JustPaste.it

You look like a movie

You sound like a song

My God, this reminds me

Of when we were young

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Ciężko mi było powiedzieć co tak właściwie mną kierowało. Przecież równie dobrze mogłem się po prostu ulotnić, a kobieta nawet nie wiedziałaby, że byłem w tym samym miejscu co ona, że być może mijaliśmy się na parkiecie, ale tłum ludzi między nami był na tyle gęsty, że nie byliśmy w stanie zauważyć siebie nawzajem. Być może przechodziła wyłączne po mojej prawej stronie uniemożliwiając już całkowicie dostrzeżenie jej, bo chociaż oko przypomina kolorem swoją starą barwę, to wszystko i tak zawdzięczam soczewce, bo w dalszym ciągu na nie nie widzę i najpewniej już nigdy to się nie zmieni. Jednak co by było, gdyby Scarlet znalazła się zbyt blisko, co gdyby się jej coś stało i to z mojej winy? Relacje między nami były różne, poczynając od tych, że chcieliśmy się pozabijać, idąc przez najdosadniejszą formę pożądania, kończąc na... dosyć dziwnej przyjaźni, której ja chyba potrzebowałem najbardziej z tych wszystkich, które stworzyłem do tej pory. To była dziwna relacja, bo Scarlet jest dla mnie jak matka i ciągle będę to powtarzał... Być może tak miało być, że moje inne ja chciało się znowu z nią zobaczyć, zobaczyć jak się uśmiecha, a zaraz potem gromi mnie wzrokiem, tak dla własnej przyjemności. Dziwną mamy tą relację... Naprawdę dziwną.

 

Z zastanowieniem obserwowałem, jak kobieta uparcie czegoś szuka spojrzeniem, a jak to coś znalazła, aż zaintrygowany podreptałem za nią. No tak, czego się mogłem innego spodziewać, jak jej samochodu. Pomimo oberwania od kobiety jej ciężkim, wojskowym plecakiem w klatkę piersiową, kącik moich ust zawędrował do góry. No tak, przecież nie byłaby sobą, gdyby czymś mi nie przywaliła na dzień dobry. Tym bardziej na moim pysku zagościł uśmiech i cicho zachichotałem kiedy kobieta od tak się odwróciła i zsunęła swoją sukienkę na biodra. I aż cisnęło mi się na usta, żeby coś powiedzieć, dosłownie cokolwiek, troszeczkę ją podrażnić, dźgnąć w jej wytatuowane żeberka... Ale jakoś tak... - Szkoda, pasuje ci ta sukienka. - odparłem szczerze prawiąc jej komplement, bo jakoś nie miałem na to serca na coś innego i tylko dla kurażu zgromiłem spojrzeniem mężczyznę, który przy okazji się napatoczył. Kiedy kobieta się już przebrała i wróciliśmy do mojego samochodu, pomogłem jej wsiąść, samemu zajmując miejsce kierowcy, zaraz śmiejąc się cicho z jej słów. - Nic nie kombinuję. To już nie wolno mi wybrać się z przyjaciółką na drinka? - odparłem rzucając szybkie spojrzenie w jej stronę, niewiele później ruszając w stronę jakiejś knajpki.

 

We wstecznym lusterku, jak i tych bocznych, co jakiś czas obserwowałem co się dzieje za nami, czy może ktoś za nami jedzie, czy może wybuch nastąpił zbyt wcześnie, coś się spieprzyło, ale nie obchodziło mnie to aż tak jak kobieta siedząca na miejscu pasażera. Znowu milczeliśmy... I znowu to ja przerwałem tą dziwną ciszę panującą między nami. - Wiem o twoim układzie z Mezem... Dowiedziałem się niedawno... - odparłem hamując nieco przed skrzyżowaniem, żeby w nikogo nie wjechać. Niestety przez to mojej pieprzone oko jeżdżę jak z jajami, bo nie mogę się za bardzo do tego przyzwyczaić w tej kwestii. - Nie był specjalnie zadowolony, że mamy jakąkolwiek relację, ale cóż... To jeszcze smarkacz i bardzo się obwiniał za to co się stało, więc... Nie mam do niego o to żalu. Tak samo do ciebie. - odparłem samemu do końca nie wiedząc, co chciałem tymi słowami przekazać kobiecie. Po prostu była mi bliska i nie chciałem, żeby jeszcze ona mnie opuściła, bo jeśli ona to zrobi to zostanie mi już tylko brat i ukochana... A ja też potrzebuję mieć przyjaciela, chociaż na takiego nie wyglądam, a mój ostatni wypadek tylko dosadnie mnie o tym uświadomił.

 

fcf2e989710d89c59a83e7e88c3bcaaa.jpgb42c1c24818c376c1071e37f1e9c2372.jpg809bc93ea479e27dddd6d58e9192e029.jpg

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━