JustPaste.it

0bd7a4080bc30adabc2844c72226b86f.jpg fd50a7fd244c538a9aa8c7ff56b6b9ea.jpg

 

━━━━━━━━━━━⠀⠀⠀⠀❀⠀⠀⠀⠀━━━━━━━━━━━

 

Wydawało się Jane, że nigdy nie będzie mieć dość ludzi.

Taka przecież była jej praca – nie beznamiętne wydawanie posiłków, ale szeroki uśmiech, serdeczne zagadanie, trącenie ramieniem stałego bywalca i podjęcie jednego z niekończących się tematów plotek. Jedzenie było przecież czynnością społeczną i te drobne gesty także pełniły niezwykle istotną, społeczna rolę – spoiwo wiążące jednostki. Stabilność. Smak ulubionego ciasta po niedzielnym obiedzie był bardziej wyrazisty, gdy podawał go człowiek, nie maszyna.

A po pracy, ach, po pracy to się wcale nie kończyło. Nie było ucieczki do czterech ścian domu, zatrzaskiwania okiennic i przekręcania klucza w drzwiach. Jeśli mamy być szczerzy, Jane nie była pewna, gdzie znajdował się jej klucz. Dawno już wyszła z założenia, że w miejscu takim jak to, ufanie metalowej zakładce w drewnianej framudze nie ma sensu. Ale zaraz, zaraz. Odrywamy się od tematu.

Jane po prostu lubiła harmider rozmów, wymieniające się kolory włosów i skóry, wysokie tony dzieci i niskie tony ojców; lubiła zapach ludzi i kształty, jakie przybierali. Lubiła, w końcu, przysłuchiwać się plotkom, przesuwając je przez bardzo szerokie oczka sita rozstawionego we własnej głowie.

- Nie wyglądasz na zachwyconego – zagaiła mężczyznę, który zajął miejsce pod okazałym drzewem, zaskakująco skutecznie omijanym przez innych uczestników festynu. Jane podejrzewała, że to albo kwestia jej obecności, albo podejrzany pomruk dochodzący z wyższych partii konarów. Stawiała na świeży ul w pniu. – Niech zgadnę. Obowiązek dojrzałego mężczyzny i jakieś dziecko, które ignoruje wysokie temperatury, bo MUSI skorzystać z rozrywek tego zazwyczaj tak nieprzystępnego miasta? Robisz dobry uczynek, możesz być z siebie dumny. Ja nie mam żadnej dojrzałej wymówki, ja po prostu lubię zbiorowiska plotkar.

Uśmiechnęła się. Nie, wróć! Niemal zachichotała, spoglądając znacząco w kierunku kilku rozstawionych pod namiotem ławek – tam na drewnianych siedziskach sterczeli wymęczeni ojcowie o znudzonych twarzach, niemrawo mamroczący o weekendowych wypadach na ryby i remontowaniu schodów do piwnicy. W pobliżu czaiły się ich żony. Przypominały kolorowe ważki; odstrzelone w najlepsze sukienki, zbliżały do siebie głowy. Ich języki tak mocno uderzały o podniebienia podczas wymiany rewelacji, że nic, tylko czekać, aż zaczną dzwonić jak malutkie dzwoneczki.

Jane rozgościła się wygodniej na trawie, podkurczając pod siebie nogi. Przerzuciła w palcach kilka kawałków prażonej kukurydzy, ostatecznie rozmyślając się. Zamiast pakować sobie do ust kąsek po kąsku, przechyliła do tyłu głowę i zrzuciła sporą garść szeleszczącego między zębami popcornu wprost z paczki do ust.

Karuzela w końcu ruszyła. Było to niemałe widowisko. Złośliwi obstawiali jeszcze tydzień temu, czy diabelski młyn rzeczywiście będzie w stanie wypełnić swojego obowiązku – okazywało się jednak, że remont w istocie zakończono z sukcesem. Jane uniosła wysoko brwi, przez chwilę obserwując w milczeniu, jak krzesełka podnoszą się w górę, jak cała maszyneria robi piękne okrążenie do akompaniamentu jakiejś kiczowatej i rytmicznej melodyjki.

Kilku ojców wstało z ławek i ruszyło po następne piwa – ciepłe, rozrzedzone, a jednak dające im poczucie, że nie marnują całkowicie czasu, a chociaż wykorzystują go na scalanie sąsiedzkich przyjaźni.

 

━━━━━━━━━━━⠀⠀⠀⠀❀