
⠀⠀⠀⠀ ⠀⠀𝕻ragnienie, aby złamać ducha Aegona, poprzez dalsze obarczanie go winą o śmierć ich ukochanej siostry, było jednym z najsilniejszych, jakie kiedykolwiek odczuwała w życiu; równać się z nim mogła jedynie płomienna chęć zemsty na dornijskich świniach, które zamierzała wyrżnąć co do jednego. Na zemstę przyjdzie jeszcze czas, Visenyo. Głos w jej głowie niepokojąco przypominał słodki pomruk Rhaenys, powodując mocne zaciśnięcie dłoni w pięści. Ból powodowany przez wbijające się we wnętrze jej dłoni paznokcie, był jedynie nędzną namiastką; ten prawdziwy, szalejący w sercu Visenyi, odbierał jej oddech. I zdrowy rozsądek.
⠀⠀⠀⠀ Nie dbała o to. Jeżeli historia miała za zadanie uczyć, dała jej klarowną lekcję, że działania podyktowane chłodną kalkulacją były z góry skazane na porażkę. Cechowała je bowiem wyjątkowo destrukcyjna kwestia: przewidywalność. Szanowała ją jedynie w momencie, gdy działała na jej korzyść, lecz nigdy w okolicznościach mogących przechylić szalę wygranej na stronę przeciwnika. Ty stałeś się przewidywalny, bracie.
⠀⠀⠀⠀ Rzuciła przelotne spojrzenie na zgarbioną sylwetkę męża, który zdawał się być pochłonięty własnymi przemyśleniami. Czegokolwiek byś nie wymyślił, Twój plan będzie miał luki. Ja na to nie pozwolę. Nie pozwolę, aby Vhagar podzieliła los Meraxes, a ja naszej słodkiej Rhaenys. Musiała żyć, aby móc dopełnić swą płomienną zemstę; jeżeli obecne pokolenie Dornijczyków okaże się niewystarczające, wyrżnie kolejne i tak w nieskończoność, do momentu, w którym nie będzie w stanie utrzymać Mrocznej Siostry w starych, zdeformowanych przemijającymi latami dłoniach.
⠀⠀⠀⠀ Zaskoczenie Aegona oraz późniejszy prosty gest, mający świadczyć o tymczasowym rozejmie i zarazem akceptacji jej warunków, przyjęła z nieopisaną ulgą, choć w żadnym stopniu nie dała tego po sobie poznać. Kompletnie zignorowała zdziwiony wzrok Orysa, błądzący pomiędzy sylwetką Zdobywcy, a jej.
⠀⠀⠀⠀ Rozstanie było pewne od momentu, w którym z ich ust padły małżeńskie przysięgi; wypowiedziane z tradycji i obowiązku, a nie płomiennego uczucia, które czyniłoby ich szczęśliwymi. Związek ten był przykrą koniecznością, jednak należało go zawrzeć - dla dobra rodu ostatnich smoczych jeźdźców.
⠀⠀⠀⠀ Wykrzywiła wargi z niesmakiem, dając upust swojemu niezadowoleniu, które kłębiło się w niej od tamtego czasu. Wolałaby wyjść za Orysa, ale i to nie uspokoiłoby jej duszy. Kochana czy nie, Rhaenys nadal pozostawałaby w Twoich dłoniach, przez których palce - tak jak teraz - przeleciałaby bezpowrotnie.
✲
⠀⠀⠀⠀Oparłszy się o chłodny, kamienny filar, ze skrzyżowanymi na piersi dłońmi obserwowała z dystansu obrady dowódców, wsłuchując się w każde padające słowo i momentalnie poddając je analizie. Mimowolnie wzniosła fioletowe tęczówki ku niebu w chwili, gdy Aegon po raz kolejny powtarzał swój plan ataku. Nie wątpiła w strategiczne umiejętności swojego małżonka, niemniej sposób jego wypowiedzi na swój szczególny sposób budził smoka.
⠀⠀⠀⠀ Z pantałyku zbiła ją uwaga Zdobywcy, dotycząca dotychczasowych metod; łagodnych i przewidywalnych, jak sam to zgrabnie ujął. Czyżby przyznawał jej rację? Brat, podobnie jak ona, nie należeli do ludzi, którzy jawnie potrafili zaakceptować swoje błędne stanowiska. Sprytnie, Aegonie.
