________________________________________________________________________________________
Grenard znów stanął jej na drodze bijąc po oczach swoją przesadzoną wręcz pewnością siebie. Gdy Perry tak na niego patrzyła, to aż miała ochotę przytrzeć mu ten jego nienagannie prosty nos. I choć minęło już bardzo dużo czasu, nie sposób było ukryć, że jej źrenice niebezpiecznie się zwęziły, zwiastując zarówno pewien przypływ szczęścia, jak i obawy. Młody mężczyzna w dalszym ciągu wydawał się jej być kimś zagadkowym, nie w pełni odgadnionym. Nawet jego umiejętności taneczne do tej pory pozostawały dla niej tajemnicą. Kobieta nie miała świadomości, że Joel tak dobrze pochłaniał parkiet. Kto mógł pomyśleć, że zabójca będzie się cechował taką klasą i znajomością nadwornej etykiety. Niemniej jednak nie to okazało się być prawdziwym zaskoczeniem. Brunetka nawet w najśmielszych snach nie mogła przypuszczać jaka będzie jego postawa. Grenard? Przyznał się tak po prostu i otwarcie, że... tęsknił? Nie, nie. To zupełnie jej nie pasowało do obrazu jego osoby, który zbudowała sobie w głowie. Nie chodziło wcale o to, że podejrzewała go o brak jakichkolwiek uczuć, jednak nie spodziewała się raczej, aby sama została nimi w jakiś sposób obdarzona. Jego brat? Owszem. Kobieta? Również. Ale nie Perry, nie ktoś z kim łączyła go wyłącznie praca zawodowa, o ile w ogóle można było to tak nazwać. Jego słowa nie do końca do niej docierały. Scarlet traciła przy nim pewne pokłady czujności, pozwalała sobie na zbyt dużą swobodę, za którą mogła później słono zapłacić. Nim kobieta zdążyła się zorientować, muzyka nagle zamilkła, natomiast pomieszczenie wypełnił gwar przeciskających się ludzi. Joel również nie miał zamiaru czekać. Mężczyzna złapał ją szczelnie za rękę i wyprowadził na zewnątrz, jakby za nic miał jej wolę. W umyśle kołatała jej chęć ucieczki, jednak z drugiej strony było coś co usilnie ją od tego odwodziło. Brunetka zerknęła pytająco w jego oczy, kiedy byli już przy jego samochodzie, jednak sama nie wiedziała czego właściwie się spodziewała. W odpowiedzi na męczącą myśl, kobieta przewróciła teatralnie oczami, po czym wyszukała wzrokiem swój pojazd i na moment do niego podeszła. Z bagażnika wyciągnęła plecak, który zaraz mocnym ruchem władowała w tors młodszego, aby jej to przytrzymał. Po chwili rozsunęła suwak i wyciągnęła ze środka czarną, luźną koszulkę. Następnie obróciła się do niego plecami i zsunęła swoją suknię trochę poniżej pępka, uwalniając w ten sposób swoje nagie piersi. Dopiero po chwili dotarło do niej, że z przodu mignął jej jakiś przechodzień, który wbił w nią swoje zaciekawione spojrzenie.
— Na co patrzysz? — warknęła z lekkim oburzeniem, jak gdyby nie robiła nic niezgodnego z zasadami współżycia społecznego. Pomogło. Na te słowa speszony facet zniknął gdzieś za rogiem budynku, zaś oni znów zostali sami na zadupiu. W tym czasie Perry zdążyła jeszcze wciągnąć na siebie spodnie, skórzaną kurtkę i ciężkie buty, po czym zwróciła się do swojego towarzysza i zabrała resztę swoich rzeczy, które trzymał w rękach i władowała je na tylne siedzenie swojego auta.
— Dobra. — rzuciła krótko, zawieszając spojrzenie na jego jasnych oczach. — Jeśli obiecasz, że powiesz co kombinujesz Joel. — skwitowała z oskarżycielskim palcem, który wymierzyła prosto w jego stronę. Scarlet miała to do siebie, że nie lubiła żyć w niewiedzy, dlatego ta sytuacja tak bardzo działała jej na nerwy. Jego pojawienie się mogło być czystym przypadkiem, jednak jego zachowanie nie było tak oczywiste jak mogło się wydawać, dlatego Perry musiała poznać przesłanki jakimi się wtedy kierował.
________________________________________________________________________________________