JustPaste.it

6842de78a3722541e3eb73b6a6a79cb6.jpg

___________________________________________________________________________

Shane w milczeniu obserwował, jak kelnerka z tutejszej jadłodajni, swobodnie zajmuje miejsce nieopodal niego, pod wysokim, starym drzewem, jakie w dobie aktualnych upałów ofiarowało choć kawałeczek zbawiennego cienia. Zawsze uważał, iż przez swój ciągły ponury wyraz twarzy, roztaczającą się aurę niepokoju raczej skutecznie odstraszał ludzi. Stąd też etykieta dziwaka, którą mu przypięto, a on nosił ją z nieukrywana dumą, bo przecież zyskał święty spokój. Nie musiał zmuszać się do widoku irytujących sąsiadów, jacy co sobotę urządzali grilla; nie musiał wdawać się w pogawędki o wszystkim i o niczym by zachować pozory grzeczności; nie musiał też żywic niechęci do przemądrzałej Pauline, mieszkającej dwie ulice dalej, bo przecież ubrała ten sam kapelusz co Alice, i to na niedzielną mszę. Nie musiał nic. Był zwyczajnie sobą. Kotem podążającym własnymi, nie zawsze barwnymi ścieżkami, bo nie oszukujmy się; problemy przyciągał jak magnes, już od najmłodszych lat. Dlatego tym bardziej zdziwiło go niespodziewane towarzystwo Zesłanej, która na domiar złego próbowała zabawić go rozmową, albo zaczepiła go ze zwykłej kultury. Shane stawiał na to drugie, aczkolwiek nie potrafił zaprzeczyć temu, iż komentarze wspomnianej kobiety delikatnie go rozbawiły, przez co na jego wargach pojawił się choć cień uśmiechu. Nad głową usłyszał niepokojące dźwięki. Coś jakby rój pszczół, a ostanie o czym marzył, to zostać przez nie pożądlony. Nie zmienił miejsca jednak, a tylko plecami zsunął się przy pniu drzewa, ostatecznie rozsiadając się na pożółkłej od ostrego słońca trawie.

—  Nie lubię zbyt dużej ilości plotkar w jednym miejscu —  mruknął, używając konspiracyjnego szeptu, jakoby się bał podsłuchu ze strony tych dewot —  Jednakże siostrzeniec nie ma dla mnie litości jak widać —  lekkim skinieniem głowy wskazał kelnerce na chudego ciemnowłosego chłopca w czerwonej koszulce, który zasilając szeregi nieskończonej się kolejki dość brutalnie przepychał się ze swoim kolegą że sąsiedztwa. Reid darował sobie jednoznaczne ostrzeżenia, bo ten dzieciak nikogo nie słuchał. Mruknął jedynie ciche — Typowe —  i wywracając teatralnie swymi ciemnymi oczami, pokręcił przy tym głową. Czasami brakowało mu cierpliwości do Lucasa, szczególnie, gdy ten pod osłoną nocy urządzał sobie piesze wycieczki po Alpen Claire. Shanie nie miał jednak nigdy większej styczności z takimi małolatami, może poza siostrą, którą opiekował się w przeszłości, aczkolwiek teraz był już dorosłym mężczyzną, którego umysł przepełniony był problemami oraz obrazami demonów z przeszłości. Dodatkowo musiał się jeszcze użerać z tym urwisem. 

Ciemnowłosy pociągnął spory łyk napoju prosto z puszki i wzdychając ciężko, milczał przed dłuższą chwilę. Wzrokiem jednak co rusz przebiegał po postaci siostrzeńca, następnie przenosząc go na zbiorowisko zbyt ciekawskich kobiet oraz ich leniwych mężów, którzy szukali tylko sposobności, by w męskim towarzystwie napić się piwa. Ostatecznie z pewną dozą nostalgii przyglądał się pierwszemu ruchowi karuzeli, która nagle buchnęła kolorowymi światłami oraz dźwiękami, grającymi główną rolę w niszowych horrorach. Jako dzieciak bywał przecież tu często, bo w ten sposób uciekał od osobistej wizji piekła, która została wykreowana w jego rodzinnym domu. Przez chwilę poczuł się tak, jakby na moment wrócił do tamtych dni, lecz jedynie do ich pozytywniejszej, tej beztroskiej barwy. Otrząsając się z tego dziwnego, mentalnego letargu, aż wzdrygnął się lekko, przypominając sobie następnie o obecności Zesłanej. Spojrzenie więc oderwał od diabelskiego młyna, a skierował je na towarzyszkę.

— Tak nawiasem mówiąc, to jestem Shane —  zdobył się na delikatny, wcale niewymuszony uśmiech, wyciągając także dłoń w kierunku kelnerki —  I jeśli lubisz sensacje, to Kate zważywszy na jej wiek ubrała zbyt krótką sukienkę — delikatnym ruchem głowy wskazał na podstarzałą kobietę, która pierwsze oznaki siwizny próbowała ukryć przy pomocy zbyt ciemnej farby do włosy, a w tym różowym kawałku materiału wyglądała niczym baleron —  Przez następne tygodnie będzie się chyba mówić o jej odsłoniętych kolanach...

___________________________________________________________________________