⠀⠀⠀⠀ Na ustach Visenyi, dotychczas wyrażających jedynie pogardę i niezadowolenie, pojawił się nieznaczny cień uśmiechu; ekspresja, która nigdy publicznie nie gościła na jej bladym obliczu. Z aprobatą i - musiała przyznać to przed samą sobą - niemałym zaskoczeniem, przyjęła również fakt wypowiedzenia się Zdobywcy jedynie w swoim imieniu. Jeżeli podobne ruchy miały prowadzić do ugaszenia dzikiego ognia goryczy i chęci zemsty, który palił się w jej wnętrzu, to był na dobrej drodze.
⠀⠀⠀⠀ Nienarzucanie Vis jakichkolwiek działań budziło w niej komfort, a owe uczucie przez ostatnie kilka dni stało się dla jej osoby niebywale obce. Odczuwanie go teraz było pozornym opatrunkiem na zbolałe, pełne napięć serce, wciąż pamiętające jednak powód, przez który trójgłowy smok został pozbawiony jednego z łbów; kluczowego w utrzymaniu pokoju między pozostałą dwójką, miłującą tą najmłodszą nade wszystko.
⠀⠀⠀⠀ Spomiędzy przymrużonych powiek obserwowała interakcję pomiędzy Orysem i Aegonem. Mężczyźni zawsze zdawali się być jednomyślni; nawet drobne spory nie były w stanie zachwiać fundamentami ich przyjaźni oraz zaufania, które budowali od dziecka. Komnata wkrótce opustoszała, jednak Visenya nie miała najmniejszego zamiaru podążyć za tłumem. Zamiast tego śledziła każdy ruch swojego małżonka, usiłując dopatrzeć się w nich jakiejkolwiek nerwowości spowodowanej jej obecnością.
⠀⠀⠀⠀ Gdy w końcu zdecydował się do niej zbliżyć, a następnie przemówił głosem równie niepewnym, co jego spojrzenie, uniosła delikatnie brwi.
─── Znasz mnie, bracie. Nie preferuję dzielenia się swymi planami, jakiekolwiek by one nie były. Zdradzę Ci jednak w sekrecie... ─── zniżyła ton do konspiracyjnego szeptu, odpychając się od filara i zbliżając się do niego jeszcze bardziej, dokonując swoistej inwazji na jego przestrzeń osobistą; ot, drobny gest mający na celu zaznaczenie jej pozycji jako dominującej.
─── Twoja śmierć, poza względnym poczuciem sprawiedliwości, nie przyniosła by mi niczego dobrego.
Mi. Nie królestwu. Nie uchodził za sekret fakt, że zawsze była egocentryczna, jednakże do pewnego momentu wspólne plany zjednoczenia Westeros pod sztandarem czerwonego smoka o trzech głowach na czarnym tle, budziły w niej ekscytację. Zmarła ona w Dorne, wraz z Rhaenys, spadając z ogrzanego przez palące słońce nieba, wprost do siedliska żmij, gdzie dokonała żywota. Wspomnienie o siostrze zmusiło ją do kroku w tył; odsunięcia się od Aegona, nie pozwalając mu na dostrzeżenie cienia bólu, który przemknął przez jej twarz. Pierdolić królestwo. Próba polubownego jednoczenia gówno nam dała.
─── Bez męskiego potomka, korona pogrążyłaby się w chaosie, a raczej nikt nie zaakceptuje kobiety na tronie. Nie, żeby zdanie prostaczków i pomniejszych lordów miało dla mnie jakiekolwiek znaczenie... jednak jaką przyjemnością byłoby zostanie Królową Popiołów? ─── nie czekając na odpowiedź, wolnym krokiem ruszyła w kierunku wyjścia z komnaty, zatrzymując się tuż przed drzwiami, aby raz jeszcze spojrzeć na niego przez ramię; tym razem twarz Vis wyrażała coś na wzór pogardy, zdecydowanie jednak łagodniejszej, niż zazwyczaj; czyżby kryło się za tym coś jeszcze?
─── Nie martw się, Aegonie. Nie mam w zwyczaju pozostawiać swego rodzeństwa na pastwę losu.
