. Słodycze uderzały o posadzkę z charakterystycznym dźwiękiem. Jedne z nich w rozpadły się na mniejsze kawałki; zbyt małe, aby dałoby się wyzbierać je ręcznie. Inne w nienaruszonym kształcie potoczyły się po podłodze, znikając bardzo szybko pod regałem. Nea obserwowała ukradkiem jasnowłosą, która nie przykładała większej uwagi do ułożenia poszczególnych produktów. Nie policzyła niczego, starając się sprawdzić tym samym, czy jednak jakaś słodycz nie zagubiła się w obszernych kieszeniach płaszcza niedoszłej złodziejki. ━━ Naprawdę nie chcę Ci robić więcej kłopotu ━━ dodała ciszej. Była sceptycznie nastawiona do lekkiego podejścia sprzedawczyni. Ledwo chwilę temu tłumaczyła jej, że właścicielka sklepu jest bardzo wymagająca, jeśli chodzi o porządek, a teraz zapewnia, że wystarczy wszystko jakoś tam poukładać na półki  ━━ Mam nadzieję, że przeze mnie nie narazisz się szefowej.

⠀ Dźwięk dzwoneczka zagłuszył jej ostatni komentarz. Obie kobiety przerwały na moment pracę, odwracając głowy w kierunku drzwi. Sprzedawczyni momentalnie zbladła, a Linn prędko zrozumiała, że nowa postać w sklepie nie należy do jej dobrych znajomych. Obecność nieproszonego gościa, wytrąciła je obie z równowagi. Nawet blondynka była bardzo zaskoczona, tak jakby w tym sklepie pojawienie się nowego klienta było czymś niezwykłym. Problem polegał na tym, że ta staruszka nie miała w planach kupić kolejnego zestawu do wspinaczki górskiej. Piorunujące spojrzenie podstarzałego potwora w różowym dresie sprawiło, że obie wypuściły z rąk paczki owsianych ciastek. Gdyby nie resztki zdrowego rozsądku, Linn już dawno schowałaby się gdzieś w kącie lub za plecami sprzedawczyni. Blondynka była szczupła, ale mimo to i tak starała się jakoś zamaskować jej obecność. Nea była jej bardzo wdzięczna, bo już drugi raz tego samego dnia stanęła w jej obronie. Kiedy niewielka, spiczasta torebka zawirowała w powietrzu Linnea instynktownie schyliła głowę. Uważała, że tylko cud uratował je obie przed uderzeniem. Nie skomentowała w żaden sposób tego zdarzenia, nie mogąc dobrać właściwych słów. Zagorzała fanatyczna wygodnych spodni na sto procent mogła aspirować do tytułu najbardziej irytującej osoby w miasteczku. Blondynka była pewna, że nawet w konkursie stanowym miałaby spore szanse, ale nie odważyła się powiedzieć tego głośno. Zwyczajnie kiwnęła głową, przyznając rację kobiecie. Nie rozumiała niestety wszystkiego, aczkolwiek podejrzewała, że w tak hermetycznej i religijnej społeczności posada pastora była dość prestiżowa. Wypełniła jedyne puste miejsce na regale kanciastym pudełkiem. Ich dzieło prezentowało się nienajgorzej. Nikt postronny nie zorientowałby się, że jeszcze parę minut temu cała zawartość półek walała się po podłodze.

━━ Jestem Linnea. Miło Cię poznać, Sharon ━━ uśmiechnęła się z zakłopotaniem. Szukała przez kilkanaście sekund na twarzy blondynki podobnych emocji lub dezaprobaty. Nie potrafiła jednak niczego odczytać. W innych okolicznościach udałoby im się bardzo dobrze dogadać, zawierając znajomość na dłużej. Szkoda, że jeden błąd mógłby zaprzepaścić szansę na taką relację. Liczę, że mimo wszystko, nie będziesz mnie kojarzyć tylko z bałaganem i reprymendą od szefowej. Jeśli... przeze mnie... ━━ urwała, nerwowo skubiąc wystającą z rękawa nitkę. Sama nie do końca wiedziała, co chciałaby powiedzieć, co wypada mówić poza przepraszam. ━━ Naprawdę mi przykro. Nie martw się. Nawet gdybym chciała odmówić, to mój brzuch zgłosiłby zdecydowany sprzeciw. 

⠀ Uśmiech zagościł na obu twarzach. Policzki odzyskiwały stopniowo różowo kolor, a oczy błyszczały. Wyszły wspólnie na korytarz. Świeże powietrze, które dotarło przez uchylone okno pozwoliło się odrobinę uspokoić. Jednak dopiero szczęk klucza oznaczał wolność i koniec pracy na dziś. Sprzedawczyni mogła nareszcie odetchnąć, zostawiając problemy dnia codziennego za zamkniętymi drzwiami. Linnea miała nadzieję, że Sharon we własnym domu nie musiała przejmować się przewrażliwioną właścicielką sklepu, upartymi klientami, amatorami górskich wędrówek oraz początkującymi kulturystami. Wszyscy musieli być naprawdę uciążliwi, a dzisiaj jeszcze ktoś spróbował ją okraść. I to nawet nie z pieniędzy, a słodyczy. Tylko ktoś tak zdesperowany i głodny, jak Nea mógł wpaść na tak absurdalny pomysł.

━━ Sharon? ━━ zapytała, chwytając delikatnie za materiał swetra blondynki. Weszły na schody, a Linn po kilku stopniach nagle zatrzymała się. Zmusiła tym samym kobietę do cofnięcia się, zejścia niżej i odwrócenia się. ━━ Wspomniałaś, że zjemy... leczo. Opowiesz mi, co to właściwie jest? ━━ zapytała, nie patrząc jej w oczy. Bardzo niezręcznie było się przyznać do niewiedzy. Czuła, że to część elementalnych informacji, że dosłownie każdy zna recepturę, skład i pochodzenie tej potrawy. Szczerze mówiąc, to w tej chwili czekała tylko na śmiech Sharon, na kolejne pełne niedowierzania spojrzenie oraz pytanie, czy sobie żartuje. Była niczym dziecko we mgle; bezbronne, zagubione i przestraszone. ━━ To miejscowy przysmak? ━━ zaakcentowała mocniej, a ręce wcisnęła do kieszeni. Regionalne jedzenie pozwalało poznać zwyczaje mieszkańców. Obecność ryb w diecie sugerowała łatwy dostęp do morza, a bardziej treściwe i rozgrzrwające potrawy przywodziły na myśl miejsca zimniejsze. Poszczególne gatunki warzyw i owoców wskazywały niekiedy konkretne położenie geograficzne. Oprócz tego każdy region słynął zazwyczaj ze spożywania czegoś w nadmiernych ilościach. ━━ Jak je przygotowałaś? Nie zrozum mnie źle, bo absolutnie nie mam zamiaru wybrzydzać. Po prostu wolałabym wiedzieć, co jem.