✲
⠀⠀⠀⠀Dosiadając Vhagar i wzbijając się na jej grzbiecie w przestworza, zawsze odczuwała wolność, której nie było dane jej doświadczać, gdy stopy twardo stąpały po ziemi. Nigdy jednak nie potrafiła czerpać ze smoczych eskapad tyle radości co Rhaenys, dla której nieboskłon był drugim domem. Kiedy tylko potężne łapska jej smoczycy i Baleriona zetknęły się z żółtym piachem, z gracją zeskoczyła ze swojej bestii i nie patrząc na Aegona, oddaliła się wgłąb lasu, kompletnie ignorując późną porę; musiała pobyć sama. Wyciszyć swe myśli, które bezustannie wbijały się w jej serce niczym cierń.
⠀⠀⠀⠀ Wróciwszy do brata wówczas, gdy ciemność kompletnie ogarnęła świat, nadal unikała sytuacji, w której ich spojrzenia zetknęłyby się na dłużej, niż by sobie życzyła. Przystanęła więc przy rozpalonym przez którąś ze skrzydlatych bestii ognisku, wpatrując się w leniwie rozbijające się o brzeg morskie fale. Słona woń wody drażniła jej nozdrza. W tej chwili jednak nie przywiązywała do tego większej uwagi.
─── Brakuje mi jej ─── wyrzuciła nagle z siebie, krzyżując ręce na piersi w sposób, który bardziej przypominał zachowawcze objęcie mającej się rozlecieć postury; bez wątpienia zdradzające potrzebę bliskości.
─── Jej śmiechu. Tego irytującego, słodkiego głosu, który budził mnie rano. Beztroski w jej oczach. Idiotycznych zainteresowań... ─── urwała w momencie, gdy jej własny głos zaczął się łamać, zdradzając cierpienie, tak skrzętnie przez nią ukrywane. ─── Kochałam ją, Aegonie. Nade wszystko i nie mniej, niż Ty.
⠀⠀⠀⠀ Przez krótką chwilę stała w bezruchu, skupiając się na morskim szumie, przerywanym pochrapywaniem śpiących w uścisku smoków; zupełnie tak, jakby bały się, że wkrótce strata się powtórzy i jedno z nich zostanie samo. Balerion i Vhagar nigdy nie pałały do siebie jakąkolwiek dozą przyjacielskości. Jej smoczyca zdawała się być spięta za każdym razem, gdy na horyzoncie pojawiał się Czarny Strach; bynajmniej było to wynikiem lęku. Chodziło o dominację. Ostatecznie zawsze o nią chodziło.
⠀⠀⠀⠀ Obróciła się w kierunku Aegona. Ich spojrzenia spotkały się na ułamek sekundy, nim dwoma krokami dopadła do siedzącego na ziemi króla i bez ostrzeżenia, w wyjątkowo brutalny sposób, zaatakowała jego wargi własnymi.
⠀⠀⠀⠀ Nie dbała o to. Jeżeli historia miała za zadanie uczyć, dała jej klarowną lekcję, że działania podyktowane chłodną kalkulacją były z góry skazane na porażkę. Cechowała je bowiem wyjątkowo destrukcyjna kwestia: przewidywalność. Szanowała ją jedynie w momencie, gdy działała na jej korzyść, lecz nigdy w okolicznościach mogących przechylić szalę wygranej na stronę przeciwnika. Ty stałeś się przewidywalny, bracie.
⠀⠀⠀⠀ Rzuciła przelotne spojrzenie na zgarbioną sylwetkę męża, który zdawał się być pochłonięty własnymi przemyśleniami. Czegokolwiek byś nie wymyślił, Twój plan będzie miał luki. Ja na to nie pozwolę. Nie pozwolę, aby Vhagar podzieliła los Meraxes, a ja naszej słodkiej Rhaenys. Musiała żyć, aby móc dopełnić swą płomienną zemstę; jeżeli obecne pokolenie Dornijczyków okaże się niewystarczające, wyrżnie kolejne i tak w nieskończoność, do momentu, w którym nie będzie w stanie utrzymać Mrocznej Siostry w starych, zdeformowanych przemijającymi latami dłoniach.
⠀⠀⠀⠀ Zaskoczenie Aegona oraz późniejszy prosty gest, mający świadczyć o tymczasowym rozejmie i zarazem akceptacji jej warunków, przyjęła z nieopisaną ulgą, choć w żadnym stopniu nie dała tego po sobie poznać. Kompletnie zignorowała zdziwiony wzrok Orysa, błądzący pomiędzy sylwetką Zdobywcy, a jej.
⠀⠀⠀⠀ Rozstanie było pewne od momentu, w którym z ich ust padły małżeńskie przysięgi; wypowiedziane z tradycji i obowiązku, a nie płomiennego uczucia, które czyniłoby ich szczęśliwymi. Związek ten był przykrą koniecznością, jednak należało go zawrzeć - dla dobra rodu ostatnich smoczych jeźdźców.
⠀⠀⠀⠀ Wykrzywiła wargi z niesmakiem, dając upust swojemu niezadowoleniu, które kłębiło się w niej od tamtego czasu. Wolałaby wyjść za Orysa, ale i to nie uspokoiłoby jej duszy. Kochana czy nie, Rhaenys nadal pozostawałaby w Twoich dłoniach, przez których palce - tak jak teraz - przeleciałaby bezpowrotnie.
⠀⠀⠀⠀Oparłszy się o chłodny, kamienny filar, ze skrzyżowanymi na piersi dłońmi obserwowała z dystansu obrady dowódców, wsłuchując się w każde padające słowo i momentalnie poddając je analizie. Mimowolnie wzniosła fioletowe tęczówki ku niebu w chwili, gdy Aegon po raz kolejny powtarzał swój plan ataku. Nie wątpiła w strategiczne umiejętności swojego małżonka, niemniej sposób jego wypowiedzi na swój szczególny sposób budził smoka.
⠀⠀⠀⠀ Z pantałyku zbiła ją uwaga Zdobywcy, dotycząca dotychczasowych metod; łagodnych i przewidywalnych, jak sam to zgrabnie ujął. Czyżby przyznawał jej rację? Brat, podobnie jak ona, nie należeli do ludzi, którzy jawnie potrafili zaakceptować swoje błędne stanowiska. Sprytnie, Aegonie.
⠀⠀⠀⠀ Na ustach Visenyi, dotychczas wyrażających jedynie pogardę i niezadowolenie, pojawił się nieznaczny cień uśmiechu; ekspresja, która nigdy publicznie nie gościła na jej bladym obliczu. Z aprobatą i - musiała przyznać to przed samą sobą - niemałym zaskoczeniem, przyjęła również fakt wypowiedzenia się Zdobywcy jedynie w swoim imieniu. Jeżeli podobne ruchy miały prowadzić do ugaszenia dzikiego ognia goryczy i chęci zemsty, który palił się w jej wnętrzu, to był na dobrej drodze.
⠀⠀⠀⠀ Nienarzucanie Vis jakichkolwiek działań budziło w niej komfort, a owe uczucie przez ostatnie kilka dni stało się dla jej osoby niebywale obce. Odczuwanie go teraz było pozornym opatrunkiem na zbolałe, pełne napięć serce, wciąż pamiętające jednak powód, przez który trójgłowy smok został pozbawiony jednego z łbów; kluczowego w utrzymaniu pokoju między pozostałą dwójką, miłującą tą najmłodszą nade wszystko.
⠀⠀⠀⠀ Spomiędzy przymrużonych powiek obserwowała interakcję pomiędzy Orysem i Aegonem. Mężczyźni zawsze zdawali się być jednomyślni; nawet drobne spory nie były w stanie zachwiać fundamentami ich przyjaźni oraz zaufania, które budowali od dziecka. Komnata wkrótce opustoszała, jednak Visenya nie miała najmniejszego zamiaru podążyć za tłumem. Zamiast tego śledziła każdy ruch swojego małżonka, usiłując dopatrzeć się w nich jakiejkolwiek nerwowości spowodowanej jej obecnością.
⠀⠀⠀⠀ Gdy w końcu zdecydował się do niej zbliżyć, a następnie przemówił głosem równie niepewnym, co jego spojrzenie, uniosła delikatnie brwi.
─── Znasz mnie, bracie. Nie preferuję dzielenia się swymi planami, jakiekolwiek by one nie były. Zdradzę Ci jednak w sekrecie... ─── zniżyła ton do konspiracyjnego szeptu, odpychając się od filara i zbliżając się do niego jeszcze bardziej, dokonując swoistej inwazji na jego przestrzeń osobistą; ot, drobny gest mający na celu zaznaczenie jej pozycji jako dominującej.
─── Twoja śmierć, poza względnym poczuciem sprawiedliwości, nie przyniosła by mi niczego dobrego.
Mi. Nie królestwu. Nie uchodził za sekret fakt, że zawsze była egocentryczna, jednakże do pewnego momentu wspólne plany zjednoczenia Westeros pod sztandarem czerwonego smoka o trzech głowach na czarnym tle, budziły w niej ekscytację. Zmarła ona w Dorne, wraz z Rhaenys, spadając z ogrzanego przez palące słońce nieba, wprost do siedliska żmij, gdzie dokonała żywota. Wspomnienie o siostrze zmusiło ją do kroku w tył; odsunięcia się od Aegona, nie pozwalając mu na dostrzeżenie cienia bólu, który przemknął przez jej twarz. Pierdolić królestwo. Próba polubownego jednoczenia gówno nam dała.
─── Bez męskiego potomka, korona pogrążyłaby się w chaosie, a raczej nikt nie zaakceptuje kobiety na tronie. Nie, żeby zdanie prostaczków i pomniejszych lordów miało dla mnie jakiekolwiek znaczenie... jednak jaką przyjemnością byłoby zostanie Królową Popiołów? ─── nie czekając na odpowiedź, wolnym krokiem ruszyła w kierunku wyjścia z komnaty, zatrzymując się tuż przed drzwiami, aby raz jeszcze spojrzeć na niego przez ramię; tym razem twarz Vis wyrażała coś na wzór pogardy, zdecydowanie jednak łagodniejszej, niż zazwyczaj; czyżby kryło się za tym coś jeszcze?
─── Nie martw się, Aegonie. Nie mam w zwyczaju pozostawiać swego rodzeństwa na pastwę losu.
⠀⠀⠀⠀Dosiadając Vhagar i wzbijając się na jej grzbiecie w przestworza, zawsze odczuwała wolność, której nie było dane jej doświadczać, gdy stopy twardo stąpały po ziemi. Nigdy jednak nie potrafiła czerpać ze smoczych eskapad tyle radości co Rhaenys, dla której nieboskłon był drugim domem. Kiedy tylko potężne łapska jej smoczycy i Baleriona zetknęły się z żółtym piachem, z gracją zeskoczyła ze swojej bestii i nie patrząc na Aegona, oddaliła się wgłąb lasu, kompletnie ignorując późną porę; musiała pobyć sama. Wyciszyć swe myśli, które bezustannie wbijały się w jej serce niczym cierń.
⠀⠀⠀⠀ Wróciwszy do brata wówczas, gdy ciemność kompletnie ogarnęła świat, nadal unikała sytuacji, w której ich spojrzenia zetknęłyby się na dłużej, niż by sobie życzyła. Przystanęła więc przy rozpalonym przez którąś ze skrzydlatych bestii ognisku, wpatrując się w leniwie rozbijające się o brzeg morskie fale. Słona woń wody drażniła jej nozdrza. W tej chwili jednak nie przywiązywała do tego większej uwagi.
─── Brakuje mi jej ─── wyrzuciła nagle z siebie, krzyżując ręce na piersi w sposób, który bardziej przypominał zachowawcze objęcie mającej się rozlecieć postury; bez wątpienia zdradzające potrzebę bliskości.
─── Jej śmiechu. Tego irytującego, słodkiego głosu, który budził mnie rano. Beztroski w jej oczach. Idiotycznych zainteresowań... ─── urwała w momencie, gdy jej własny głos zaczął się łamać, zdradzając cierpienie, tak skrzętnie przez nią ukrywane. ─── Kochałam ją, Aegonie. Nade wszystko i nie mniej, niż Ty.
⠀⠀⠀⠀ Przez krótką chwilę stała w bezruchu, skupiając się na morskim szumie, przerywanym pochrapywaniem śpiących w uścisku smoków; zupełnie tak, jakby bały się, że wkrótce strata się powtórzy i jedno z nich zostanie samo. Balerion i Vhagar nigdy nie pałały do siebie jakąkolwiek dozą przyjacielskości. Jej smoczyca zdawała się być spięta za każdym razem, gdy na horyzoncie pojawiał się Czarny Strach; bynajmniej było to wynikiem lęku. Chodziło o dominację. Ostatecznie zawsze o nią chodziło.
⠀⠀⠀⠀ Obróciła się w kierunku Aegona. Ich spojrzenia spotkały się na ułamek sekundy, nim dwoma krokami dopadła do siedzącego na ziemi króla i bez ostrzeżenia, w wyjątkowo brutalny sposób, zaatakowała jego wargi własnymi.
